logo
Niedziela, 14 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Alfreda, Maksymiliana, Selmy, Eberharda – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wojciech Zagrodzki CSsR
Wokół faktów odejść z kapłaństwa
Kwartalnik Homo Dei
 


z Józefem Augustynem SJ rozmawia Wojciech Zagrodzki CSsR


Wojciech Zagrodzki CSsR: W rozmowie opublikowanej na początku Roku Kapłańskiego[1]  zacytował Ojciec kanclerza Kurii Metropolitalnej w Katowicach ks. Grzegorza Olszowskiego, który wśród najważniejszych problemów księży na pierwszym miejscu wymienił "łatwe porzucanie kapłaństwa". Czy rzeczywiście problem ten narasta?

Józef Augustyn SJ: Na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia liczba księży rezygnujących z kapłaństwa w Polsce zdecydowanie wzrosła. Wierni przyzwyczaili się do odchodzenia księży, i nie jest to już dla nich szokiem. Nie mamy wprawdzie do czynienia z lawiną odejść na miarę posoborowego kryzysu na Zachodzie. Statystycznie w całym Kościele w ciągu roku porzuca kapłaństwo około tysiąca księży; w latach 70., w okresie kryzysowym, odchodziło cztery razy więcej. Każde odejście z kapłaństwa jest jednak bolesne dla wszystkich stron: dla odchodzącego, dla diecezji, rodziny, kolegów. Niejednokrotnie sutannę porzucają księża już w kilka lat po przyjęciu święceń.

W takim razie powinniśmy się tym zjawiskiem zaniepokoić...

Każde odejście księdza to bardzo ważny sygnał dla biskupa, seminarium, wiernych. Wskazuje ono na pewne braki. Są to braki w formacji, dojrzałości emocjonalnej, uczciwości moralnej, rozeznaniu powołania. Jeżeli księża porzucają pełnienie posługi wkrótce po święceniach, to mamy tu do czynienia - być może - ze zbyt pospiesznymi decyzjami. Dwiema decyzjami: kandydata i jego przełożonych. Rodzi się istotne pytanie: dlaczego odeszli? Na jakiej podstawie przełożony publicznie powiedział o nich do biskupa: "Są godni"?

Jeśli liczba wystąpień młodych księży wzrasta, winno nas zainteresować, jaki jest mechanizm dopuszczania do kapłaństwa. Nie twierdzę jednak, że przełożeni seminaryjni i proboszczowie są bezpośrednio odpowiedzialni za rezygnacje z kapłaństwa. Trudno jest bowiem poznać motywy decyzji o przyjęciu kapłaństwa, gdy brakuje szczerości, otwartości, zaufania kandydata. Zdaję też sobie sprawę, że wielu przełożonych w seminarium staje przed dramatycznie trudną decyzją: dopuścić - nie dopuścić. Są świadomi, że decydują o ludzkich losach. Rozumiem ciężar takiej decyzji. W latach 60. i 70. usuwano z seminarium za drobne nieraz przekroczenia, często nie badając sprawy, dziś przeciwnie - trzyma się alumnów niemal na siłę, a kiedy sami zgłaszają wątpliwości, wmawia się im, że to pokusy przeciw powołaniu.

W wypowiedzi ks. Olszowskiego zastanawia (by nie powiedzieć zdumiewa) jedno słowo: przymiotnik "łatwe". Czy rzeczywiście mamy dzisiaj do czynienia z łatwym porzucaniem kapłaństwa? Jeśli tak, to ta łatwość musi szczególnie niepokoić...

Ten właśnie łatwy styl niektórych kapłańskich odejść budzi wielkie zdziwienie, czasami wręcz szokuje. Ludzie mojego pokolenia nie są w stanie zrozumieć łatwego porzucania sutanny. Kapłaństwo w okresie mojej młodości było czymś niewyobrażalnie wielkim, wzniosłym, wysokim. Takie wrażenie pamiętam z pierwszych lat seminarium. Odejście z kapłaństwa pół wieku temu było wielkim skandalem. Dziś nim już nie jest. Niemal z pobłażliwością mówimy: "Ksiądz też człowiek", a odejście z kapłaństwa traktujemy jak zmianę miejsca pracy lub mieszkania.

Z przyjęciem święceń kapłańskich winna się wiązać, że się tak wyrażę, święta obawa, trwoga. Nie chodzi o pytanie: "Czy jestem godzien?". Nikt nie jest godzien. Ale chodzi o inne pytania: "Czym ja się naprawdę kieruję, przyjmując święcenia? Czy jestem w tej decyzji wolny?". Wspominam mój własny niepokój, kiedy miałem przyjąć diakonat, po jedenastu latach od wstąpienia do nowicjatu. Mieliśmy za sobą dziesięć i więcej lat życia w zakonie, a mimo to przeżywaliśmy lęk przed święceniami - i moim zdaniem był to lęk naturalny. Wiedzieliśmy, że ta decyzja jest nieodwołalna. Taki był klimat seminaryjny w Polsce jeszcze w latach 70. Potem zaczęło się to zmieniać. Tej "świętej obawy" najwidoczniej dzisiaj brakuje niektórym kandydatom do kapłaństwa.

Zastanawiające jest również wyznanie ks. Dariusza Korbika, który w ankiecie przeprowadzonej przez redakcję "Przeglądu Powszechnego" wypowiedział smutną refleksję o środowisku kapłańskim: Informację o kolejnym odejściu z kapłaństwa naszego starszego lub młodszego kolegi przyjmujemy jak jedną z wielu informacji telewizyjnych [2]. Na początku naszej rozmowy Ojciec wspomniał o przyzwyczajeniu się świeckich do odejść kapłańskich. Czy dostrzega Ojciec podobne spowszednienie reakcji kapłanów na porzucenie kapłaństwa przez kolegów?

Od strony społecznej czy też psychicznej wszyscy przyzwyczajamy się niemal do wszystkiego. To niesamowite, jak w czasie wojny ludzie przyzwyczajali się do zagrożenia śmiercią. Wychodząc na ulicę w Warszawie, nie było się pewnym, czy wróci się do domu. A jednak się żyło... Jeżeli porzucenie sutanny nie jest problemem dla wiernych, dlaczego miałoby być problemem dla księży? Trudno czuć głębokie poruszenie emocjonalne, gdy jakieś wydarzenie ciągle się powtarza. Coś podobnego stało się zresztą w naszym podejściu do rozwodów małżeńskich. Dzisiaj nie robią już one żadnego wrażenia na nikim. Raczej dziwimy się, że ludzie przeżyli w miłości i zgodnie ...dzieści czy ...dziesiąt lat.

 
1 2 3  następna
Zobacz także
Zbigniew Ważydrąg
Ogromnie sobie cenię dzieła św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża. Św. Teresa mówi, że w modlitwie nie chodzi o to, by dużo i mądrze myśleć, ale by dużo miłować, podziwiać, zachwycać się. Chrześcijaństwo jest przyjaźnią z Bogiem i tę waśnie przyjaźń przeżywam na modlitwie.  

Z o. Cherubinem Pikoniem od Najświętszej Maryi Panny, karmelitą z Czernej k. Krakowa, rozmawia Zbigniew Ważydrąg
 
Anna Dąbrowska, Sławomir Rusin
Kościół nie jest wspólnotą idealną. Są w nim rzeczy, z którymi trudno się pogodzić. Mamy zbiurokratyzowane parafie, przerost struktur nad życiem, myślenie kategoriami instytucji itd. Sam Kościół o tym mówi. I co dalej? Można ustawić się w gronie tych, którzy będą mówić, że jest fatalnie, albo w gronie tych, którzy słuchając Ducha Świętego pójdą do przodu i będą próbować ten stan zmienić. 

Z ks. bp. Grzegorzem Rysiem, historykiem Kościoła, przewodniczącym Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji rozmawiali Anna Dąbrowska i Sławomir Rusin.
 
Cezary Sękalski

W Ewangelii wg św. Mateusza czytamy: Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (19,6b). Z jednej strony te słowa Jezusa stanowią podkreślenie prawdy, że to Bóg jest sprawcą małżeństwa, z drugiej zaś, że jest ono nierozerwalne. Zatem nie pożądliwość gra tu pierwsze skrzypce, ale osobowa komunia kobiety i mężczyzny, która stanowi konkretną drogę do świętości i doskonałości chrześcijańskiej.

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm