logo
Piątek, 05 marca 2021 r.
imieniny:
Aurory, Euzebiusza, Hadriana, Fryderyka, Oliwii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Rozmowa kwalifikacyjna... do zakonu
eSPe
 


Jakie formalności należy załatwić i jakie dokumenty skompletować przed wstąpieniem do zakonu? Jak wygląda rozmowa z przełożonym? Swoimi doświadczeniami dzielą się pijarscy nowicjusze i klerycy.
 
Rozmowy kandydatów z prowincjałem Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów odbywają się na ogół w pierwszej połowie czerwca. Jedni, nawet po roku, doskonale pamiętają dokładną datę i okoliczności spotkania – „8 czerwca 2016 roku – pamiętam, jakby to było wczoraj. Tym bardziej, że poprzedzającą noc spędziłem pisząc pracę dyplomową” – wspomina Maciej, pijarski nowicjusz. Innym, bez kalendarza, trudno to ustalić, bo temu wydarzeniu towarzyszyły silne emocje. W sumie to nie dziwi, bo to jeden z kilku ważnych kroków na drodze powołania do kapłaństwa czy życia zakonnego.
 
Formalności
 
Sama rozmowa z przełożonym zgromadzenia czy zakonu to w zasadzie zwieńczenie wcześniejszego zbierania dokumentów i załatwiania formalności wymaganych od kandydata do seminarium.
 
„Moim pierwszym zaskoczeniem była łatwość w spełnieniu wszelkich procedur. Najtrudniejsze w tym wszystkim było podjęcie tej ostatecznej decyzji o wstąpieniu, same formalności zajęły dosłownie tylko kilka dni” – zauważa Szymon, który bardzo szybko skompletował potrzebne dokumenty: odpisy aktów chrztu i bierzmowania, opinię swojego katechety i pozostałe dokumenty.
 
„Kiedy panie pracujące w kancelarii usłyszały, że potrzebuję odpis aktu chrztu, by złożyć go przy przyjęciu do zakonu, od razu zawołały proboszcza, zaproponowały kawę i ciastka. Proboszcz prawie w ogóle mnie nie znał. Nie pojawiałem się w mojej rodzinnej parafii, bo angażowałem się w szkole pijarów i w duszpasterstwie dominikanów. Właśnie dlatego proboszcz odmówił mi wydania opinii” – wspomina Szymon. Dziś już wie, że w takim przypadku do przyjęcia do zakonu na ogół wystarcza opinia katechety albo kapłana z duszpasterstwa, do którego się należało. „Po napisaniu podania o przyjęcie i życiorysu miałem już prawie wszystkie dokumenty” – dodaje.
 
Dla Krzysztofa czas kompletowania dokumentów był okazją do odświeżenia nieco zapomnianej już znajomości z katechetką z liceum. „Okazało się, że mimo dwóch lat, które minęły od ostatniego spotkania, siostra nadal dobrze mnie pamiętała, a wiadomość o mojej decyzji o wstąpieniu do zakonu przyjęła z ogromną radością, choć także z dozą małego zaskoczenia. Podobnie było z księdzem proboszczem, którego poprosiłem o wystawienie opinii. Był w naszej parafii dopiero od kilku miesięcy i dopiero moja prośba stała się okazją do dłuższej rozmowy” – wspomina chłopak.
 
Droga
 
Emil przed wstąpieniem do pijarów dwa razy uczestniczył w rekolekcjach powołaniowych w ich krakowskim seminarium. Tam poznał ojców odpowiedzialnych za formację kleryków. Chociaż czuł w sercu wezwanie Pana Boga, to jednak ociągał się z decyzją o wstąpieniu. Dopiero zachęta ze strony jednego z ojców skłonił go do działania.
 
Przyjazd do Krakowa na umówione z prowincjałem spotkanie zajął mu pięć godzin. Jechał busem. „Przez całą drogę towarzyszyła mi jedna myśl: „Co ja właściwie robię? Jeszcze mogę zawrócić!”. Po wyjściu z busa nie było lepiej, ale jakaś wewnętrzna determinacja nie pozwalała się wycofać” – wspomina. W końcu stanął pod drzwiami Kurii Prowincjalnej.
 
Maciej, jadąc rano do Krakowa, próbował nieco zdrzemnąć się w pociągu. Nie było to proste. „W mojej głowie pojawiało się coraz więcej myśli dotyczących mojego powołania” – mówi. Po dotarciu do Krakowa, w oczekiwaniu na spotkanie z prowincjałem, wybrał się na spacer po pobliskich Plantach. „Właśnie tam stoczyłem prawdziwą walkę z samym sobą. W głowie kołatały różne myśli i pytania: „Co ja właściwie robię?”. To wszystko wydawało mi się jakimś szaleństwem” – przywołuje w pamięci wspomnienia sprzed roku.
 
Szymon do Krakowa jechał pociągiem z Poznania. „Z każdym kolejnym kilometrem pojawiały się w mojej głowie kolejne myśli: „Czy dobrze robię? A co będzie, jeśli mnie nie przyjmą? Przecież już tyle osób wie o moich planach”. Przepełniony jakimś lękiem i zmęczony po nieprzespanej nocy doszedł z dworca do budynku przy ul. Pijarskiej 2, gdzie od razu spotkał się z ciepłym przyjęciem ze strony o. Józefa Matrasa – prowincjała Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów.
 
Rozmowa
 
Czas rozmowy z prowincjałem zależy najczęściej od kandydata. Maciej jest gadułą, więc na Pijarskiej w Krakowie spędził ponad dwie godziny. Na ogół spotkanie trwa jednak krócej. Chłopacy, którzy taką rozmowę mają już za sobą, zgodnie odpowiadają, że przebiegała w bardzo miłej atmosferze. „Pytania były bardzo różne: od tych podstawowych, (kim jestem? co studiowałem? jakie mam zainteresowania?), po te nieco trudniejsze (dlaczego akurat pijarzy? jak rozeznawałem powołanie?)” – wylicza Maciej.
 
„Szczególnie zapamiętałem jedno pytanie: „Jakie trzy życzenia wypowiedziałbyś do złotej rybki, gdybyś ją spotkał?”. Pytanie wcale nie było takie proste. Padło przecież w momencie składania dokumentów do zakonu. A przyszłemu zakonnikowi nie wypada przecież prosić o willę na Wyspach Bahama!” – żartuje Szymon.
 
Po rozmowie z prowincjałem, gdy wszystkie inne formalności są dopełnione, kandydatom pozostaje czekać na decyzję Kongregacji Prowincjalnej (w jej skład wchodzi prowincjał i jego czterej asystenci). Gdy decyzja jest pozytywna, kandydaci rozpoczynają przednowicjat. U pijarów zwyczajowo rozpoczyna się on 25 lipca i trwa dokładnie miesiąc, aż do 25 sierpnia, czyli do obchodzonego uroczyście w zakonie Święta św. Józefa Kalasancjusza – założyciela pijarów.
 
Czas od złożenia dokumentów do rozpoczęcia formacji to także ostatni moment na uporządkowanie swoich osobistych spraw – jedni kończą studia i piszą prace dyplomowe, inni muszą uregulować swoją sytuację w firmie, w której dotychczas pracowali. Jeszcze inni muszą w końcu o swoich życiowych decyzjach poinformować rodzinę i przyjaciół.
 
Temu wszystkiemu towarzyszy już jednak radosna świadomość, że droga do rozpoczęcia formacji w zakonie jest otwarta.
 
Przemysław Radzyński
eSPe nr 125
 

fot. Ben Rosett | Unsplash (cc) 
 
Zobacz także
ks. Łukasz Kleczka SDS
Jesteśmy pokoleniem epoki szumu, zgiełku, i niepokoju. Wciąż poszukujemy nowych rozwiązań technicznych, które bardzo często wiążą się ze wzrostem decybeli. Widzimy wielu młodych ludzi ze słuchawkami walkmanów na uszach. Słuchanie głośnej muzyki nie jest już nowością. Nawet na dworcach kolejowych wielkich miast przez megafony nadawana jest muzyka...
 
ks. Edward Staniek
Jesteśmy przyzwyczajeni do przekazywania wiedzy przy pomocy nauczania. Słuchamy od najmłodszych lat różnorakich pouczeń. To jednak, co kształtuje osobowość, rzadko kiedy nabywa się przez słuchanie. O wiele ważniejsze jest naśladowanie. Małe dziecko uważnie obserwuje dorosłych, by kształtować swe postępowanie nie według adresowanych do niego pouczeń, ale według tego, co widzi... 
 
o. Albert Wach OCD
Ojcowie Kościoła, ci wielcy nauczyciele Bożej prawdy z pierwszych wieków chrześcijaństwa, chociaż stanowczo utrzymywali, że „poza Kościołem nie ma zbawienia”, nie wahali się jednocześnie mówić o „świętych ukrytych” między poganami. Zdawali oni sobie sprawę z możliwości zbawienia także niechrześcijan. Łaska bowiem, w wiadomy jedynie dla Boga sposób, zostaje ofiarowana każdemu człowiekowi i każdy człowiek dobrej woli może ją rozpoznać i przyjąć...
 
 
___________________
 
 reklama