logo
Poniedziałek, 25 marca 2019 r.
imieniny:
Bolka, Cezaryny, Marioli, Wieńczysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Dziedzina
Święto bez zegarków
Gość Niedzielny
 


O trzech dniach, które wstrząsnęły światem, z ks. Emanuelem Pietrygą rozmawia Jacek Dziedzina.


Triduum Paschalne jest szczytem całego roku liturgicznego, a Wigilia Paschalna szczytem Triduum. Mówią, że Ksiądz czeka na Triduum Paschalne przez cały rok.


Skoro Triduum jest szczytem całego roku liturgicznego, źródłem, z którego w Kościele wypływa wszystko – to jak nie czekać, jak nie tęsknić. Ostatnio pomagają mi w tym rekolekcje, które prowadzę. Kiedy mówię ludziom o Triduum, sam się nakręcam i cieszę na myśl o przeżyciu tych dni.

W polskiej tradycji ciągle jednak bardziej czeka się na Boże Narodzenie niż na Triduum Paschalne. Sama nazwa też nie bardzo swojska.

Może dlatego „nie bardzo swojska”, że ciągle jesteśmy na drodze do chrześcijaństwa? Być może, jak mówił śp. ks. Józef Tischner, chrześcijaństwo jest ciągle przed nami? Zatem przed nami jest też przeżycie w pełni Triduum, czyli – dosłownie – trzech dni.

Niby trzy dni, a jakby cztery – sporo zamieszania wywołuje tu sposób liczenia: czy od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty, czy do Niedzieli Wielkanocnej? 

Chodzi o żydowski sposób liczenia dnia. Żydzi byli bardziej naturalni i zgodni z cyklem natury niż my. Bo nowy dzień rozpoczynał się dla nich wtedy, gdy słońce zachodziło, a nie o północy. Właściwie co się o północy zmienia? Jest tak samo ciemno jak o 23. Jeśli coś się zmienia w przyrodzie, to właśnie po zachodzie słońca. Stąd też Triduum zaczyna się dopiero po zachodzie słońca w Wielki Czwartek i trwa dokładnie trzy dni do nieszporów uroczystości Zmartwychwstania w Niedzielę Wielkanocną, a jego szczytem jest wcześniej Wigilia Paschalna. A zatem pierwszy dzień liczymy od Mszy Wieczerzy Pańskiej do liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek włącznie, potem drugi dzień – Wielka Sobota – kiedy nic się nie dzieje, jest tylko liturgia godzin i błogosławienie pokarmów. A po zachodzie słońca, nie wcześniej niż po 20, Wigilią Paschalną rozpoczynamy Niedzielę Wielkanocną i to jest ten trzeci dzień. Wprawdzie godzinowo zaczyna się w sobotę wieczorem, ale to już nie jest Wielka Sobota. Nie ma żadnych „uroczystości wielkosobotnich”!

Mszał rzymski na pierwszym miejscu wśród świąt nie stawia nawet samej Niedzieli Wielkanocnej, tylko właśnie Triduum Paschalne jako jedno wielkie święto.

Tak, widać to także po tym, że po żadnej z tych liturgii – czy to Wieczerzy Pańskiej, czy Męki Pańskiej – nie ma rozesłania „Idźcie w pokoju Chrystusa”. To pokazuje, że przez trzy dni trwa jedna akcja liturgiczna. Ksiądz Franciszek Blachnicki mówił, że Triduum to najważniejsze rekolekcje Kościoła. Stąd nieporozumieniem jest organizowanie jakichkolwiek rekolekcji parafialnych w Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środę. Przecież trzeba ludzi przygotować na to, żeby uczestniczyli w Triduum, a nie dodatkowo obciążać ich naukami rekolekcyjnymi w pierwsze trzy dni Wielkiego Tygodnia.

Ksiądz Blachnicki mówił też, że nie ma prawdziwej odnowy Kościoła bez odnowy przeżywania Triduum.

