logo
Wtorek, 22 stycznia 2019 r.
imieniny:
Dominiki, Mateusza, Wincentego, Anastazego  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tadeusz Basiura
Spór o naukę religii w szkołach
materiał własny
 


W chwili, gdy tylko 1 września szkolne korytarze wypełni metaliczny dźwięk dzwonka i gwar „rozregulowanej” wakacyjnymi przeżyciami dzieci i młodzieży, rozlega się jeszcze jeden dźwięk. Zupełnie nie pasuje on do wcześniejszych głosów, gdyż brzmi jakoś tak nieprawdziwie, zgoła wręcz fałszywie. Jest to głos nielicznej, aczkolwiek niezwykle hałaśliwej grupy przeciwników nauki religii w szkołach. Ich głos, chociaż nieliczny, skutecznie nagłaśniają niektóre, nawet ogólnopolskie media, chcąc stworzyć wrażenie ogólnospołecznej akceptacji dla tego pomysłu. Odnosi się wrażenie, że jest to jedyna ich propozycja, jaką mają do zaoferowania społeczeństwu. Czyniąc zamieszanie, wykorzystując nie do końca ukształtowane młode charaktery, chcą zaistnieć na ogólnopolskiej scenie, chcą nawet odnieść sukces. A jak się to ma do zasad demokracji, w której wszelkie działania władzy legitymizowane są wolą większości?

Głos przeciwników nauki religii w szkołach nasilił się i stał się donośniejszy szczególnie po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II. Z chwilą Jego odejścia do domu Ojca, dla niektórych środowisk nastał czas niczym nie skrępowanej walki z Kościołem na wielu jego płaszczyznach, wśród których jest i nauka religii w szkołach. Posługują się przy tym pozbawionymi racji i logiki argumentami, przeinaczonymi faktami, często demonizując wiele aspektów obecnego stanu. Nauka religii w szkołach to dla nich nic innego, jak tylko religijna indoktrynacja i łamanie praw ucznia (sic!).

W tym roku starano się nagłośnić akcję lewicowego stowarzyszenia Młodzi Socjaliści, które do walki z religią w szkołach przystąpiło po rymowanym hasłem „Wolna szkoła, religia do kościoła”. Polega ona na rozdawania wśród uczącej się młodzieży ulotki w formie zakładki do książki, na której umieszczono, oprócz sloganowej treści, zdjęcie Ojca Tadeusza Rydzyka, jako symbolu indoktrynacji katolickiej. Rozdanie tych niczego nie wnoszących ulotek odtrąbiono jako wielki sukces, które spotkały się z szerokim zainteresowaniem młodzieży i nauczycieli. Bezwiedne przyjmowanie ulotek przez młodzież (tak samo, gdy na ulicy ktoś wręcza nam jakąś ulotkę, której treści nie znamy), zostało entuzjastycznie zinterpretowane, jako dowód na „młodzieńczą niechęć do lekcji religii.” „Sukces” akcji poparty został fikcyjnymi opisami gremialnego poparcia młodzieży uczącej się dla propozycji szkoły bez nauki religii. Jednocześnie starają się wmówić, że dzięki ich akcji młodzież po raz pierwszy dowiaduje się o takiej możliwości, bo dotychczas nie miała o niej pojęcia (sic!).

Nauka religii w szkołach wprowadzona została z dniem 1 września 1990 r. Dwukrotnie ówcześni Rzecznicy Praw Obywatelskich nieskutecznie zaskarżali, najpierw rządową instrukcję, a później Rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego, doszukując się w nich zamachu na świeckość szkół i prawa uczniów. Mocne usytuowanie nauka religii w szkołach zyskała poprzez zapis w Konkordacie pomiędzy Rzeczpospolitą Polską Stolicą a Apostolską podpisanym 28 lipca 1993 r. a po jego ratyfikacji 8 stycznia 1998 r., czyli 5 lat później, przez Sejm i podpisanym 23 lutego 1998 r. przez ówczesnego Prezydenta A. Kwaśniewskiego. Ostateczne usankcjonowanie nauki religii w szkole gwarantuje art. 53 § 4 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej: „Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.”

Przepisy prawa jednoznacznie określają dobrowolność nauki religii w szkołach. Więcej, raz podjętą decyzję można zmienić! Decyduje o tym własny, świadomy wybór! Oznacza to, że nie ma ustawowego przymusu uczestniczenia w tych zajęciach. Prawo jedynie usankcjonowało wolę rodziców, którzy w zdecydowanej większości opowiedzieli się wtedy za nauką religii w szkole. Dzisiaj, po osiemnastu latach nic się w zasadzie nie zmieniło – wolą rodziców jest, aby ich dzieci uczęszczały na lekcje religii. To rodzice – przecież to ich niezbywalne prawo -, a nie Państwo i Kościół narzucają im przymus chodzenia na lekcje religii w szkole. Przeciwnicy zdają się tego nie dostrzegać i głośno krzyczą o rzekomej indoktrynacji Kościoła Katolickiego. O tym, czy dziecko uczęszcza na lekcje religii do osiemnastego roku życia decydują rodzice, bo tylko oni odpowiadają za wychowanie swoich dzieci i nie można niczym tego prawa ograniczać. Po dojściu do pełnoletności uczeń sam określa się w stosunku do tego przedmiotu. Sytuacja jest tak przejrzysta i klarowna, że wszelkie próby jej podważenia noszą wszelkie znamiona ograniczenia prawa do decydowania o własnym losie drugiej osoby, wbrew jej woli. Tym samym próbuje się określać ramy funkcjonowania jednostki, które nie mają nic wspólnego z wolnością człowieka i zasadami demokracji. Już to przerabialiśmy!

Przeciwnicy nauki religii w szkołach z uporem wskazują na alternatywne miejsce nauki – salki katechetyczne. Uważają, że jest to miejsce najbardziej wskazane, bo nadające tej nauce wyższy prestiż i poziom. Jest to raczej niemożliwe do realizacji z kilku względów. Koncentracja nauczania na drodze kolejnych reform oświaty sprawiła, że szkoły skupiają naprawdę wielu uczniów, dla których niemożliwą byłaby organizacja nauki religii w jednej czy dwóch salkach katechetycznych. Postulat, aby naukę religii prowadzono dla uczniów danej parafii też trudno uznać za dobry, gdyż przesunęłoby to jej naukę na późne godziny popołudniowe, a zimą zdecydowanie wieczorne – czas dotarcia do domu dla części uczniów jest dość długi (szkoły gminne). Gdzie, więc znaleźć czas na odpoczynek, odrobienie lekcji? A jak rozwiązać sytuację bardzo wielu parafii w naszym kraju stosunkowo rozległych, gdzie uczniowie musieliby pokonywać zbliżoną do szkolnej odległość? (Siedziba parafii, często nie jest zgodna z siedzibą szkoły). Może lekcje religii prowadzić kątem w ciasnych, niedostosowanych funkcjonalnie pomieszczeniach gdzie popadnie? To też przerabialiśmy!
 

 
1 2 3  następna
Zobacz także
Agata Pawłowska
Ściśnięta w gęstej ciżbie, popychana tu i ówdzie, stała nieruchomo, wpatrując się z napięciem w pięknego, młodego mężczyznę. Zdjął on swe odzienie i rzucił ojcu pod nogi, pozostając w samej włosienicy. Gawiedź pukała się w czoło, mrucząc: „Szaleniec!” lub śmiała się, pokazując go sobie palcami. Poruszona, wstrząśnięta do głębi duszy, patrząc na Franciszka wiedziała, co ma robić. Pan ją wzywał!
 
Agata Pawłowska
Pojawia się miłość, która zagarnia uczucia i myśli. Wobec jej ognia przygasają dotychczasowe relacje. Wszystko zaczyna krążyć wokół niej. Co robić z tą miłością? Iść za nią? Zniszczyć dotychczasowy związek, rozbić małżeństwo, złamać śluby? Czyż miłość nie jest najważniejsza?  
 
Jacek Jureczko
Czwartkowe przedpołudnie, 14 lipca 2005 roku. Dzwoni telefon. Na wyświetlaczu widzę, że to Tomek z diakonii ewangelizacji wspólnoty Hallelu Jah. Już wiem, że coś ważnego, ale pierwsze pytanie „czy mógłbyś jechać z nami do Bułgarii i grać na basie z 'Czterdziestoma'?” totalnie mnie zaskakuje. Tego się nie spodziewałem. Wyjazd planowany był na wieczór 22 lipca...
 
 
___________________
 
 reklama