logo
Niedziela, 03 lipca 2022 r.
imieniny:
Anatola, Jacka, Mirosławy, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Przyszedłem pana nawracać
Idziemy
 
fot. Nathalie Stimpfl | Unsplash (cc)


„Po prostu usiądę przy panu / i zwierzę swój sekret / że ja, ksiądz, / wierzę Panu Bogu jak dziecko”. Tak kończy się wiersz ks. Twardowskiego „Nie przyszedłem pana nawracać”.

 

To mądry wiersz. Mówi o „nawracaniu” przeintelektualizowanym, napuszonym… A kończy się świadectwem, które przecież nie jest samo dla siebie, ale pragnie pokornie, aby ów pan też uwierzył Bogu jak dziecko. Niestety, dzisiaj mamy taką niedobrą modę na to, by – broń Boże! – nikogo nie nawracać w żaden sposób. Mamy za to zachwycać się różnorodnością wiar i bez końca dialogować. Aż się chce napisać wiersz „Przyszedłem pana nawracać”… Wszak Jezus nie powiedział: „Mnóżcie religie i dialogujcie”, ale zaczął publiczną misję od wezwania: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). Jego uczniowie mają robić podobnie: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19). Wielki Post, który przeżywamy, jest czasem sposobnym, by osobiście zmierzyć się z wezwaniem do nawrócenia.

 

Różne typy nawrócenia

 

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „W przepowiadaniu Kościoła to wezwanie [do nawrócenia] jest skierowane najpierw do tych, którzy nie znają jeszcze Chrystusa i Jego Ewangelii” (1427). Ale zaraz w następnym numerze Katechizm stwierdza: „Wezwanie Chrystusa do nawrócenia nadal jednak rozbrzmiewa w życiu chrześcijan. To drugie nawrócenie jest nieustannym zadaniem dla całego Kościoła”.

 

Zainspirowani tym zadaniem jezuici określili samych siebie następująco: „Być jezuitą – to wiedzieć, że wprawdzie jest się grzesznikiem, ale powołanym przez Boga (…) na towarzysza Jezusa Chrystusa” (Kongregacja Generalna XXXII, d. 1, nr 11). To określenie można by odnieść do każdego chrześcijanina. Jesteśmy grzesznikami, ale powołanymi, by iść przez życie z Jezusem. Nie oznacza to jednak przyzwolenia na grzech na zasadzie: no, jestem słabym grzesznikiem, i cóż na to poradzę. Wręcz przeciwnie! Ten, kto kroczy za Jezusem, czuje potrzebę nieustannego nawracania się mocą Bożej łaski.

 

Wiemy, że w greckiej Biblii na określenie nawrócenia używa się zasadniczo dwóch czasowników: epistrephein i metanoein. Ten pierwszy wskazuje na zmianę konkretnego postępowania lub na cofnięcie się z jakiejś drogi. Drugi czasownik oznacza przemianę wewnętrzną, zmianę mentalności, sposobu myślenia. Metanoein to przemiana serca, która jest trudniejsza niż zmiany w sferze konkretnych czynów. Łatwiej na przykład postanowić nie kierować się zazdrością, niż wyplenić zazdrość z serca. Nie uzdrawiamy się jednak sami, lecz poprzez otwieranie się na łaskę Bożą. Trzeba pamiętać o obietnicy, którą znajdujemy u proroka Ezechiela: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26).

 

Kardynał Carlo Mario Martini SJ rozróżnił cztery rodzaje nawrócenia: religijne, moralne, intelektualne i mistyczne. Odnotujmy, że podobne rozróżnienie zrobił wcześniej inny jezuita, Bernard Lonergan. Nawrócenie religijne polegałoby na przejściu od nieznajomości Boga Biblii do poznania Boga Jezusa Chrystusa, czyli Boga w Trójcy Jedynego. Nawrócenie moralne to przejście od życia nieuporządkowanego, pełnego pogoni za światowymi próżnościami, do życia w posłuszeństwie woli Bożej w Kościele Chrystusowym. Trzeci rodzaj nawrócenia, mianowicie nawrócenie intelektualne, polega na odwadze poddania w wątpliwość utartych schematów myślowych i podjęcia samodzielnego myślenia, co nie znaczy, że skoncentrowanego na samym sobie. Wygodne jest podążanie za zdaniem większości, aktualnymi modami, za tym, co w jakimś stopniu narzuca mi towarzystwo, w którym się obracam. Zdanie większości nie musi być złe, ale niekiedy jesteśmy wezwani do zmiany punktu widzenia, do spojrzenia inaczej na świat i Kościół, do pójścia pod prąd. A na czym polega nawrócenie mistyczne? To porzucenie duchowej bylejakości, by przejść do szukania i znajdowania Boga we wszystkich rzeczach. Chodzi o mistykę codzienności, a nie o nadzwyczajne wizje.

 

Trzeba nam zatem rozeznawać, do jakiego nawrócenia jesteśmy wezwani. Pomocą w tym rozeznawaniu może być ćwiczenie, które Ignacy Loyola nazwał „kolokwium pod krzyżem”. W ułożonych przez świętego „Ćwiczeniach duchowych” znajdujemy taką oto propozycję modlitwy: „Wyobrażając sobie Chrystusa, Pana naszego, obecnego i wiszącego na krzyżu, rozmawiać z Nim, [pytając Go] jak to On, będąc Stwórcą, do tego doszedł, że stał się człowiekiem, a od życia wiecznego przeszedł do śmierci doczesnej i do konania za moje grzechy. Podobnie, patrząc na siebie samego, pytać się siebie: Com ja uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak, widząc Go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie” (nr 53).

 

Bóg na pierwszym miejscu


W każdym przypadku nawrócenie oznacza przywrócenie Bogu należnego Mu, to znaczy pierwszego, miejsca w naszym życiu. O potrzebie przywrócenia prymatu Boga wiele mówił i pisał Benedykt XVI. W wywiadzie-rzece „Światłość świata” papież Ratzinger pokazuje kierunek: „Musimy głosić konieczność przełomu, który nie może dokonać się bez wewnętrznego nawrócenia. (…) Z nawróceniem związana jest konieczność, aby Bóg znowu znalazł się na pierwszym miejscu. (…) Musimy odważyć się na nowo na eksperyment z Bogiem – pozwolić Mu wejść z jego działaniem w nasze społeczeństwo”.

 

A na czym właściwie ma polegać owo stawianie Boga na pierwszym miejscu? Na realizacji w konkretnych okolicznościach wezwania św. Pawła: „Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne” (Rz 12,2). Kiedy stoimy przed jakąś dużą lub małą decyzją, pytajmy się w ciszy własnego serca: Jaka decyzja będzie podobała się Bogu?

 

 

Prymat Boga oznacza także prymat Osoby nad ideami. Chrześcijaństwo rozwinęło różne systemy moralne i filozoficzno-teologiczne systemy, ale nie one są początkiem i centrum chrześcijaństwa, lecz spotkanie z konkretna Osobą, z Jezusem z Nazaretu. Dlatego Jan Paweł II w swoistym testamencie dla Kościoła na XXI wiek, a mianowicie w liście Novo millennio ineunte, przestrzega przed aktywizmem oraz ciągłym wyszukiwaniem „nowych programów”. „Nie ulegajmy bynajmniej naiwnemu przekonaniu, że można znaleźć jakąś magiczną formułę, która pozwoli rozwiązać wielkie problemy naszej epoki. Nie, nie zbawi nas żadna formuła – pisze papież – ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: »Ja jestem z wami«” (nr 29). Kluczową zasadą chrześcijańską jest zasada pierwszeństwa łaski nad naszymi zdolnościami działania i planowania. Dopiero w świetle łaski nabierają sensu różne programy duszpasterskie. Nawrócenie to nie snucie kolejnych pobożnych wizji, ale budowanie żywej relacji z Osobą, z Jezusem.

 

Od podobnego akcentu rozpoczyna adhortację Evangelii gaudium Franciszek: „Zachęcam wszystkich chrześcijan, niezależnie od miejsca i sytuacji, w jakiej się znajdują, by odnowili już dzisiaj swoje osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem” (nr 3). W wywiadzie dla „Civilta Cattolica” (19 września 2013) papież stwierdza: „Ja mam jedną pewność dogmatyczną: Bóg jest obecny w życiu każdej osoby, Bóg jest w życiu każdego”. W tym zdaniu moglibyśmy dopatrywać się kaznodziejskiej prowokacji lub publicystycznego skrótu, typowego dla języka wywiadów. Ale możemy też przyjąć tę wypowiedź jako klucz do myślenia Franciszka o chrześcijaństwie: Bóg daje się znaleźć w osobach i poprzez osoby.

 

Chronos i kairos


W języku greckim mamy dwa słowa na określenie czasu: chronos i kairos. Chronos odnosi się do czasu, który jest mierzony w sekundach, godzinach, latach. W kairos nie tyle chodzi o rozciągłość i miarę, ale o sens, wyzwania danego czasu. Kiedy Jezus stwierdza: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się…” (Mk 1,15), to wskazuje na kairos, na czas zbawienia. Człowiek ma skłonność do łudzenia się, że na nawrócenie się zawsze jest czas. Mówimy sobie: Może jeszcze nie dziś, bo muszę się skoncentrować na innych rzeczach, ale w przyszłości jak najbardziej. Ale uwaga! Z nawróceniem nie jest tak, że kiedy nam się zachce, to się nawrócimy. Nawrócenie jest możliwe jako odpowiedź na łaskę Boga, która zostaje nam dana w określonym kairos. A nie zawsze jest kairos.

 

Wielki Post jest uprzywilejowanym czasem, w którym Bóg wzywa nas do nawrócenia. Nie pozwólmy, by ten czas był jedynie okresem 40 dni, zwykłym chronos. Otwórzmy się na łaskę, którą Bóg dla nas na ten czas przygotował. Otwierajmy się m.in. poprzez modlitwę, post i jałmużnę. Ojcowie Kościoła zachęcali do łączenia tych trzech uczynków. Czas, w którym spożywałbym posiłek, przeznaczam na modlitwę, a zaoszczędzone na posiłku pieniądze wrzucam do puszki na ubogich. Post przypomina mi, że jestem zależnym od Boga stworzeniem, jałmużna otwiera serce, a modlitwa pomaga rozeznać, w czym się nawrócić. Pamiętajmy też o tradycyjnych nabożeństwach: Drodze Krzyżowej i Gorzkich Żalach. I o tym, że na końcu wielkopostnej wędrówki czeka na nas radość i pokój, które daje Zmartwychwstały.

 

Dariusz Kowalczyk SJ
Idziemy nr 10/2018

 
Zobacz także
Alfred Cholewiński SJ
Wszystko to, co zawiera Stary Testament, jest zapowiedzią, obrazem, figurą ekonomii zbawienia definitywnego, które spełniło się w Jezusie Chrystusie i w które wciągnięci jesteśmy my, chrześcijanie. Historie starotestamentowe, o których przed chwilą mówiliśmy, chcą nam zilustrować jedno: darmowość naszego zbawienia.  
 
ks. Jan Smolec
Grzech jest raną nieufności. Jest odwróceniem się od miłości, którą Pan mnie obdarza i której dla mnie pragnie. Jest skazą na mojej wierze, która martwa jest bez uczynków, która nie może więc być jedynie słowną deklaracją, lecz weryfikować się w życiu. Co zaś weryfikuje mój grzech? Obnaża bolesną słabość wiary, zaświadcza o niewierze!
 
ks. Mirosław Tykfer
Gdy pojawia się problem z piciem, to nie od razu jest to alkoholizm. Najpierw jest faza pierwsza, ostrzegawcza. Wtedy można jeszcze wszystko naprawić, zmienić nawyki. Stan ostrzegawczy to tylko ostrzeżenie. Brak świadomości, że jest problem prowadzi do fazy drugiej, krytycznej i w końcu do trzeciej, chronicznej. A wtedy już można mówić o chorobie alkoholowej, która wymaga terapii. 

Z ks. Pawłem Pawlickim, duszpasterzem alkoholików i kapelanem więziennym, o nałogowych ucieczkach od traumatycznej rzeczywistości rozmawia ks. Mirosław Tykfer, redaktor naczelny
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm