logo
Wtorek, 25 września 2018 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Paweł Szpyrka SJ
Sakrament jedności
Posłaniec
 


Trwały fundament
 
Eucharystia dla pierwszych chrześcijan nie była obowiązkowym rytuałem spełnianym dla przebłagania Boga. Nie była rytuałem oczyszczającym człowieka, który przestał radzić sobie z własnym życiem pogrążonym w ciemności. Była przede wszystkim sakramentem jedności.
 
Jedność ta miała wyjątkowo trwały fundament. Jak chleb, który jest czymś ziemskim, otrzymawszy wezwanie Boże, już nie jest zwyczajnym chlebem, ale Eucharystią, składającą się z dwóch rzeczy: ziemskiej i niebieskiej, tak też ciała nasze, przyjąwszy Eucharystię, już nie podlegają zniszczeniu, bo mają nadzieję zmartwychwstania - pisał Ireneusz z Lyonu. Ojcowie Kościoła niemal zgodnie widzieli w niej przedłużenie Wcielenia, a nawet więcej, wejście Boga w świat materialny po to, aby go przywrócić Bogu. Syn Boży stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się Bożym, przyjął ludzkie ciało, aby człowiek stał się współcielesny z Bogiem. Objawione słowo dlatego zmieszało się z podległą zniszczeniu naturą ludzką, aby przez wspólność z boskością ubóstwiło się zarazem człowieczeństwo - tłumaczył Grzegorz z Nyssy - aby przez zjednoczenie z pierwiastkiem nieśmiertelnym także człowiek stał się uczestnikiem nieśmiertelności.
 
Dzieło wspólnoty

 
Eucharystia była przede wszystkim dziełem wspólnoty. Nie znano Mszy prywatnych. Wyrażała się ona w formułach modlitewnych, w podziale funkcji oraz w intencjach. Jako sakrament chrześcijańskiej inicjacji była także znakiem pełnej przynależności do Kościoła. Mogli w niej uczestniczyć tylko ochrzczeni, pozostający w jedności z Kościołem. Popadnięcie w herezję lub schizmę zrywało tę jedność. Herezja nie polega bowiem wyłącznie na zniekształcaniu prawdy o Bogu, lecz również na niszczeniu jedności Kościoła. Jedność z Chrystusem znajduje swój wyraz w jedności chrześcijan.
 
Ciekawym świadectwem są listy Ignacego Antiocheńskiego. Powstały one w szczególnych okolicznościach. Biskupa zadenuncjowanego przez jednego z wiernych transportowano do Rzymu przed cesarski trybunał. Część drogi przebył lądem i mógł spotykać delegacje różnych wspólnot, wychodzących mu na spotkanie. W obliczu zbliżającej się śmierci, gdy, jak sam pisał, będzie mógł stać się ofiarą dla Boga, apelował do wspólnoty w Magnezji, bogatego miasta w Azji Mniejszej: Nie próbujcie przedstawiać jako rozsądnego tego, co robicie na własną rękę, lecz wszystko róbcie wspólnie: jedna modlitwa, jedna prośba, jeden duch, jedna nadzieja w miłości, w radości nienagannej. Jeden jest tylko Jezus Chrystus, od którego nic nie ma lepszego. Wszyscy więc biegnijcie, by zjednoczyć się jakby w jedną świątynię Boga, jakoby wokół jednego ołtarza, w jednym Jezusie Chrystusie, który wyszedł od Ojca jedynego, który był w Nim jedyny i do Jedynego powrócił. 
 
Źródło pokoju
 
Wobec grozy śmierci i lęku o to, czy zdoła przy łasce Bożej wytrwać w niezachwianej wierze (lęk ten odczytywał jako napaści szatańskie), przywoływał pełen nadziei obraz pokoju panującego we wspólnotach, może nieco wyidealizowany, ale przecież przez wszystkich upragniony. W Eucharystii właśnie upatrywał źródła owego pokoju. Do Efezjan pisał: Starajcie się częściej gromadzić dla dziękczynienia (Eucharystii) Bogu i oddawaniu Mu Chwały. Jeżeli bowiem często wspólnie się spotykacie, chyli się do upadku potęga Szatana, a wasza zgodność w wierze niszczy jego zgubne dzieła. Nie ma nic lepszego od pokoju, który unicestwia wszelkie wrogie ataki sił niebieskich i ziemskich. Do Filipian pisał: Starajcie się uczestniczyć w jednej Eucharystii. Jedno jest bowiem Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa i jeden kielich, by nas zjednoczyć z Krwią Jego, jeden ołtarz, jak też jeden biskup razem z kapłanami i diakonami, współsługami moimi. W ten sposób wszystko, co czynicie, będziecie czynić po myśli Boga.
 
Nie uchylał się przed karceniem nieszczęśliwych, którzy się od tego uczestnictwa uchylają. Tacy ludzie, jego zdaniem, byli szczególnie narażeni na pokusy szatańskie i oni mogą stać się powodem odstępstwa innych: Zwróćcie uwagę, jak bardzo ci, co mają odmienne zdanie o przychodzącej do nas łasce Jezusa Chrystusa, przeciwni są myśli Bożej. O miłość nie dbają, ani o wdowy, ani o sieroty, ani o udręczonych, ani o więźniów, ani o głodnych, ani o spragnionych. Powstrzymują się od Eucharystii i modlitwy, gdyż nie wierzą, że Eucharystia jest Ciałem Pana naszego, Ciałem, które cierpiało za nasze grzechy i które Ojciec w swej dobroci wskrzesił. Tak więc ci, co odmawiają daru Boga, umierają wśród swoich dysput. Lepiej byłoby dla nich, żeby mieli miłość, bo w ten sposób i oni mogliby zmartwychwstać. Oczekującym go Rzymianom wyznał: Moje ziemskie pragnienia zostały ukrzyżowane i nie ma już we mnie ognia miłości do rzeczy materialnych. Jest tylko woda żywa mówiąca do mnie: Pójdź do Ojca! Nie znajduję przyjemności w pokarmie zniszczalnym ani w rozkoszach tego życia. Chcę chleba Bożego, którym jest Ciało Jezusa Chrystusa z rodu Dawida, a jako napoju Krwi Jego, która jest miłością niezniszczalną. Listy te były później, w okresie nasilających się prześladowań, skrupulatnie kopiowane i rozsyłane po innych Kościołach. Uchodzą za pierwsze teksty chrześcijańskiej mistyki. Na nich kształtowała się duchowość eucharystyczna pierwszych wieków.
 
Zrozumieć to mógł jedynie ktoś, kto wierzył. Obserwujący z zewnątrz poganie często mylnie interpretowali zasłyszane informacje o zgromadzeniach liturgicznych. Stąd wypływały podejrzenia o picie krwi, zabijanie niemowląt i orgie. Pisarzom pogańskim jednak zawdzięczamy najstarsze świadectwa o tych spotkaniach. Pliniusz Młodszy w znanym raporcie do cezara i swego przyjaciela Trajana z 111 r. pisze, relacjonując wyniki przeprowadzonego dochodzenia: Zapewniali też, że największą ich winą czy też błędem było to, że mieli zwyczaj w określonym dniu o świcie zbierać się i śpiewać na przemian pieśni ku czci Chrystusa jako Boga, i że związali się przysięgą dotyczącą jakichś występków, lecz że nie będą popełniać kradzieży, rozbojów, cudzołóstwa, że nie będą składać fałszywej przysięgi ani zapierać się wobec żądających zwrotu powierzonej im własności. Po tych obrzędach zazwyczaj rozchodzili się i znowu zbierali się, aby spożyć wspólny i niewinny posiłek. Podobny opis pozostawił poganin Fronto w paszkwilu z połowy II w., dołączając jednak wrogą i oszczerczą interpretację obrzędów.
 
Justyn Męczennik, pisarz działający w Rzymie, w Apologii napisanej dla cesarza Antoninusa Piusa, przedstawił liturgię Chrztu i Eucharystii, zwracając nawet uwagę, że podczas ich sprawowania chrześcijanie modlą się za cesarza! Modlą się, by przez to razem z poznaniem prawdy otrzymać łaskę pełnienia w życiu dobrych uczynków, przestrzegania przykazań i dostąpienia zbawienia wiecznego. Po ukończeniu modlitw dajemy sobie pocałunek pokoju. Następnie przynoszą przełożonemu braci chleb i kielich, napełniony wodą zmieszaną z winem. (…) Po odmówieniu modlitw i dziękczynienia przez przełożonego, cały lud z radością woła: Amen. Amen zaś w języku hebrajskim znaczy: Niech tak będzie! Gdy przełożony odprawi obrzęd eucharystyczny i gdy już cały lud dał odpowiedź radosną, wtedy tzw. u nas diakoni rozdają każdemu z obecnych cząstkę eucharystycznego chleba oraz wina i wody i roznoszą je do tych, którzy są nieobecni. (…) Pokarm ten zowie się u nas Eucharystia i nikt w nim udziału brać nie może, tylko ten, kto wierzy w to, czego uczymy, kto wziął kąpiel na odpuszczenie grzechów i na odrodzenie; i tak żyje, jak Chrystus podał. W opisie Justyna łatwo możemy dostrzec istotne elementy Mszy świętej.

Uczestnictwo czy udział?
 
Na ważny aspekt zwraca uwagę Orygenes. Chleb eucharystyczny jest potrzebny do uświęcenia człowieka, ale nie może być traktowany jak lekarstwo czy amulet, które, same przez się, automatycznie przynoszą zdrowie duszy i uświęcają każdego, kto je przyjmuje. Do uświęcenia potrzebny jest, jego zdaniem, czynny udział. Człowiek musi mieć mocną wiarę i czyste sumienie, w przeciwnym razie pokarm nieśmiertelności nie tylko mu nie pomoże, lecz przeciwnie, przyniesie szkodę i zgubę. Często wierni zdawali się o tym zapominać… W jednej ze swoich homilii Jan Chryzostom napomina: Widzę, że wielu bierze udział w Ciele Chrystusa w sposób lekceważący, przypadkowy, czyni to raczej z przyzwyczajenia i przepisu niż z przekonania i rozwagi. Gdy np. przyjdzie dzień Epifanii, wówczas każdy, jakikolwiek by był, bierze udział w sakramentach. A przecież nie Epifania ani post czterdziestodniowy czynią ludzi godnymi przystąpienia do Stołu Pańskiego, lecz szczerość i czystość duszy. Choć Jan, jak wszyscy inni Ojcowie, pragnie rozwoju chrześcijańskiej wspólnoty, nie może zgodzić się na udział w niej chrześcijan tylko z imienia. Tak jak Orygenes wyklucza tych, którzy nie korzystają z mocy tego sakramentu. Sprawia to, że jedność, którą niesie z sobą eucharystyczna Ofiara, nie może być w pełni urzeczywistniona.
 
Jan Chryzostom pisze: Jeśli zatem przez uczestnictwo w tym samym chlebie stajemy się tym samym Ciałem, to dlaczego nie okazujemy tej samej miłości i w praktyce nie stajemy się jednym? Chrystus zjednoczył z sobą ciebie, który stoisz daleko od Niego, a ty nie raczysz zjednoczyć się z bratem? Kaznodzieja zwraca również uwagę, że odpowiedzialnością za taki stan rzeczy nie można obarczać jedynie kapłanów i wyraźnie mówi o odpowiedzialności każdego chrześcijanina za Kościół. Kapłani i wierni nie różnią się, gdy spożywają Ciało Pańskie. Jeszcze w Starym Przymierzu inny był pokarm kapłanów, a inny wiernych. W Nowym Przymierzu jest ten sam pokarm, bo wszyscy mają udział w jednym Ciele. Taka współodpowiedzialność, zdaniem Jana, zapewnia większe bezpieczeństwo i ułatwia wzrost cnoty.
      
Klemens Rzymski także dotyka kwestii jedności, gdy pyta: Skąd u was kłótnie, namiętności, podziały, rozłamy, a nawet wojny? Czyż nie mamy wszyscy jednego Boga i jednego Chrystusa, i jednego Ducha, który został na nas wylany? I czyż nie jedno jest nasze powołanie w Chrystusie? Dlaczego rozdzieramy i ćwiartujemy członki Chrystusowe? Dlaczego buntujemy się przeciw własnemu ciału i popadamy w taki obłęd, iż wydajemy się zgoła zapominać, że jesteśmy członkami jedni drugich? (…) Wasze rozłamy wielu już zwiodły na manowce, wielu pogrążyły w zniechęceniu, wielu w zwątpieniu, a wszystkich nas w smutku.
 
Jan Chryzostom bardzo surowo ocenia uczestnictwo w Eucharystii bez jej przyjmowania. W prezentowanym kontekście wydaje się to zrozumiałe. Nic innego nie jest w stanie zapewnić trwałej jedności. Jeśli ktoś nie jest godny Ofiary i uczestnictwa w niej, nie jest również godny modlitwy, uważa Jan, a stojących przy stole Pańskim bez Komunii traktuje jak pokutników i przypomina, że w czasie liturgii zostali wezwani do opuszczenia zgromadzenia. A może możesz uczestniczyć, tylko ci na tym nie zależy? Może uważasz to za nic? Oto stół królewski przed tobą, posługują aniołowie, obecny jest sam Król, ty stoisz i ziewasz. Szaty twe brudne, a ty o nie nie dbasz. A może są czyste - więc zasiądź do stołu i stań się uczestnikiem. A jeśli nie masz szaty godowej, to dlaczegoś tu wszedł? Czas Ojców nie jest czasem "oglądania", jest czasem "uczestniczenia". 

Eucharystyczny kryzys
      
W V w. narasta poważny eucharystyczny kryzys. Stopniowo zanika katechumenat. Nierozwiązany pozostaje problem pokuty. Kościół misyjny obficie obmywa w wodach Chrztu rzesze, nie ma jednak dość siły, by jednoczyć ich przy Chrystusowym ołtarzu. Biskupi pozostają w odległych miastach. Rodzi się dopiero sieć parafialna. Czasy są niespokojne. Ideał wspólnoty zgromadzonej wokół własnego biskupa przy stole Bożego słowa i przy stole Eucharystii rozmywa się. Rozwija się eucharystyczna pobożność indywidualna, często zastrzeżona dla kapłanów i mnichów. Odrodzenie zaczyna się z propagowaną przez jezuitów Komunią pierwszopiątkową, a rozmachu nabiera wraz z rozwojem ruchu liturgicznego w XIX w. I trwa nadal…
 
Paweł Szpyrka SJ
Posłaniec Serca Jezusowego nr marzec 2005
 
fot. Kyle McKaskle Communion
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Fr. Justin
Dlaczego sakramenty przyjmuje się, poza wypadkami konieczności, w liturgicznym zgromadzeniu wiernych, w kościele?
 
Piotr Stefaniak
18 stycznia węgierscy katolicy liturgicznie świętować będą uroczystość jednej ze swych narodowych Patronek, świętej Małgorzaty Arpadówny, królewny i mniszki. Jej postać, tak droga dla naszych pobratymców, także dla nas pozostaje kimś bliskim. Z naszym bowiem narodem głęboko związały się trzy jej święte siostry, mianowicie bł. Konstancja, św. Kinga i bł. Jolanta...
 
Krzysztof Osuch SJ
Był niedawno taki czas, że uczniowie Jezusa drżeli ze strachu przed żydami, przed ich zwierzchnikami. Teraz, zdaje się mówić św. Piotr, wy powinniście zadrżeć w swoich sercach, uświadamiając sobie coście zrobili, lekceważąc Jezusa i skazując Go na śmierć. 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama