logo
Środa, 12 grudnia 2018 r.
imieniny:
Ady, Aleksandra, Dagmary, Joanny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tomasz Wiścicki
Wszystkie nasze zdrady
Więź
 


Z Jackiem Prusakiem SJ rozmawia Tomasz Wiścicki
 
Słowo “zdrada” najczęściej kojarzy nam się z czynem bardzo poważnym – tak bardzo, że większość ludzi nigdy go zapewne nie popełni. To słowo odsyła do rzeczywistości pełnej grozy, która – jak się wydaje – zdecydowanej większości z nas bezpośrednio nie dotyczy. Co to właściwie jest zdrada i czy rzeczywiście jest taka rzadka?
 
Jeśli zdefiniuje się zdradę jako jakąkolwiek formę sprzeniewierzenia się jakiemuś zobowiązaniu, to wtedy to pojęcie można rozciągnąć na wiele sytuacji. Najczęściej myślimy o zdradzie bliskiej osoby – żony czy męża, czasami o zdradzie grupy, wspólnoty, do której przynależymy, na przykład ojczyzny. Mówimy także o zdradzie samego siebie, kiedy nie udało się nam być wiernym własnym przekonaniom czy celom, jakie sobie wyznaczyliśmy, kiedy na przykład zdradziłem siebie, bo powróciłem do palenie papierosów, chociaż uroczyście sobie obiecałem, że nie wezmę ich już więcej do ust. Są więc zdrady i zdrady. To nie jest żaden relatywizm – istnieją różne formy tego sprzeniewierzenia się, różny stopień świadomości i odpowiedzialności. „Groza” zdrady, o jakiej Pan mówi, polega na odkryciu, że osoba, której się zaufało, która dawała poczucie bezpieczeństwa, zawiodła. Ktoś dotąd bardzo bliski stał się obcy, groźny, niewiarygodny – dewastacji uległ wspólnie budowany dotąd świat.
 
Nie znam wprawdzie żadnych badań na ten temat, ale myślę, że gdyby zapytać, co się ludziom kojarzy ze słowem „zdrada”, odpowiedzi dotyczyłyby przede wszystkim zdrady małżeńskiej, rozumianej w sensie seksualnym.
 
Według socjobiologów, zdrada to kwestia ewolucji. W tej perspektywie niewierność jest korzystna, bo prowadzi do urozmaicenia genetycznego, co doskonali przyszłe pokolenia. Zgadzam się jednak z opinią pewnej znanej terapeutki, która powiedziała kiedyś: “Niech ewolucja robi, co musi, ale niekoniecznie w naszych małżeństwach”. Zdrada wśród ludzi jest o wiele bardziej złożonym zjawiskiem niż chcą tego socjobiolodzy. Do zdrady nie dochodzi zwykle z dnia na dzień. Jest ona raczej zwieńczeniem narastającej nudy, braku bliskości i akceptacji. Doświadczeniem wielu terapeutów „podpowiada”, że zdradę może przyśpieszyć pojawienie się drugiego ideału, który trafia w niezaspokojone pragnienia miłości, uznania, zrozumienia. Ukrytym, to znaczy nieświadomym, celem zdrady nie jest oszukanie partnera, jak to sobie często wyobrażamy, lecz próba emancypacji.
 
Dlaczego ludzie zdradzają?
 
Zależy, o jakich zdradach myślimy. Zdrada zdradzie naprawdę nierówna. U pewnego typu mężczyzn zdrada przejawiająca się w posiadaniu kochanki ma służyć podtrzymaniu stałego związku. W ich psychice króluje niepodzielnie obraz symbiotycznej matki. Gdy kontakt z prawdziwą matką się skończył, szukają oni podobnie opiekuńczej i poświęcającej się osoby. Chcą z nią odczuwać symbiotyczną bliskość na ściśle zdefiniowanych przez siebie warunkach. Z „matką-żoną” jednak nie można uprawiać seksu. Stąd szukają drugiej kobiety. To jest tak zwany „klasyczny trójkąt” małżeński. Inną postacią zdrady jest chroniczny donżuanizm: żadna kobieta nie może dorównać matce, stąd mężczyzna nie ma zamiaru wejść w stałe relacje – kobiety istnieją tylko po to, żeby dostarczać mu gratyfikacji seksualnej. Z drugiej strony zdrada może być przeżywana jako świadoma gra jednego lub obojga małżonków. Wtedy jest to wygodna forma życia, rzekomo dobra dla obu stron. Ale czy taka świadoma gra w zdradę to jest jeszcze małżeństwo?
 
Niektórzy twierdzą, że dobrze jest od czasu zdradzić, bo to cementuje związek...
 
Przekonanie, że romans może uratować małżeństwo, jest obronną racjonalizacją swego postępowania. Zwykle zdrada, z perspektywy terapii, jest zawsze jakimś doświadczeniem braku w systemie. Każdy system opiera się na pewnej równowadze. Gdy jest w nim nadmiar albo niedomiar czegoś, ma to bezpośrednie przełożenie na wzajemne relacje. Zarówno z moich obserwacji terapeutycznych, jak i z doświadczenia w konfesjonale wynika, że do zdrady dochodzi w momencie chronicznego niedoboru lub chronicznego nadmiaru – a oba przypadki bywają przeżywane traumatycznie. Na przykład brakuje uczucia albo jest nadmiar kontroli. I ktoś szuka wtedy „pocieszenia” w zdradzie albo – uwolnienia poprzez zdradę. W rzeczywistości zdrada wydobywa na światło dzienne bolączki i nierozwiązane problemy.
 
Czy odejście od kogoś jest zdradą?
 
Ostatnio zmieniło się funkcjonowanie związku. Wierność oznacza: jesteśmy ze sobą tak długo, jak się da. Zdrada jest teraz tak rozumiana, że dopóki jesteśmy ze sobą, jesteśmy dla siebie. Nie ma takiego myślenia, że możemy być ze sobą na zawsze. Chodzi o to, żeby nie mieć później do siebie pretensji, że ktoś kogoś zdradził, zdradził czyjeś zaufanie.
 
W tym ujęciu zdradą nie byłoby na przykład to, że jedna ze stron mówi drugiej: “Przykro mi, ale poznałem czy poznałam kogo innego... Bądźmy przyjaciółmi”. Nawet jeżeli wcześniej postanowili być ze sobą, to w tym momencie przestają i nic specjalnego się nie dzieje, nie ma zdrady.
 
Według takiej mentalności czy filozofii życia – rzeczywiście. Aczkolwiek z punktu widzenia osób, które tego doświadczają, co widać w terapii, pojęcie zdrady pozostaje aktualne. Dlatego to słowo dalej się nie zużyło, nawet jeśli rzekomo ono nie ma tak szerokiego zastosowania. Zmienia się obecnie rozumienie intymności, ale szukanie „czystej relacji” opartej na równości płci i równowadze uczuciowej nie dezaktualizuje pojęcia zdrady.
 
Gdy osoby, których związki się rozpadają, mówią: “Żyjmy w przyjaźni”, to słowo w tym kontekście zmienia znaczenie. Co tutaj znaczy przyjaźń? Najczęściej to, że się wzajemnie nie pozabijali, a jak się spotkają na ulicy, to nie będą udawać, że się nie znają. Ale to nie jest forma bycia blisko siebie, tylko kontrolowania dystansu. Taka relacja z definicji przestaje być przyjaźnią.
 
1 2 3 4 5 6 7  następna
Zobacz także
Maciej Zinkiewicz OFMCap.
Wbrew pozorom, właśnie brak pozwolenia sobie na emocje powoduje, że „wybuchamy”. Odczekujemy dwie, trzy godziny, a potem robimy focha z przytupem i tydzień ze sobą nie rozmawiamy. Albo na kogoś krzyczymy czy też obmawiamy go miesiącami. Dlaczego? – wyjaśnia psycholog, Mateusz Roman Hinc OFMCap w rozmowie Maciej Zinkiewicz OFMCap.
 
ks. Jerzy Olszówka SDS
Umiarkowanie jest cnotą moralną, która pozwala opanować dążenie do przyjemności i zapewnia równowagę w używaniu dóbr stworzonych. Zapewnia panowanie woli nad popędami i utrzymuje pragnienia w granicach uczciwości. Osoba umiarkowana kieruje do dobra swoje pożądania zmysłowe, zachowuje zdrową dyskrecję i nie daje się uwieść...
 
o. Jerzy Zieliński OCD
Życie aż nadto wyraźnie, w jasnym świetle, pokazuje naszym oczom prawdę o ludzkiej nędzy. Gdy zawiodą misternie układane plany, gdy po raz kolejny upadamy w grzech, z którym tak długo już się zmagamy, gdy usłyszymy o sobie coś, co podcina skrzydła, gdy mija czas młodości, a w różnych dolegliwościach pojawiają się pierwsze zwiastuny starości, gdy nagłe zdarzenie pozbawia dobrego zdrowia i możliwości bycia człowiekiem aktywnym i samodzielnym, wówczas dane jest nam poznać najistotniejszą prawdę o człowieku. 
 
 
___________________
 
 reklama