logo
Wtorek, 22 stycznia 2019 r.
imieniny:
Dominiki, Mateusza, Wincentego, Anastazego  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dominik Jarczewski OP
Szósta droga
Liturgia.pl
 
fot. Jeff Smith | Unsplash (cc)


Zbliżam się w pokorze jest jedną z bardziej popularnych w naszym kraju pieśni eucharystycznych. Jej słowa znamy na pamięć i zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić. Rzadko wchodzimy w głąb i przyzwyczajeni do licznych, płytkich w znaczeniu pieśni, nie staramy się przemedytować samego tekstu. Poniższy tekst stanowi próbę pochylenia się nad tekstem i odczytania go w kontekście nauczania i życia św. Tomasza z Akwinu.
 
Na początku więc zatrzymamy się nad samym problemem autorstwa. Zobaczymy podstawowe zarzuty wobec tradycji i odpowiedzi na nie. Następnie przyjrzymy się życiu świętego, a konkretnie jego ostatnich trzech miesiącach, z którymi, w najstarszych odpisach wiąże się powstanie hymnu. W końcu spróbujemy przeczytać tekst oryginalny szukając do niego komentarza w teologii świętego. Moim celem jest nie tylko przybliżenie postaci świętego oraz ukazanie piękna i głębi utworu, ale przede wszystkim zaproponowanie lektury tekstu jako źródła i inspiracji do promieniującej na całe życie duchowości eucharystycznej.
 
Problem autorstwa

Tradycyjnie autorstwo hymnu przypisuje się św. Tomaszowi z Akwinu. Dopiero w XX wieku zaczęto poddawać je w wątpliwość [1]. Wskazywałby na to brak zachowanych odpisów z okresu 50 lat od przypuszczalnego czasu powstania. Powszechną praktyką średniowiecza było pseudonimowanie tekstów i przypisywanie cięższym autorytetom autorstwa własnych prac. Niejednemu wątpliwe może wydawać się skomponowanie tak doprecyzowanej, zarówno stylistycznie jak i teologicznie, poezji na łożu śmierci, przez człowieka umierającego prawdopodobnie na krwiaka mózgu, a więc coraz bardziej sparaliżowanego i niepełnosprawnego psychicznie i intelektualnie [2]. Z drugiej strony datę powstania utworu pośrednio wyznacza nam datowany na lata 1280-94 wiersz Jacopone da Todi zawierające wyraźne aluzje do hymnu [3]. Wiemy zatem, że hymn musiał powstać przed tą datą. Ponadto najnowsze prace badawcze i krytyka manuskryptu Ystoria Santi Thome przeprowadzona przez Claire Le Brun-Gouanvic oraz prace prof. Roberta Wielockxa wydają się ostatecznie rozstrzygnąć wszelkie wątpliwości na rzecz autentyczności tradycji.
 
Świadectwo ostatnich miesięcy świętego

Zanim przejdziemy do analizy samego tekstu, jak obiecałem, zatrzymajmy się na chwilę nad ostatnim okresem życia Tomasza. Niezależnie od chronologii hymnu można odnaleźć niesamowitą korelację wiary pomiędzy życiem a tekstem, co mogłoby nawet usprawiedliwić przeniesienie czasu powstania przez biografa.
 
6. grudnia 1273 roku prowadzony od co najmniej 15 lat regularny, niezwykle aktywny tryb życia Tomasza ulega nagłemu załamaniu. Tomasz przerywa prace nad 3. częścią Sumy by już nigdy do nich nie powrócić. Wiąże się to z opisywanym swojemu spowiednikowi, bratu Reginaldowi, przeżyciem mistycznym, po którym dwukrotnie miał powiedzieć, że wszystko, co napisał to słoma, w porównaniu z tym co zostało mu objawione. (Warto nie zapominać o tej drugiej części zdania.) Na nic zdają się prośby braci i zachęty, aby wrócił do pracy. Od tego dnia Tomasz nie podyktował już żadnego słowa. Niewątpliwe doświadczenie mistyczne wiązało się najprawdopodobniej z aspektem fizycznym. Chociaż oczywiście nie można wykluczyć wylewu, możliwe, że było to jedynie załamanie fizyczne przepracowanego organizmu. Faktem pozostaje, że Tomasz po owym wydarzeniu przez pewien czas leżał w łóżku i do końca życia cierpiał na zaburzenia mowy, problemy z chodzeniem i zakłócenia czynności manualnych. W opisach biografów przewija się słowo stupefactus (oszołomiony). Jego wierny przyjaciel Reginald w rozmowie z siostrą świętego, zaniepokojoną stanem brata, który wydaje się stracić kontakt z otoczeniem, mówi, że ten stan trwa nieprzerwanie od pamiętnego 6. grudnia.
 
W lutym Tomasz, mimo problemów zdrowotnych wyrusza w drogę na II Sobór Lyoński. Po drodze ma miejsce wypadek: Tomasz uderza głową w gałąź i pada na ziemię. Od tego czasu do śmierci 7. marca 1274 stan świętego z dnia na dzień się pogarsza. Współczesna medycyna wskazuje, że był to prawdopodobnie powiększający się krwiak mózgu. To, co nas tutaj jednak najbardziej interesuje to nie fizyczny stan Tomasza, ale duchowy. Świadkowie ostatnich dni Akwinaty są poruszeni jego niezwykłą pobożnością eucharystyczną. Do ostatnich dni niezwykle gorliwie, ze łzami w oczach sprawował Eucharystię. Pod koniec przyjmował już tylko komunię. Bardzo dużo opowiadał gościom i opiekunom o swojej wierze w realną obecność Chrystusa w Eucharystii: „Nauczałem i napisałem wiele na temat tego Najświętszego Ciała i innych sakramentów, zgodnie z wiarą w Chrystusa i w święty Kościół rzymski” [4].
 
Dla tych, którym Tomasz jawi się jedynie jako wybitny filozof i zdumiewający ścisłością i pomysłowością teolog, te słowa mogą odsłonić go jako mistrza duchowego. Nie opisał nigdy swojego przeżycia mistycznego. Jego pisma mają przede wszystkim charakter dogmatyczny i trzeba włożyć trud własnej pracy, aby samemu na ich oparciu budować swoją pobożność. Jego życie było jednak życiem prawdziwego teologa, czyli tego, który według starożytnego rozumienia jest tym, który jest rozmiłowany w Bogu. Wspominając o tytanicznej pracy intelektualnej, której poświęcał codziennie wiele godzin, niejednokrotnie zapomina się, że oprócz tego bardzo dużo czasu poświęcał na modlitwę. Studia nie były „zamiast” modlitwy, ale z niej wyrastały i na niej budowały. Szczególną siłę czerpał z Eucharystii. Syntezę sakramentologii i wyrastającej z niej duchowości zawarł w tak subtelnej i zdawałoby się ulotnej formule, jaką daje poezja. Wzbogaceni o wiedzę na temat duchowego obrazu autora, przypatrzmy się hymnowi Adoro Te, szukając w nim zarówno zwieńczenia teologii eucharystycznej, jak i inspiracji dla duchowości.
 
Z ciemności ku wierze

Jak już wspomniałem na początku, bardzo łatwo jest nam przejść bezrefleksyjnie obok Zbliżam się w pokorze. Przyzwyczajeni do banalnych metafor, bez głębi treści, wielu pieśni kościelnych, nie podejrzewamy nawet, że wśród nich może kryć się taki diament. Talent syntetyczny Tomasza wymyka się naszym przyzwyczajeniom. Nie do uwierzenia wydaje się, że można w kilku strofach zawrzeć bardzo ścisłą i niebanalną wykładnię dogmatu. Spróbujmy zatem pochylić się nad samym tekstem i przeczytać go jako streszczenie i podsumowanie sakramentologii tomaszowej, a szczególnie traktatu o Eucharystii. W wielu miejscach będę odwoływał się do tekstu łacińskiego, stąd może pojawić się pewne zdziwienie, gdyż popularne tłumaczenie jest niejednokrotnie dalekie od oryginału i, choć mieści się to w prawach tłumacza i zapewnia artystyczną strukturę, jest ubogie o precyzję i dystynkcje oryginału.
 
Przede wszystkim hymn stanowi bardzo osobistą modlitwę autora. Ogólne prawdy teologiczne przeplatają się z osobistymi wyznaniami („zbliżam się” – właściwie: „wielbię Cię, oddaję cześć gorliwie, pobożnie” [5], „serce daję swe”) i prośbami („wyznaję jednak, żeś moim Bogiem” [6], „spraw, żebym wciąż bardziej Tobie wierzył, w Tobie miał nadzieję, Ciebie kochał” [7] i w końcu: „(abym)widząc Cię odsłoniętą twarzą, szczęśliwy był oglądaniem Twojej chwały” [8]]. Już od samego początku widzimy, jak Tomasz przeczy teorii, że można oddzielić teologię od życia. Nie da się zbudować spekulatywnej, oderwanej od praktyki życia teologii. Niewierzący teolog to sprzeczność. Mógłby zachowywać pewne pozory, ale bez praktyki modlitwy i życia wiarą, będzie tylko udawał, może też i przed sobą samym, kogoś, kim nie jest. Jest to też ważne przesłanie dla tych, którzy studiują teologię albo zwyczajnie starają się dostępnymi środkami zgłębiać wiarę: nie ma konfliktu pomiędzy teologią jako nauką a wiarą. Teologia ma umacniać wiarę, ale na nic bez niej by się nie zdała. Nie da się uprawiać teologii poza żywą wiarą Kościoła. Przeczy to nowożytnemu ideałowi niezaangażowanego poznania, obiektywnego przez swoją zewnętrzność. Dla Tomasza nie ma rozdziału pomiędzy teologią a modlitwą. Jedna przenika drugą. Wiara i wiedza wspierają się wzajemnie. Czyż nie od tego zaczyna Akwinata Summę teologiczną?
 
Tomasz zwraca się do Chrystusa, do Chrystusa ukrytego, ukrywającego się. Tylko wiara każe uznać obecność Boga sub his formis (pod tymi postaciami). Na krzyżu zakryte zostało bóstwo Chrystusa. W Sakramencie podobnie zakryte jest i człowieczeństwo. Przestrzenią aktu wiary są ciemności. Obecność sakramentalna okryta jest tajemnicą. Tylko akt wiary może afirmować realną obecność Jezusa pod postaciami chleba i wina. Żadne naturalne zdolności człowieka nie pokonają tych trudności. Oto pokora i szczerość jednego z największych teologów Zachodu i twórcy podstawowej i dziś sakramentologii.
 
Z jednej strony dramat człowieka wobec niepoznawalności Bożej istoty, a z drugiej nadzieja wiary, o której wyraźnie wspomina w ostatniej strofie: „Jezu, którego zasłoniętego teraz oglądam, kiedy uczynisz to, czego tak pragnę? – abym , widząc Cię odsłoniętą twarzą, szczęśliwy był widzeniem Twojej chwały” [9]. Wszystkie prośby zawarte w hymnie prowadzą do tego najgłębszego pragnienia.

Od wiary do miłości

„Wzrok, dotyk, smak w Tobie myli się” [10]. W Traktacie o Eucharystii napisał Tomasz: „Ciała Chrystusowego nikt nie może widzieć w sakramencie Eucharystii posługując się zmysłem wzroku” [11]. I dalej: „Intelekt natomiast człowieka na tym świecie może widzieć to Ciało, jak i pozostałe zjawiska nadprzyrodzone, tylko przez wiarę.” [12]. A jak pisze św. Paweł: „wiara rodzi się ze słuchania” [13]. Analogię odnajdujemy w hymnie: „lecz wierzy się w Ciebie bezpiecznie przez samo słuchanie” [14]. Motyw wiary przewija się wielokrotnie przez treść hymnu. Przyjrzyjmy się pozostałym miejscom. Drugie credo [15] dotyczy wszystkiego, co powiedział Chrystus – Słowo Prawdy. Akt wiary stanowi więc afirmację Objawienia jako źródła zbawczej wiedzy. Nasze poznanie Boga opiera się na tym, że On sam do nas przemówił. Inaczej bylibyśmy skazani na bardzo ograniczone poznanie naturalne. Ale ponieważ On jako pierwszy objawił się człowiekowi nadprzyrodzona wiara we współpracy z przyrodzonym rozumem może coś z Niego poznać. Wszelkie poznanie Boga musi czerpać z Objawienia, które, o czym przypomina Sobór Watykański II [16] w całości wypełniło się w Chrystusie i zawarte jest w Piśmie Świętym i Tradycji. Znamienne jest też, że w czasach Tomasza właściwą naukę teologii poprzedzało studiowanie Pisma Świętego. Późniejsze nauczanie Tomasza ma zawsze swe najgłębsze źródła w medytacji nad Słowem Bożym i tekstami Ojców. Cały aparat metafizyczny jest jedynie narzędziem pomocnym w stworzeniu spójnego systemu. Pierwszorzędną rolę pełni jednak właśnie lektura Pisma Świętego. Jest to bardzo dominikański rys duchowości Tomasza, którego mistrz – św. Dominik nigdy nie rozstawał się z Ewangelią i Listami Pawłowymi.
 
Trzecie credo [17] coraz bardziej precyzuje przedmiot wiary: wiara w jedność dwóch natur w Chrystusie. Problem bóstwa i człowieczeństwa Chrystusa był jednym z głównych tematów sporów teologicznych w pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa. Nie miejsce tu opisywać wszystkie stanowiska i liczne herezje, jakie w tym czasie się zrodziły [18]. Warto skojarzyć wiek XIII z herezją Katarów, którzy deprecjonowali materialność – wiążąc ją z pierwiastkiem zła. Konsekwencją było potępienie cielesności i szereg radykalnych nakazów ascetycznych, które miały ustrzec przed skalaniem się materią [19]. Z tą herezją wiążą się początki Zakonu Braci Kaznodziejów. Dominik spotykając na południu Francji licznych przedstawicieli tej herezji poświęcił się głoszeniu im Słowa Bożego [20]. Gdy inni organizowali zbrojne krucjaty przeciw Albigensom, Dominik ze swoimi braćmi rozmawiał z Katarami – w większości prostymi ludźmi, którzy zwyczajnie nie rozumieli swojej wiary i stąd byli podatni na wpływy herezji. Odczuwając potrzebę grona dobrze wykształconych nauczycieli i kaznodziejów, Dominik posyłał swych braci na studia. Nieustanne studiowanie na stałe wpisało się w charyzmat dominikanów, którym żył św. Tomasz. Niejednokrotnie jego traktaty, listy były odpowiedzią na prośby jego braci potrzebujących argumentów w dyskusjach z niewierzącymi i błądzącymi [21]. Chociaż najprawdopodobniej, z wyjątkiem zwyczajowych w owym czasie kazań uniwersyteckich, Tomasz nie poświęcał za dużo czasu zwyczajnemu głoszeniu [22], jego cała praca naukowa powstawała na użytek głoszenia wiary – od formowania przyszłych kaznodziejów (Summa teologiczna jako podręcznik teologii) po wspomniane już odpowiedzi na konkretne kontrowersje teologiczne.
 
O ile poprzednie credo dotyczył wiary w treść Objawienia, credo z 15. wersu [23] obejmuje inny aspekt wiary – wiarę Bogu – czyli synowskie zawierzenie Bogu, opierające się na realnej, osobistej więzi chrześcijanina. Tak jak pierwsze podkreślało element obiektywny wiary – jako niezmiennej treści objawionej człowiekowi, drugie zawiera motyw subiektywny – osobistą relację z Bogiem, wyrażającą się poprzez zasłuchanie w wolę Bożą w codziennym życiu, otwartość na nią i pełnienie jej swoim życiem [24]. Jest to wiara, która ukazuje się nie w wyznaniach, nie w uczuciach, ale w działaniu – „Poznacie ich po ich owocach” [25]. W tej strofie Tomasz podkreśla ponadto dynamiczny charakter wiary. Wiara, która się nie rozwija, jest martwa. Ale jednocześnie zaznacza, że to nie człowiek, ale Bóg jest sprawcą tego wzrostu i to Jego prosi o łaskę pomnażania wiary [26].
 
Miłość, która żywi życie
 
Jak już wspomniałem, Tomasz jest uważany za ojca sakramentologii. W ostatnich dniach swego życia powtarzał, że całe jego nauczanie i praca zdążały do opisu Eucharystii, która była podstawą jego życia. Swoją miłość do tego Sakramentu chciał przekazać innym i dlatego w obliczu śmierci o niczym innym nie mówił, jakby nie chciał stracić ani jednej cennej chwili na głoszenie najcenniejszej dla niego nauki. Miało to miejsce już po owym szczególnym doświadczeniu mistycznym, wobec którego wszystko, co napisał okazało się słomą. Budowany przez całe życie precyzyjny system teologiczny nie był w stanie wyrazić tego, co poznało jego serce. Dla Tomasza Eucharystia nie była po prostu jednym z kilku sakramentów – była szczytem wszystkich. O ile w pozostałych korzystamy z owoców męki Chrystusa, w Eucharystii dany jest nam cały Chrystus. To znamienne, co wskazuje o. Torrell [27], że w modlitwie O Święta Uczto, stanowiącej element ułożonego przez niego na zamówienie Urbana IV oficjum Uroczystości Bożego Ciała, nie jest napisane, że spożywamy Ciało i Krew Chrystusa, ale – Chrystusa. Chrystusa w całości – z ciałem i duszą. Ta sama myśl znajduje się w Adoro Te: „Pozwól mi zawsze żyć z Ciebie” [28] – nie: z Twojego Ciała, z Twojego Sakramentu, ale z Ciebie. Ten Sakrament jest po prostu w najbardziej dosłownym tego znaczeniu – Chrystusem. Kiedy, tak jak i wcześniej, tak i po Tomaszu wielu wątpić będzie w tę realną obecność Chrystusa, przywołując łatwiejsze do zrozumienia koncepcje przypomnienia, wąsko rozumianego symbolu, aktualne i nieustępliwe brzmieć będą wciąż słowa Tomasza o najbardziej radykalnej interpretacji obecności sakramentalnej Zbawiciela.
 
W powyższym wersie warto jeszcze zwrócić uwagę na życie wieczne jako owoc tego Sakramentu. Wyraźnie dostrzegamy tu odniesienie do Janowej nauki o Eucharystii – Chlebie żywym, który zstąpił z Nieba i który jest źródłem Życia wiecznego [29]. Ten obraz był bardzo bliski Tomaszowi i powtarza tu w zwięzłej formie to, co napisał już w Summie: „Otóż w sakramencie tym jest Chrystus, który widzialnie przychodząc na świat przyniósł światu życie łaski według słów: „Łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa”. Podobnie, przychodząc w sposób sakramentalny tworzy On w ludziach życie łaski, stosownie do słów przekazanych przez Ewangelię: „Ten, kto mnie spożywa, będzie żył przeze mnie” Stąd słowa Cyryla: „Ożywiające Słowo Boże jednocząc się ze swoim Ciałem czyni je ożywiającym” [30].
    
Aby zrozumieć właściwie ożywiające działanie Eucharystii, nie można pominąć jego wymiaru pasyjnego. „Rozpatrujemy skutki sakramentu Eucharystii biorąc pod uwagę to, co on przedstawia, a przedstawia – jak wiemy – Mękę Chrystusa Pana. Działaniu tej Męki w świecie odpowiada działanie Eucharystii w człowieku” [31]. Owo sprzężenie męki ze źródłem życia zostaje wyrażone w hymnie: „O pamiątko śmierci Pana, Chlebie Żywy udzielający życia człowiekowi” [32]. Aluzji do męki jest jednak więcej: krzyż w wersie 9, łotr w 12, rany w 13, krew w 22. Odwołania do Pasji mają dla Tomasza jednak nie tylko wymiar doktrynalny, ale również bardzo osobisty. Podobnie jak św. Dominik umiłował krzyż i otaczał go wielkim nabożeństwem. Wiele obrazów przedstawia Dominika obejmującego krzyż lub adorującego go. Często łączony bywa z tym okrzyk świętego: „Panie, cóż się stanie z grzesznikami?” Połączenie tego wołania z krzyżem nie jest przypadkowe. Właśnie krzyż jest jedyną nadzieją grzeszników, za jednego z których uważał się święty. Ten rys duchowości założyciela był bardzo bliski i Tomaszowi. Nic dziwnego, że zestawia się z Dobrym Łotrem.
 
Samo nabożeństwo do krzyża cechowało wielu świętych. Wystarczy wspomnieć liczne przedstawienia Franciszka i Dominika adorującego krzyż [33]. To właśnie z zakonem franciszkańskim i dominikańskim wiąże się rozwinięcie pobożności pasyjnej w średniowiecznej Europie. Święty Tomasz wpisuje się w ten nurt. Zachowane świadectwo pokazują go jako człowieka modlącego się często u stóp krzyża. To właśnie w czasie jednej z takich modlitw miał usłyszeć słowa Pana „Dobrze o mnie napisałeś, Tomaszu”. To zestawienie krzyża i Eucharystii w pobożności Tomasza nie jest przypadkowe. Są to dwa znaki odsyłające do tego samego wydarzenia. Chrystus w Eucharystii jest Chrystusem ukrzyżowanym, którego krwi „jedna kropla czyni zbawienie” [34]. Nie dziwi nas też na przykład to, że pierwotnie w Liturgii Wielkiego Piątku miejsce komunii zajmowała Adoracja krzyża, a pozostałością do dzisiaj jest to, że do Wigilii Paschalnej oddajemy cześć krzyżowi przez przyklęknięcie, czyli tak, jak normalnie Najświętszemu Sakramentowi. Wyraża to więc nie tyle nieobecność Chrystusa i szukanie jakiś form zastępczych, ale to, że Eucharystia zawsze odsyła do Krzyża. Bez niego nie da się zrozumieć jej ożywiającego działania. Współcześnie być może coraz bardziej ulega zatarciu ów wątek, rażący niepopularnym dziś ujęciem ofiarniczym Paschy Chrystusa, ale to niezaprzeczalny związek, którego przeciwnicy, bazując na fałszywie skądinąd przerysowanej antynomii miłosierdzia i ofiary, wydają się nie znać Listu do Hebrajczyków, który wyraźnie mówi o najdoskonalszej ofierze złożonej przez Chrystusa – Arcykapłana. Ofiara ta obecna jest realnie w Eucharystii i Jej owocami są wszelkie łaski płynące z Sakramentu.
 
Miłość źródłem jedności
 
Dotąd widzieliśmy bardzo indywidualny wymiar uczestnictwa w Eucharystii jako Komunii dwóch osób – człowieka i Boga. Chrystus poprzez Wcielenie pokonał nieprzebytą przepaść pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Poprzez „wtórne Wcielenie” jest obecny pod Postaciami Eucharystycznymi i teraz każdy człowiek w stanie łaski uświęcającej może na miarę swojej natury wejść w życie Boga. Ale nie jest to jedyna Rzeczywistość, w którą w tym momencie wchodzimy. „Eucharystia, jak wiadomo, jest znakiem realizacji dwóch Rzeczywistości. Jedną z nich, oznaczoną przez sakrament i zawartą w nim, jest sam Chrystus Pan; drugą zaś – oznaczoną lecz nie zawartą, jest Ciało Mistyczne Chrystusa, czyli społeczność świętych. Więc każdy, kto ten sakrament przyjmuje, daje tym samym do zrozumienia, że jest zjednoczony z Chrystusem i organicznie włączony do Jego Ciała” [35]. Społeczny wymiar Eucharystii jako jedności z Kościołem i w Kościele, realizującej modlitwę Arcykapłańską Jezusa [36], choć na drugim miejscu (po indywidualnym) pojawia się również w Adoro Te [37].

Miłość zbawiająca

Mimo to jednak na pierwszym miejscu pozostaje indywidualny wymiar Eucharystii. Wystarczy zwrócić uwagę na powtarzające się co chwila osobiste, bezpośrednie zwroty: Ciebie, Tobie, Spraw. Wchodzimy w bardzo intymną rozmowę. W końcu, w ostatniej strofie pojawia się wołanie: Ihesu – Jezu! Dziś nikogo taki okrzyk nie dziwi, jednak w czasach św. Tomasza był on czymś niezwykłym. W epoce feudalizmu Bóg był raczej obiektem kultu należnego władcy niż kimś, do kogo można by się bezpośrednio zwracać. Jednak u Tomasza ten bezpośredni zwrot nie jest tylko wyjątkowym poruszeniem serca, ale konsekwencją całej teorii relacji z Bogiem. Jako pierwszy zdefiniował miłość do Boga jako przyjaźń [38]. Ma to też swoje znaczenie w odniesieniu do Eucharystii. „Ponieważ (…) właściwością przyjaźni jest to, że tworzy wspólnoty przyjaciół, Pan przyrzekł nam w nagrodę swoją obecność fizyczną… Ale i teraz w czasie naszej ziemskiej pielgrzymki, nie pozbawia nas tej obecności, lecz przez realność swego Ciała i Krwi łączy nas z sobą samym w tym sakramencie. (…) Więc przez to tak serdeczne zbliżenie się Chrystusa do nas, sakrament Eucharystii jest znakiem miłości największej i dźwignią nadziei naszej” [39]. Eucharystia jest zatem wspólnym posiłkiem przyjaciół. Ale w czasie tego spotkania Przyjaciel jest zasłonięty [40]. Głód, z którym przychodzimy na Eucharystię, nie zostaje w pełni zaspokojony. Z drugiej strony Eucharystia jest „dźwignią nadziei naszej”, gdyż, jak głoszą słowa O święta Uczto, na niej otrzymujemy „zadatek przyszłej chwały”. Pozwala to mieć w Nim nadzieję, że kiedyś zostanie zaspokojone pragnienie oglądania Boga twarzą w twarz [41]. Będzie to źródłem wiecznej pełni szczęścia. Eucharystia jest zatem zapowiedzią życia wiecznego. Udział w liturgii ziemskiej zanurza nas, na miarę naszej ograniczonej i upadłej w skutek grzechu natury, w Odwiecznej Liturgii Niebieskiej, której dynamikę stanowi wewnętrzna miłość Trójcy Świętej. Można więc powiedzieć, że przeżycie Eucharystii jest w pewnym sensie „empirycznym” wprowadzeniem i źródłem dla teologii trynitarnej. Być może to właśnie stało się udziałem Tomasza owego pamiętnego 6. grudnia 1273.
 
Wiara ukazuje nam pełnię miłości, na uczestnictwo w której ukierunkowuje nas nadzieja. Temu przejściu od wiary do miłości, towarzyszy też przejście od słuchania, na którego rolę w pierwszej części zwróciliśmy już uwagę, do oglądania – w ostatniej strofie. Słuchanie więc prowadzi do oglądania – wiara spełnia się w miłości.
 
Zakończenie

W ten sposób przeszliśmy razem z Tomaszem jego duchową drogę do Boga. Drogę, której nauczył się w „szkole Eucharystii”. Pozostaje więc jedynie zdecydować się wejść na nią i wiernie podążać śladami Tomasza. Zapewne dla każdego droga ta będzie nieco odmienna, ale nieodmienny pozostanie dany nad Pokarm na drogę. Niech zatem, trochę może już bliższy nam hymn Zbliżam się w pokorze przypomina nam o niej i stanowi inspirację dla pogłębiania wiary, umacniania nadziei i rozszerzania miłości. Tego najpełniej uczy nas Eucharystia.
 
Dominik Jarczewski OP
liturgia.pl 
 
_____________________________
Przypisy:

[1] Zob. A. Wilmart, La tradition littéraire et textualle de l’Adoro Te devote, w: Auteurs spirituels et dextes dévots du moyen âge latin, Paris 1932, s. 361-414. Jeszcze James A. Weisheipl OP uważa, że nie można przejść obojętnie wobec tych wątpliwości. por. J.A. Weisheipls OP, Tomasz z Akwinu, Poznań 1985, s.484
[2] Abstrahując od tego, czy rzeczywiście w tym ostatnim okresie powstał utwór, wrócę jeszcze w dalszej części artykułu do ostatnich chwil Tomasza, gdyż niezależnie od tego, czy hymn łączy się z nim czasowo, zarówno śmierć jak i hymn stanowią wyraźne podsumowanie życia wiary świętego z Akwinu.
[3] „Li quatro sensi dicono/ Questo si e vero pane/ Solo audito resistelo/ Ciascun de lor fuor remane/ So’cueste visibil forme/ Cristo occultato ce stane/ Cusi a l’alma se dane/ En questa misteriata” por. z «solus auditus» i «sub his formis» z Adoro Te. Cyt. i podkr. za J.P. Torrell OP, Initiation a Saint Thomas d’Aquin, s. 194-195
[4] Cyt. za: J. A. Weisheipl, op. cit., s. 405
[5] „Adoro te deuote, latens ueritas” – Łaciński tekst hymnu zawsze za R. Wielockxem, tłum. własne
[6] „Deum tamen meum te confiteor”
[7] „Fac me tibi semper magis credere, In te spem habere, te diligere”
[8] „te reuelata cernens facie, uisu sim beatus tue glorie”
[9] „Ihesu, quem uelatum nunc aspicio, quando fiet illud quo tam sicio? Te reuelata cernans facie, uisu sim beatu tue glorie”
[10] „Visus, tactus, gustus, in te fallitur”
[11] STh III, q.76, a.7
[12] Ibidem
[13] Rz 10,17
[14] „sed auditu solo tute creditur”
[15] „Credo quicquid dixit dei filius”
[16] Zob. Dei Verbum 4 i 7-10
[17] „In cruce latebat sola deitas, sed hic latet simul et humanitas. Ambo uere credens atque confidens”
[18] O kształtowaniu się dogmatów chrystologicznych zob. B. Sesboue, Bóg zbawienia, Kraków 2001
[19] O Katarach zob. J. Duvernoy, Religia Katarów, Kraków 2000
[20] Na temat św. Dominika i początków Zakonu zob. Marie-Humbert Vicaire OP, Dominik i jego Bracia Kaznodzieje, Poznań 1985; Dominikanie – Szkice z dziejów zakonu, praca zbiorowa pod redakcją Marcina Andrzeja Babraja OP, Poznań 1986; Guy Bedouelle OP, Dominik, czyli łaska słowa, Poznań 1987
[21] Jak chociażby De articulis fidei et Ecclesiae sacramentis ad archiepiscopum Panormitanum, De rationibus fidei, Responsio ad Lectorem Bisuantinum de articulis VI (genialna odpowiedź o tym, co można, a czego raczej nie można głosić na kazaniu),
[22] Przykładem takiej posługi mógłby być Wykład pacierza, Kazania wielkopostne o Wierzę w Boga, Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, dziesięciu przykazaniach (Neapol 1273)
[23] „Fac me tibi semper magis credere”
[24] Zob. Żyć według wiary w: B. M. Ashley OP, Żyć prawdą w miłości. Biblijne wprowadzenie do teologii moralnej, Poznań 2008, s. 59-116
[25] Por. Mt 7, 16nn
[26] „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu” (Mk 9,24)
[27] J. P. Torrell, op. cit., s. 372
[28] „Presta michi semper de te uiuere”
[29] Zob. J 6
[30] S.Th. III, q. 79, a. 1
[31] Ibidem
[32] „O memoriale mortis domini, panis uiuus witam prestans homini”
[33] Zob. Fra Angelico: Święty Dominik adorujący krzyż, Giotto di Bondone: Krzyż, Ukrzyżowanie (kilka o tym samym tytule), Stygmatyzacja św. Franciszka
[34] „Cuius una stilla saluum facere”
[35] S.Th. III, q. 80, a. 4
[36] Por. J 17. Charakterystyczne jest, że św. Jan nie opisuje momentu ustanowienia Eucharystii w czasie najdłuższego wśród ewangelistów opisu Ostatniej Wieczerzy. Nauka o Chlebie Żywym zawarta jest w rozdziale 6. Natomiast szereg mów Chrystusa, zwieńczonych Arcykapłańską Modlitwą o jedność, w której jak refren pojawiają się słowa: „Aby byli jedno”, może być interpretowany jako teologiczny komentarz do Eucharystii rozumianej tu jako źródło i szczyt życia chrześcijańskiego – uobecnianej mocą Ducha Świętego, a jednocześnie będącej źródłem Ducha dla wierzących, wyrażającej jedność, a jednocześnie stwarzającej ją.
[37] „Totum mundum posset omni scelere”
[38] Por. S.Th. II-II, q. 23, a. 1
[39] S. Th. III, q. 75, a. 1
[40] Por.: „Ihesu, quem uelatum nunc aspicio”
[41] Por. 1 Kor 13,12
 
Zobacz także
ks. Jerzy Sermak SJ
Uroczystość Wszystkich Świętych ma w swoim założeniu rozpalić w nas tęsknotę za innym życiem. Ma uczyć szukania świętości zarówno u tych, którzy już zakończyli swoje ziemskie życie, jak i w tych, którzy żyją obok nas i w nas samych. Dzisiejszy świat potrzebuje nadziei takiej, która wszystko przetrzyma, która będzie mocniejsza nawet od bólu rozstania ze zmarłymi. Święci i ci dobrzy ludzie, których znamy, wnoszą tę nadzieję w nasze życie...
 
ks. Mariusz Rosik
Pawłową naukę o małżeństwie w różnych kierunkach rozwijali wczesnochrześcijańscy pisarze. Jedni widzieli w nim piękny i pobłogosławiony przez Boga związek, inni raczej skuteczną ochronę przed nieokiełznaną namiętnością ludzką, a jeszcze inni dopatrywali się w małżeńskiej harmonii obrazu przyszłego życia. Bogactwo tych spojrzeń ze zrozumiałych względów musimy tu ograniczyć. Zatrzymamy się na trzech: Tertuliana, św. Jana Chryzostoma i św. Augustyna. 
 
ks. Zygmunt Kwiatkowski SJ
Ojcze, wyjaśnij mi, proszę, bo ja nie mogę zrozumieć, jak Bóg mógł dopuścić do tego, aby tyle nieszczęść spadło na ludzi. Oto nie gaśnie ani na moment ogień wojny. Na frontach tysiącami giną młodzi ludzie, poza frontami nie milkną lamenty. Jednocześnie coraz to nowe zastępy przygotowują się na śmierć. Skala nieszczęść jest tak wysoka: niesprawiedliwe rządy, terror tajnej policji, tortury, zsyłki, więzienia, choroby, na które brak lekarstw dla biednych...
 
 
___________________
 
 reklama