A ja bym to jeszcze odwrócił: takie jest przeżywanie Triduum i takie podejście kapłanów i świeckich do tych trzech dni, jaka jest liturgia w ciągu całego roku. Liturgia Triduum jest pewnego rodzaju wypadkową.

Na początku Triduum mówi Ksiądz często do ludzi: nie będziemy się spieszyć. I mimo długich celebracji, dostawiane co roku krzesełka są zawsze zajęte. Nikt nie patrzy nerwowo na zegarek?

Kiedy pojawiłem się w parafii św. Jadwigi w Chorzowie, właśnie zbliżała się Wielkanoc. Przyszli do mnie ministranci i spytali, czy po kazaniu będzie tak, jak za moich poprzedników. Pytam: a jak było? A oni: że najpierw zbieramy kolektę, wszyscy siedzą, a potem dopiero zaczyna się następna akcja liturgiczna. Bez pośpiechu, bez nachodzenia na siebie kilku akcji naraz. I tak powinno być.

Liturgia Triduum pełna jest symboli, które mogą umknąć przy niedbałej i pospiesznej celebracji.

Nie umiem sobie wyobrazić na przykład, żeby Wieczerza Pańska odbyła się bez gestu obmycia nóg. Trzeba pokazać Ewangelię! Lepiej skrócić nawet kazanie. Bo mocniej przemawia obraz. Kiedyś mój wikary poszedł do innej parafii, a tamtejszy proboszcz nie był skłonny, by umyć nogi dwunastu mężczyznom. No więc wikary wziął po kazaniu miskę i podszedł do pierwszego człowieka z brzegu. I to był taki szok, jak wtedy w Wieczerniku. Ten człowiek z wrażenia chciał nawet z butem włożyć nogę do tej miski…

W Wielki Czwartek tabernakulum jest puste. Co przez ten znak mówi nam Kościół?

To znak tego, że wraz z Mszą Wieczerzy Pańskiej zacznie się coś nowego, że skoro Jezus usiadł z Apostołami, wziął chleb, kielich z winem i dokonał przeistoczenia, zawarł swoją śmierć i zmartwychwstanie właśnie w tych znakach liturgicznych, to podkreślamy przez to, że na Mszy Wieczerzy Pańskiej powinniśmy przyjmować Komunię św. z darów konsekrowanych właśnie na tej Mszy. Rano biskup w katedrze święci nowe oleje krzyżma, wszystkie stare zostają usunięte, czyści się naczynia liturgiczne. U nas w parafii dodatkowo chętni rodzice posyłają swoje dzieci do Pierwszej Komunii św. właśnie podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej.

Wszystkie sakramenty też niejako zaczynają się od początku, więc czy tego dnia powinno się jeszcze spowiadać? Może konfesjonał również powinien być pusty jako znak?

Tradycja Kościoła pierwotnego była taka, że w Wielki Czwartek rano biskup dokonywał obrzędu pojednania dla publicznych grzeszników, pokutujących czasem przez wiele lat, by mogli w czasie Wieczerzy Pańskiej przyjąć Ciało Chrystusa. A więc zachęcam, aby do Wielkiego Czwartku być już pojednanym z Bogiem i Kościołem.

W praktyce kolejki do konfesjonałów ciągną się jeszcze przez Wielki Piątek i Wielką Sobotę.

Ja od kilkunastu lat zachęcam, żeby przyjść wcześniej. W pierwszej prefacji na Wielki Post czytamy wezwanie, „abyśmy co roku z oczyszczoną duszą radośnie oczekiwali świąt wielkanocnych”. Oczekiwali z już oczyszczoną duszą. Trudno mówić o pokucie wielkopostnej, o nawróceniu, jeżeli ktoś żyje w grzechu ciężkim. To na cóż te wszystkie uczynki pokutne, postanowienia?

Wielki Piątek to w wielu krajach protestanckich dzień wolny od pracy. Dlaczego u nas wolny jest Poniedziałek Wielkanocny, liturgicznie nieróżniący się niczym od Wtorku?

Protestanci w Wielki Piątek mają największe święto. Ale my też! Tyle że to jeden z trzech dni Triduum, jednego wielkiego i największego święta. I byłbym za tym, żeby i u nas wprowadzić tego dnia wolne. Przecież gdy umiera nam ktoś bliski w rodzinie, to kodeks pracy przewiduje dwa dni urlopu okolicznościowego. A tu umiera Chrystus, nasz Zbawiciel, najważniejsze wydarzenie w historii ludzkości! On oddaje życie za nas, a my odwiedzamy supermarkety, sprzątamy, pieczemy ciasto. Zachęcam swoich wiernych, żeby wzięli urlopy w tym czasie. Już wolałbym, żeby faktycznie Poniedziałek Wielkanocny zlikwidować jako dzień wolny.

Wielki Piątek to również dzień, w którym nie sprawuje się Eucharystii. Podobnie w Wielką Sobotę.

A jednocześnie jest to święto Eucharystii. Tak to ujmował ks. Wojciech Danielski, następca ks. Blachnickiego. Święto Eucharystii – bo jest święto aktu pokutnego, uniżenie się przed ołtarzem. Wchodzimy w ciszy. Najważniejszym elementem tej liturgii powinna być cisza. Potem następuje święto liturgii słowa, święto modlitwy wiernych, w której też najważniejsza jest cisza. I zamiast modlitwy eucharystycznej jest święto krzyża. Adoracja. To pozwala uświadomić sobie, że każda Eucharystia w ciągu roku ma swoje źródło w tym historycznym fakcie oddania życia przez Chrystusa na Golgocie.

W Chorzowie do krzyża podchodzą wszyscy w czasie liturgii, a nie – jak w wielu parafiach – najpierw księża i służba liturgiczna, a reszta wiernych po zakończeniu.

Bo to jest najważniejsza część liturgii Męki Pańskiej. Nie można patrzeć na zegarek. Wierni od razu razem z kapłanami podchodzą od przodu, od tyłu, z boku, bo Chrystus ukrzyżowany obejmuje wszystkich, łączy niebo z ziemią i ludzi między sobą. Nawet podświetlamy w czasie tej liturgii krzyż i ludzie wychodzą do niego z ciemności. Przy ok. 1300 osobach uczestniczących w liturgii sama adoracja trwa pół godziny. To nie jest długo.

Najtrudniejsza jest chyba Wielka Sobota, jakby najmniej uchwytna i zrozumiała. „Wielka cisza spowiła całą ziemię”, ale tego dnia wiele się dzieje: schola ćwiczy pieśni na Wigilię Paschalną, ministranci ćwiczą akcję liturgiczną, a w kościele tłumy ludzi z pokarmami w koszyczkach. Nie ma szans na ciszę.

Byłem kiedyś świadkiem rozmowy dwóch proboszczów. I jeden mówi: robię błogosławieństwo pokarmów na zewnątrz kościoła, żeby nie naruszać ciszy. A ten drugi: niech ksiądz tego nie robi, niech wpuści ich do środka i ewangelizuje, niektórzy przychodzą tylko raz w roku, jest okazja, można zrobić z nimi wspólny rachunek sumienia, zachęcić do spowiedzi, do ucałowania krzyża, do przyjścia na Paschę… Wielka Sobota to czas oczekiwania. W tradycji prawosławnej akcentuje się zstąpienie do Otchłani, zresztą u nas w brewiarzowej godzinie czytań też jest starożytne kazanie o Jezusie, który przychodzi do Adama i wyprowadza go z czeluści.

Wigilia Paschalna rozpoczyna trzeci dzień Triduum. To już jest Rezurekcja, a zdarza się, że dopiero w niedzielę rano ruszają procesje.

Tak, a przecież jest wskazane, żeby procesja rezurekcyjna odbywała się tuż po Wigilii Paschalnej. Przecież śpiewamy już „Alleluja”, „Gloria”, pieśni o Zmartwychwstaniu, więc po co czekać z procesją do wschodu słońca. Wigilia Paschalna jest Rezurekcją. Pierwszym znakiem Wigilii jest ciemność, w którą wchodzi światło paschału. Gasną wszystkie światła. Pewien proboszcz jednej z wiejskich parafii dogadał się nawet z elektrownią, żeby wyłączyła prąd na parę minut… My tylko wyłączamy na początku liturgii iluminację Kościoła, bo przez nasze witraże światło mocno się przebija. To ważny znak, bo ciemność to symbol naszego grzechu, zagubienia, chaosu. I kiedy wchodzi ten paschał, to naprawdę rozprasza ciemności nocy.

Dodajmy, że prawdziwy paschał, z wosku, „owocu pracy pszczelego roju”, jak słyszymy w śpiewie „Exultet”, a nie popularne w kościołach, bo tańsze, „diesle” z wkładami na olej…

Tak, prawdziwość znaku jest ważna, paschał musi być prawdziwy, ulany z wosku, odpowiednio duży. Ja zamawiam taki paschał, który pali się przez 50 dni i nocy okresu wielkanocnego bez przerwy. W czasie nocy paschalnej chrzcimy też dzieci – przez pełne zanurzenie. Ktoś nazwał tę chrzcielnicę z podgrzewaną wodą „trumienką”. I to określenie jest trafne, bo to jest zanurzenie w śmierci Chrystusa i nasze obumarcie dla grzechu.

Trudno „sprzedać” Zmartwychwstanie i całe Triduum ludziom żyjącym w kulturze, która może rozumie jeszcze sianko, zajączki i pisanki, ale już nie gwoździe, krzyż… pusty grób.

Zmartwychwstanie trzeba obwieszczać. A to jest związane z całoroczną działalnością duszpasterską Kościoła. Może tego brakuje w naszym duszpasterstwie: przepowiadania, że dzięki Jezusowi nie umrę, ale będę żył. Triduum jest papierkiem lakmusowym tego, na ile Kościół jest żywy.

 
Zobacz także
Tomasz Budzyński
W oczach tego świata chrześcijaństwo jest szaleństwem, o wiele łatwiej przyjąć plastikową panreligię New Age. Kto by chciał słuchać o grzechu, albo o końcu świata? Piekło tej rzeczywistości jest jasne, "jaśniejsze niż tysiąc słońc", a będzie jeszcze jaśniejsze, kiedy połowa świata przejdzie do rzeczywistości wirtualnej...
 
ks. Paweł Kłys
Przekonanie o tym, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uwielbił, uczynił podobnym do swojego ciała w chwili zmartwychwstania i zabrał do nieba, było powszechnie wyznawane w Kościele już od pierwszych wieków jego istnienia. Tajemnica zmartwychwstania i wniebowzięcia jest przewidziana dla wszystkich ludzi, dlatego nie sprzeciwia się rozumowi, aby Chrystus dla swojej Rodzicielki przyspieszył ten dzień... 

– mówi bp Marek Marczak, biskup pomocniczy archidiecezji łódzkiej, w rozmowie z ks. Pawłem Kłysem
 
 
Jakub Kołacz SJ
Kiedy Jezus dokonał pierwszych cudów, a Jego sława zaczęła błyskawicznie rosnąć, wówczas Jan Chrzciciel posłał do Niego swoich uczniów z pytaniem odnoszącym się do Jego mesjańskiej tożsamości. Wprawdzie zasadniczo był prawie pewny, że Jezus jest Mesjaszem, jednak biorąc siebie samego za przykład – przecież ludzie jego uważali za Mesjasza, czemu on sam konsekwentnie zaprzeczał (por. J 1, 20) – chciał usłyszeć z ust Jezusa jasną deklarację, która potwierdziłaby jego własne przypuszczenia. 
 
 
___________________
 
 reklama