logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Iwona Żurek
Siedmiorakie dary
Idziemy
 


Cudowne uzdrowienia, śpiew w językach, dar prorokowania – czym są tajemnicze charyzmaty Ducha Świętego?
 
Pełny kościół, nastrojowa muzyka, blask świec. Tłum modli się w językach, tworząc dziwną, nieziemską harmonię. Jedni płaczą, inni się śmieją. Ktoś nagle upada pod wpływem modlitwy kapłana z nałożeniem rąk.
 
– Dom wariatów. Tak mniej więcej myślałem, kiedy po raz pierwszy znalazłem się na nabożeństwie z modlitwą o uzdrowienie – mówi Jacek Piotrowicz, animator charyzmatycznej wspólnoty Pójdź za Mną. – Myślałem, że członkowie Odnowy w Duchu Świętym, owszem, tworzą sobie fajną atmosferę przy śpiewie i dźwiękach gitary, ale tak naprawdę więcej jest w tym wszystkim emocjonalnego nakręcania się niż głębokiej wiary. Na modlitwie stałem jak słup soli, to było obok mnie.
 
Wszystko się zmieniło po wyjeździe na Kurs Filip, będący swego rodzaju „pierwszym stopniem wtajemniczenia” w Odnowie w Duchu Świętym.
 
– Podczas jednej z takich modlitw usłyszałem proroctwo wypowiedziane przez jednego z animatorów, dotyczące mojego życia – wspomina Jacek. – To było zupełnie niesamowite, ponieważ dotyczyło mojej najgłębszej tajemnicy, o której nigdy nikomu nie mówiłem. Te słowa dotknęły mnie bardzo głęboko i ostatecznie przekonały, że charyzmaty to coś bardzo realnego. Później przeżyłem modlitwę wstawienniczą, która była początkiem uzdrowienia moich najgłębszych zranień z przeszłości.
 
Znaki czasu
 
– Charyzmaty to nie jest nowe zjawisko religijne, wymysł dzisiejszych czasów – zaznacza ks. Dominik Chmielewski SDB, duszpasterz akademicki UKSW. – W Dziejach Apostolskich czytamy, że chrześcijanie w pierwszych wiekach w sposób bardzo naturalny posługiwali charyzmatycznie. Dar języków, proroctwa, uzdrowienia nie były czymś dla nich zaskakującym. Musimy dziś zadać sobie pytanie: dlaczego kiedy św. Piotr mówił jedno kazanie, nawracało się trzy tysiące ludzi, a my dziś mówimy trzy tysiące kazań i nawraca się jedna osoba? Myślę, że obserwowane od Soboru Watykańskiego II intensywne „pączkowanie” wspólnot charyzmatycznych to szczególny znak czasu, swoisty powrót do źródeł Kościoła.
 
W soborowej Konstytucji o Kościele Lumen gentium czytamy, że Duch Święty działa przez charyzmaty, które trzeba przyjmować „z dziękczynieniem i ku pociesze” (KK 12). Jak mówią ojcowie soborowi, dary te zostały nam dane jako narzędzia ewangelizacji po to, by z nową mocą budować Kościół.
 
– Dlaczego akurat teraz? Widocznie dziś takie działanie Ducha Świętego jest nam szczególnie potrzebne – zastanawia się ks. Roman Trzciński, duszpasterz warszawskiej wspólnoty Woda Życia. – Współcześnie, kiedy obserwujemy niespotykane dotąd szerzenie się ateizmu i konsumpcjonizmu, Duch Święty działa szczególnie silnie.
 
Charyzmatom, ze względu na ich niezwykłość, od zawsze towarzyszą nieufność i zdziwienie. A także wiele pytań. Bo skoro wszyscy otrzymaliśmy je na chrzcie i bierzmowaniu, to dlaczego jedni prorokują i modlą się w językach, a inni nie?
 
– Odpowiedź jest prosta: na działanie Ducha Świętego w naszym życiu trzeba wyrazić zgodę. Bo charyzmat to sposób, w jaki Duch Święty działa przeze mnie. Co zrobić, aby otrzymać charyzmat? Po prostu modlić się – mówi ks. Trzciński.
 
Odważni i rozważni
 
Okazuje się, że łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Przekonał się o tym Jacek Piotrowicz, który wprawdzie uwierzył w działanie charyzmatów, ale miał duże problemy, by sam się we wspólnocie na nie otworzyć.
 
– Ciągle mówiłem Bogu, że się otwieram, ale nic się nie działo. Nie wiedziałem, jak zacząć, jak się zachowywać, co mówić – wspomina. – Otwarcie się na charyzmat jest trochę jak skok w ciemność z ufnością, że Bóg mnie złapie. Wymaga przełamania naturalnego strachu przed tym, jak będę wyglądał, wypowiadając niezrozumiałe słowa, jak ocenią mnie inni, czy nie wezmą mnie za wariata, czy się nie ośmieszę. To jest świadoma decyzja, akt woli i rozumu.
 
– Posługiwanie charyzmatami wymaga odwagi i rozwagi – zaznacza ks. Chmielewski. – Odwagi, gdy trzeba podjąć ryzyko pomyłki i ośmieszenia. Człowiek modlący się językami naprawdę wygląda jak wariat. Rozwaga jest potrzebna, by odróżnić subtelne natchnienia Ducha Świętego od moich własnych wymysłów.
 
O tym, jak trudno wykonać taki skok, posługujący modlitwą wstawienniczą przekonują się na co dzień. Jacek Piotrowicz na długo zapamiętał sytuację, kiedy podczas modlitwy nad młodziutką studentką wciąż słyszał w sercu zdanie: „Bóg pociesza wdowy”.
 
– To było absurdalne. Ta dziewczyna nie miała nawet dwudziestu lat, więc jak mogła być wdową? Podjąłem jednak ryzyko i wypowiedziałem te słowa. Wtedy dziewczyna przyznała, że cierpi z powodu rozstania z chłopakiem. Ponieważ rozstanie doprowadziło ją do depresji, rozpoczęła terapię, podczas której psycholog doradził jej, by przeżywała żałobę tak, jak wdowa po śmierci męża. W tym kontekście słowa „Bóg pociesza wdowy” były dla niej potwierdzeniem Bożej miłości – wspomina Jacek.
 
– Wypowiedzenie słów, które rodzą się w sercu podczas modlitwy wstawienniczej, jest zawsze pewnym ryzykiem. Dlatego bezpieczniej jest nie wypowiadać ich jako prawdy objawionej, ale tak, by dać osobie, nad którą się modlimy, przestrzeń do ich weryfikacji – zaleca ks. Chmielewski. – Zamiast powiedzieć: „Bóg teraz mówi ci, że…”, wolę użyć słów: „Wydaje mi się, że…” czy „mam natchnienie…”. Oczywiście zdarzało się, że dana osoba powiedziała, że to, co mówię, do niej nie trafia. To też naturalne w procesie rozeznawania natchnień.

Jak dzieci
 
Do najbardziej rozpowszechnionych i jednocześnie spektakularnych charyzmatów należą dar języków (glosolalia) i ich tłumaczenia, dar proroctwa, dar uzdrawiania, czynienia cudów, poznania, rozeznawania duchów i mądrości słowa. Są to tzw. charyzmaty epifanijne, w odróżnieniu od zwyczajnych, czyli na przykład charyzmatu gorliwej służby czy bycia liderem. Najpowszechniejszym, obecnym w zasadzie we wszystkich wspólnotach Odnowy w Duchu Świętym, jest glosolalia.
 
– Nazywam to przekroczeniem bariery dźwięku – mówi ks. Trzciński. – Chodzi o to, że często kiedy przeżywamy zachwyt, kontemplując Boga, dochodzimy do momentu, kiedy nie jesteśmy w stanie wyrazić swoich uczuć słowami. Wtedy z pomocą przychodzi nam Duch Święty i poprzez tę modlitwę pozwala nam zjednoczyć się z Bogiem. Jest to coś na kształt niemowlęcego gaworzenia.
 
Co ciekawe, daru języków doświadczyć można nie tylko w czasie modlitwy wspólnotowej. Jak wspomina ks. Roman Trzciński, po raz pierwszy zaczął się w ten sposób modlić na zwykłym spacerze w lesie. Śpiewając jakąś pieśń, nagle zorientował się, że mówi w językach. Dar poznania również może zaistnieć w nietypowych sytuacjach. Kiedy Alicja Kostrzecka, studentka psychologii z Warszawy, przechodziła poważny kryzys wiary, na ulicy zaczepił ją młody chłopak, mówiąc, że kazał mu do niej podejść Duch Święty. – Byłam naprawdę w szoku, ponieważ pięć minut wcześniej byłam w kościele i modliłam się do Boga o jakikolwiek znak Jego obecności. To był punkt zwrotny w moim życiu, od wielu tygodni zmagałam się z wątpliwościami, czy Bóg naprawdę istnieje, i byłam naprawdę bliska podjęcia decyzji o odejściu z Kościoła.
 
Sceptyk pilnie potrzebny
 
Dlaczego mimo tak licznych dowodów Bożego działania wciąż pełno jest „odnowosceptyków”? O niebezpieczeństwach czyhających na każdego charyzmatyka chętnie mówią ci, którzy sami ich doświadczyli.
 
– Charyzmaty są niezwykle spektakularne, więc osoby posługujące nimi powinny pamiętać, że są w sposób szczególny narażone na grzech pychy – przestrzega ks. Chmielewski. – Warto pamiętać, że fakt otrzymania charyzmatu nie znaczy, że dana osoba wierzy głębiej od kogoś, kto praktykuje tradycyjnie. Niestety – bywa, że cudowność charyzmatu przesłania człowiekowi Boga. Przestrzegałbym więc przed wchodzeniem w modlitwę charyzmatyczną bez pogłębionej formacji i kierownictwa duchowego. Najważniejsze jest posłuszeństwo Kościołowi. To papierek lakmusowy, sprawdzający, czy dana osoba działa pod dyktando Ducha Świętego czy swojej własnej pychy i wymysłów.
 
Podobnego zdania jest Jacek Piotrowicz, który nieraz doświadczył na własnej skórze, jak szybko Bóg przychodzi z oczyszczeniem w momencie, gdy człowiek zaczyna zbytnio obrastać w piórka. – Ksiądz Tomas Halik powiedział kiedyś, że ateiści są bardzo potrzebni wierzącym, ponieważ obnażają nasze wady. Dlatego kiedy słyszę, że ktoś zarzuca odnowowcom pogoń za cudami, nie oburzam się, tylko zastanawiam, czy to nie dotyczy mnie i mojej wspólnoty. Byłem w Lublinie we wspólnocie, na której spotkania przychodziło kilkaset osób. Były charyzmaty proroctwa, wyrzucanie złych duchów, dar języków, były cudowne uzdrowienia. W czasie modlitw uwielbienia emocje były takie, że niemal lataliśmy pod sklepieniem kościoła. W pewnym momencie animatorzy pokłócili się o to, kto może być dopuszczony do grona „bardziej wtajemniczonych”. Doszło do podziałów w gronie wspólnoty, większość ludzi odeszła, a garstka, która została, ledwie mogła wypowiedzieć słowa uwielbienia.
 
– Wiem, że nie jestem właścicielem żadnego charyzmatu. On jest mi dany do wykonania konkretnej pracy i może zostać w każdej chwili odebrany – mówi ks. Chmielewski. – Takie podejście chroni przed pychą i wynoszeniem się nad innych. Wiem też, że kiedy poczuję się zbyt pewnie, Bóg szybko przypomni mi moją słabość, w ten czy inny sposób. Bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy grzesznymi charyzmatykami, którzy tylko uwierzyli, że Bóg chce posłużyć się nimi do budowania Kościoła i ogłaszania Królestwa Bożego na ziemi.

Iwona Żurek
Idziemy nr 21 (504), 24 maja 2015 r.

fot. Nathan Friedly, HS_Dove_Bible
Flickr (cc)
 
Zobacz także
Joanna Rachoń
Z wieloma ciężarami przychodzimy do Boga, który w odpowiedzi na to wszystko, co – jak uważamy – upokarza, odpowiada słowami: „moc w słabości się doskonali”. Jego moc dla naszej słabości, bo ten wymagający Bóg jest jednocześnie Bogiem miłosiernym. To znaczy z miłości szalonym. Im jesteś słabszy, tym On jest hojniejszy...
 
o. Daniel Ange
Stań się prawdziwie wolnym! Uwolnij królewską wolność dzieci Bożych. Stań się wolnym od spojrzenia i opinii innych, od tego, co mogą myśleć i mówić o Tobie. Wolny od tyranii mód, rzeczy markowych (ubrań, butów, samochodów), od wszystkich tyranii, gdzie czujesz się zmuszony, by myśleć i robić jak wszyscy.
 
O. Waldemar Korba OFMCap
Medytować to ćwiczyć umysł w poważnej refleksji. Jest to możliwie najszersze znaczenie słowa medytacja. Tomasz Merton - zakonnik trapista, nie tylko teoretyk, ale wielki praktyk medytacji - twierdzi, że już na samym początku trzeba wyjaśnić, iż ta refleksja nie odwołuje się do czysto intelektualnej aktywności, tym bardziej do samego rozumowania...
 
 
___________________
 
 reklama