logo
Wtorek, 01 grudnia 2020 r.
imieniny:
Blanki, Edmunda, Eligiusza, Natalii, Florencji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Mariusz Berko
Święty Mikołaj w upalne popołudnie
materiał własny
 


Święty Mikołaj w upalne popołudnie
 
Pracy jest coraz więcej, bo zbliżają się święta. Wszyscy w Brazylii, zwłaszcza dzieci i młodzież, mówią, że wakacje blisko, bo choinki stoją już w sklepach i św. Mikołaj chodzi po ulicy. Swoją drogą, musi być święty, bo chodzić po ulicach Salvadoru w tradycyjnym stroju, z grubą czapą na głowie, to heroizm. Dziwne to, że już od początku grudnia sklepy, domy, ulice ubrane są w choinki i posypane śniegiem (wszystkie sztuczne oczywiście, bo nikt tu nie widział ani żywej choinki, ani prawdziwego śniegu), światełka i św. Mikołaje. Nawet w kościołach są już od miesiąca szopki, lecz bez Dzieciątka Jezus. Ono dopiero zagości tam w Wigilię. Na każdym kroku widać, jak tradycja i zwyczaje są typowo europejskie lub amerykańskie. Nikt np. nie wie, dlaczego św. Mikołaj siedzi na takim dziwnym pojeździe bez kół (chodzi o zwykłe sanki), lecz wszyscy mówią, że zawsze na takim siedział. Jeden z chłopców nawet przekonywał mnie, że to pojazd kosmiczny,na którym może się poruszać tylko św. Mikołaj, za pomocą cudownej mocy. Powiedziałem mu, że nie tylko sam się poruszałem, ale nawet małe dzieci potrafią, jeśli jest... śnieg. No i następny problem: co to jest śnieg? Nikt nigdy nie widział śniegu, a po moich próbach opisywania niektórzy stwierdzili, że boją się śniegu. Nic dziwnego. Wielu śpi na ulicy. Nawet w tzw. domu nie ma okien, drzwi, a tym bardziej ogrzewania. Kiedyś widzieli zamrażalkę i ośnieżony lód...
 
Inny problem, jaki wyniknął z dyskusji z akolitami, to chleb powszedni. Rozważając modlitwę „Ojcze nasz”, doszliśmy do „chleba”. Tutaj mało kto jada chleb, który można kupić tylko w formie bułeczek. Niektórzy twierdzą, ze nie lubią chleba. Dlaczego więc proszą o chleb powszedni? Może powinni mówić „daj nam fasoli naszej powszedniej”, bo w większości domów naszego Bairro codziennie jedzą tę właśnie potrawę. Różnice klimatyczne, kulturalne czy rasowe są duże, jednak człowiek zawsze jest taki sam, bez względu na rasę, wiek, miejsce, w którym żyje. Muszę tutaj przyznać, że ofiarność tych ludzi jest zaskakująca. Wiem, że sami mają niewiele, albo prawie nic, lecz zawsze coś przynoszą do kościoła dla bardziej potrzebujących. W każdy wtorek na wieczorną Mszę św. przynoszą szczególnie dużo, bo w ten dzień mogą brać jedzenie wszyscy, nawet ci innej wiary. Jest wspólna agapa, choć przynoszący nie jedzą.
 
Dzisiaj rano przyszedł do mnie mój stary znajomy Bariga (6 letni chłopczyk) i położywszy się na podłodze zapytał mnie, czy był u mnie św. Mikołaj. Jak zwykle odpowiedziałem, że trochę byłem niegrzeczny i dał mi kij na ostrzeżenie (nie wiem, jak powiedzieć rózga). Bariga stwierdził, że był dobry, bo dostał jedzenie (za sprawą naszych akolitów), lecz coś musiało być nie tak, bo nie dostał motoru, o który prosił. Stwierdziłem, że jest za mały, żeby jeździć na motorze, ale bez zastanowienia odpowiedział, że ma dużą narzeczoną i ona może go wozić. W końcu powiedziałem mu, że nie dostał tego motoru, bo sam nic nikomu nie dał. Św. Mikołaj daje tym dzieciom, które dzielą się wszystkim z innymi. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po południu przychodzi znowu Bariga i stwierdza, że coś ma dla mnie. Wyciągnął zza gumki (od majtek) coś plastikowego. Było to samo nadwozie małego, plastikowego samochodziku. Przyjąłem ten dar z nieukrywaną radością. Wiedziałem co prawda, że jest to jedna z nielicznych zabawek, jakie ma w swoim baraku Bariga, lecz dar jest darem. Nadwozie leży mi na półce wśród cennych pamiątek. Dzięki temu mogę stwierdzić, że nie byłem najgorszy w tym roku, bo dostałem prezent od św. Mikołaja. Jedynie po raz pierwszy w moim życiu, ten święty  był mi po pas i ubrany był w same, bardzo sfatygowane majteczki. Pierwszy raz też przyszedł do mnie św. Mikołaj o czekoladowej skórze i boso. Był jeszcze drugi, trochę większy i bielszy, ks. Kazimierz, który z okazji św. Mikołaja zawiózł mnie na plażę. Przyznam, że bardzo piękną. Ja z moim kompanem pospacerowaliśmy pół godziny i to wystarczyło. Do teraz mnie piecze skóra. Nasze miejsce, tj. białasów, to tylko cienie palm, których wielkość zadziwia. Ochłody nie daje nawet ocean. Jedynie trochę mrozi krew w żyłach fakt, że podobno są tu rekiny. Niemniej i ten prezent był miły i emocjonujący. I tak mogę stwierdzić, że nawet i tu, w gorącym Sao Salvador w Brazylii chodzi św. Mikołaj i daje różne prezenty. Może nie takie, jak w Polsce, lecz radość jest zawsze taka sama z dawania i dostawania.
 
Może siedząc przy choince, pod którą znów znajdziecie prezenty, pomyślcie, co moglibyście w imieniu św. Mikołaja ofiarować takim małym Barigom brazylijskim... Nie zapominajcie też, że modlitwa jest najpiękniejszym darem serca.
 
Z serdecznymi pozdrowieniami i życzeniami radosnych, ciepłych Bożą miłością i spokojnych świąt Bożego Narodzenia.
 
Ks. Mariusz Berko
Salvador, Brazylia
 
Zapraszam do innych listów i galerii zdjęć:
 
Zobacz także
Stanisław Łucarz SJ

Betlejem to jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych dla każdego chrześcijanina, a jednocześnie miejsce, które bardzo wiele znaczy i dla Żydów. Zacznijmy jednak od samej nazwy, która niesie ważne przesłanie. Otóż, Betlejem – po hebrajsku Beit Lehem oznacza "dom chleba", a jeśli wiemy, że chleb jest symbolem życia – Pan Jezus sam nazwie siebie "chlebem życia", to będzie to zarazem "dom życia".

 
Ks. Mariusz Berko
W porze deszczowej na Bahia w Brazylii, woda spada z nieba nagle, obficie i zmienia wszystko w rwące rzeki lub rozległe jeziora w środku wielkiego miasta, Salvador.W czasie takiego deszczu widoczność spada do zera i najlepiej wtedy wjechać na jakieś wzniesienie i czekać... W taką właśnie pogodę jechałem do centrum, aby odprawić Mszę św. w jednym z kościołów. Na jednym ze skrzyżowań wielka laguna wody, a w środku stojąca dziewczyna...
 
Jacek Wójcik
Trzydzieści lat temu stałem jako turysta na kalkuckiej ulicy, patrząc na ludzi, którzy w upale ciągnęli biegiem riksze z siedzącymi w nich innymi ludźmi. Iluś spośród tysięcy rikszarzy codziennie umierało z przepracowania w tym koszmarnym upale na zawał serca. Krępowałem się wsiąść do ludzkiej rikszy, bo nie pasowało to do mojego obrazu świata. Widziałem też ciągnące się kilometrami wzdłuż wielu ulic slamsy sklecone z kawałków blachy i tektury, w których żyły całe rodziny. Najwięcej było wśród nich wychudzonych i brudnych dzieci.  
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー