Katolik.pl - Spustoszenia w ludzkich sercach
logo
Poniedziałek, 19 października 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Piotra, Jana, Pawła, Izaaka – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Franciszek Gałdyś SChr
Spustoszenia w ludzkich sercach
Profile
 


Spustoszenia w ludzkich sercach
 
Alicja Karlic rozmawia z Ks. Franciszkiem Gałdysiem SChr, polskim kapłanem pracującym na Białorusi.
 
 
Alicja Karlic: Swoją misję duszpasterską realizuje Ksiądz przez posługę wiernym w parafii pod wezwaniem św. Władysława w Subotnikach na Białorusi. Jak liczna jest ta parafia, jaki jest jej zasięg terytorialny, czy wierni są głównie pochodzenia polskiego?
 
Ks. Franciszek Gałdyś: Parafia Subotniki znajduje się w północno – zachodniej części Białorusi. Należy do diecezji Grodno i jest częścią województwa grodniejskiego. Parafia liczy około 2600 mieszkańców, którzy mieszkają dokładnie w 40 wioskach. Teren do obsługi jest więc duży. Jest to typowo wiejskie środowisko, ludzie pracują głównie w dwóch kołchozach. Zakładów przemysłowych nie ma prawie żadnych. Na terenie parafii znajdują się dwie szkoły 12. klasowe i jedna 9. klasowa. Uczy się w nich około 350 dzieci. W mojej parafii jest jeden kościól św. Władysława, a drugi – cudem wybudowany, bo bez pozwolenia władz lokalnych – jest kościołem filialnym. Msze św. niedzielne i w święta, odprawiam także w dwóch klubach.
 
A.K: Czy wcześniej pracował Ksiądz w środowiskach polonijnych? 
 
F.G: W 1969 roku ukończyłem Seminarium Duchowne Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu. Po święceniach, pracowałem przez cztery lata jako wikary w Pyrzycach, w diecezji szczecińskiej. Następnie przez dziesięć lat byłem ojcem duchowym kleryków w Seminarium w Poznaniu. Potem zostałem proboszczem w Stargardzie Szczecińskim, i po czterech latach, ponownie wróciłem do Pyrzyc. Od ośmiu lat pracuję na Białorusi.
Będąc studentem w Seminarium zawsze myślałem o pracy wśród Polaków za garnicą. Zresztą taki jest cel naszego Zgromadzenia zakonnego. Często myślałem o Brazylii, bo wiele razy i przy różnych okazjach opowiadał o niej nasz współzałożyciel, ks. Ignacy Posadzy. Stało się inaczej, przełożeni zdecydowali, że przez 27 lat pracowałem w kraju. Po rozpadzie Związku Radzieckiego zaistniała możliwość pracy na Wschodzie. Myślałem o Ukrainie, wiedziałem, że tam są wielkie potrzeby, że księżą są potrzebni. Przełożeni wyrazili zgodę na mój wyjazd. Gdy już załatwiłem wszelkie formalności w Kamieńcu Podlaskim, a nawet część bagaży znajdowała się juz na Ukrainie, zdecydowano, że mam wyjechać na Białoruś. W Subotnikach pilnie potrzebowano księdza , takim to sposobem znalazłem się w środowisku zupełnie dla mnie nowym.
 
A.K: Życie religijne katolików nie było tam chyba łatwe, a zwłaszcza przed rozpadem Związku Radzieckiego...
 
F.G: Do 1962 roku, w parafii był ksiądz. Od czasu śmierci ostatniego proboszcza, ks. Pawła Bagińskiego, od 1962 roku przez kolejne 24 lata, księdza nie było. Księży brakowało; musimy pamiętać, że wielu wymordowali Niemcy w czasie wojny, a po wojnie komuniści. Pod nieobecność księdza, życiem religijnym zajmował się organista, Jan Nowicki. Obawiał się, że władze komunistyczne mogą zamknąć kościół. To on, zachęcał ludzi by w niedziele i święta przychodzili do kościoła. Na ołtarz kładli ornat i wszystko, co jest potrzebne do sprawowania Mszy św.. Czytali Pismo św., śpiewali, modlili się, płakali i w taki to sposób przeżywali swoją wiarę. Z oddalonej ponad 50 km parafii Konwaliszki, raz w miesiącu przyjeżdżał ksiądz. Wtedy to, miejscowi nauczyciele stawali przy bramie kościoła i nie pozwalali uczniom wejść do świątyni. Udział w nabożeństwie mogli brać tylko starsi. Katolicy nie pozostawali bierni, wyszukiwali nazwiska kolejnych księży i pisali do Moskwy, Grodna i Mińska o pozwolenie na pracę dla nich. Zawsze odpowiedź była taka sama – „nie”! Dopiero od 1986 roku władze wyraziły zgodę na pracę księdza Wincentego Lisowskiego. Studia teologiczne skończył on w ukryciu, w tajnym seminarium w Niedźwiedzicy w diecezji pińskiej. Po wspomnianej wyżej przerwie, ja jestem trzecim proboszczem.
A.K: Jak kształtują się proporcje pomiędzy katolikami i prawosławnymi?
 
F.G: Stosunek ilościowy katolików i prawosławnych jest zróżnicowany w poszczególnych częściach Białorusi. W diecezji grodzieńskiej przeważają, i to bardzo znacznie, katolicy.  W dużej mierze jest to kulturalne, religijne i narodowe oddziaływanie Wilna. Na Grodzieńszczyźnie widać na każdym kroku przeszłość polską - mam na myśli kulturę, tradycje i religię. Stąd prawosławnych jest tutaj niewielki procent. Posuwając się na wschód, proporcje zmieniają się na korzyść prawosławia. W diecezji pinskiej, mińsko – mohylewskiej czy Witebskiem prawosławni są w absolutnej większości.
 
 
A.K: W takiej sytuacji ogromnie ważną sprawą jest wzajemne porozumienie; czy udaje się uniknąć konfliktów na płaszczyźnie religijnej?
 
F.G: W codziennym życiu nie ma konfliktów między katolikami i prawosławnymi. Ludzie żyją w zgodzie. Wyznanie nie jest przyczyną konfliktów czy zatargów. Problem zaczyna się na poziomie duchownych. Nie odczuwa się nienawiści, ale nie ma też żadnej współpracy między nami a prawosławnymi duchownymi. My, księża katoliccy, szukamy tej współpracy; zapraszamy księży prawosławnych do udziału w różnych uroczystościach katolickich. Zapraszamy na różne spotkania. Najczęściej odpowiedź jest negatywna. Nie mamy na to jasnych dowodów, ale panuje powszechne przekonanie, że duchowni prawosławni mają pewne dyrektywy od swoich przełożonych, by nie nawiązywali kontaktów z księżmi katolickimi.
A.K: Czy Ksiądz spotkał się kiedyś z zarzutem nawracania ludzi ochrzczonych w wierze prawosławnej na katolicyzm?
 
F.G: W normalnej pracy kościoła katolickiego nie ma absolutnie takiej tendencji, ale nie wykluczam przypadków. Może się zdarzyć, że super gorliwy ksiądz będzie nakłaniał prawosławnych do przejścia na katolicyzm. Mogło się to zdarzyć. W pracy duszpasterskiej spotykamy się z prawosławnymi; zawierane są małżeństwa mieszane, a później chrzcimy dzieci z takich małżeństw. Wówczas zwracamy uwagę na trudności w wychowaniu religijnym dzieci. W duchu którego z Kościołów ma być wychowane dziecko? Kiedy strony decydują się pozostać przy swoim wyznaniu, wówczas szanujemy ich decyzje. Zdarza się, że prawosławni sami przychodzą do kościoła katolickiego widząc w nim większe wartości. Przychodzą do naszego kościoła, korzystają z Sakramentów św., posyłają dzieci na religię. To jest jednak ich wybór.
A.K: Jaki jest stosunek władz państwowych do Kościoła katolickiego?
 
F.G:   Najwyższe władze państwowe oficjalnie popierają i nawet faworyzują Kościół prawosławny. Jawnych, czy brutalnych prześladowań wymierzonych w Kościół katolicki, nie ma. W oficjalnych deklaracjach okazywany jest nawet szacunek. Niestety, w praktyce spotykamy jednak wiele ograniczeń w pracy duszpasterskiej. Dotyczy to szczególnie nas, księży z Polski, jest nam trudniej wykonywać naszą pracę w porównaniu z księżmi miejscowymi. Wszystko zależy od stosunku władz terenowych do Kościoła katolickiego. Jeśli spotykamy większą życzliwość, to możemy pracować spokojniej. Gdy zabraknie tej życzliwości, to wystarczą dwa lub trzy „wykroczenia” i grozi wówczas deportacja do Polski.
A.K: Wiadomo, że komunizm dokonał wiele szkód i spustoszenia w ludzkich sumieniach, z tymi problemami spotyka się ksiądz zapewne w swojej pracy...
 
F.G:  Komunizm pozostawił po sobie duże szkody, i to w różnych dziedzinach. W dziedzinie ekonomicznej – dużo biedy, widać to głównie w środowiskach wiejskich. Ludzie dalej pracują w kołchozach, cała uprawna ziemia jest własnoscią kołchozów. Człowiek jest całkowicie uzależniony od kołchozu. Większość ludzi żyje bardzo biednie, lepiej żyją ci, którzy sprawują władzę. Ogromne szkody widać w dziedzinie kultury. Brak troski o dziedzictwo kulturowe, nikt nie dba o zabytki, wszystko niszczeje..., aż serce boli. Zafałszowana historia – kiedy to wyprostują?
Najwięcej jednak szkód wyrządził ten system w dziedzinie duchowej. Przede wszystkim oderwał ludzi od Boga i od wartości religijnych. Na to miejsce wprowadził kilka bożków:
- pierwszy, to alkohol. Nawet ludzie bardzo młodzi piją. Jest to tragedia tego narodu i największy problem społeczny i duszpasterski. Władze państwowe praktycznie nic nie robią, by temu przeciwdziałać. Wysiłki czynione są jedynie ze strony Kościoła katolickiego. Przy parafiach powstają grupy AA, w nich jest jakaś nadzieja na poprawę, chociażby najmniejszą, w tej dziedzinie;
- drugi, to praca (głównie) w kołchozach. Od wiosny aż do późnej jesieni pracownicy kołchozów praktycznie nie wiedzą, co to znaczy niedziela czy święta. Każdego dnia, tylko praca i praca. Wielu z nich nie ma wolnego dnia przez wiele miesięcy w roku. Kimże więc stał się człowiek? Czy rodzina ma wartość podstawową?
- trzeci bożek, to niemoralność. Dotyka ona rodziny, wkracza coraz głębiej w osobiste życie młodych ludzi... .Jaką wartość przedstawiają rodziny, w których króluje niemoralność? Po pierwsze cechuje je nietrwałość. Ostatnio podano, że około 70 % zawieranych małżeństw rozchodzi się. Najbardziej na tym cierpią oczywiście dzieci, które pozbawia się normalnego domu, zdrowej rodziny. Na czoło wysuwa się problem poszanowania życia. W opinii ludzi, aborcję uważa się za coś normalnego, coś co nie jest grzechem. Wskutek aborcji liczba ludności gwałtownie maleje. Jeszcze 8 lat temu, gdy rozpocząłem pracę na Białorusi, liczba ludności wynosiła około 12 milionów. Dzisiaj podaje się, że jest już niespełna 10 milionów. Jaka jest przyszłość narodu, w którym pozycja rodziny została zachwiana? Wydaje mi się, ze są to najważniejsze spustoszenia, jakie pozostały po Związku Radzieckim. To tylko garstka informacji o ludziach na Białorusi. Proszę o modlitwę w intencji Kościoła na Białorusi, by umacniał się duchowo, dając wszystkim swiadectwo coraz dojrzalszej wiary. Szczęść Boże.
AK: Serdecznie dziękuję za rozmowę i życze, by pasterzowanie Księdza doprowadziło wielu do zbawienia.
 

rozmawiała Alicja Karlic
 
Zobacz także
s. Eligia Opiłowska

Od pierwszych chwil trzeba było zmierzyć się z inną rzeczywistością, jakby z innej planety… Bieda i prostota życia ludzi uderzająca, której nie oddadzą żadne zdjęcia ani filmy… Pierwsi misjonarze dotarli do wybrzeży tego kraju pod koniec XIX stulecia. Na tereny pokryte dziewiczym lasem tropikalnym pół wieku później.

 
Andrzej Solak
Kiedyś, na francuskiej Riwierze, policja prowadziła obławę na handlarzy narkotyków. Było gorąco – jakiś "diler" zaczął strzelać, policjanci odpowiedzieli ogniem. Z "dilera" zostały tylko strzępy. Nieboszczyk okazał się być arabskim imigrantem... W następnych dniach arabska dzielnica miasta stała w ogniu. Na ulice wyległy tłumy śniadolicych wyrostków, aby – jak to określiły "postępowe" media – "zaprotestować przeciw brutalności policji"...
 
Elżbieta Gołąb
Pan Bóg nie jest matematykiem, ani też drobiazgowym i pełnym skrupułów moralistą. Jeżeli spowiadamy się szczerze i nie mamy zamiaru niczego ukrywać, to możemy sobie powiedzieć: z pewnością nie powiedziałem wszystkiego. Dlaczego? Wyznając grzechy, dotykamy jedynie czubka góry lodowej... 

Z o. Józefem Augustynem SJ rozmawia Elżbieta Gołąb
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー