logo
Sobota, 04 lipca 2020 r.
imieniny:
Elżbiety, Teodora, Aureli, Malwiny, Zygfryda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Józef Augustyn SJ
Zanim podejmę ostateczną decyzję
Mateusz.pl
 
fot. Hian Oliveira | Unsplash (cc)


W niniejszej refleksji będziemy odwoływać się często do Pamiętnika bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego, który może być dla alumnów patronem rozeznania i zaangażowania w powołanie kapłańskie.

 

Bł. Stefan Wincenty jako młody kapłan oddał swoje życie w obozie koncentracyjnym w Dahau w posłudze ludziom umierającym na tyfus plamisty. Zaraziwszy się sam, zmarł w obozie w opinii świętości na dwa miesiące przez zakończeniem wojny. Ks. Stefan Wincenty pozostawił po sobie Pamiętnik [1], który rozpoczął pisać przed wstąpieniem do seminarium a ukończył dwa lata po otrzymaniu święceń kapłańskich. Zdecydowana większość Pamiętnika odnosi się do okresu seminaryjnego i można by go również nazwać „dziennik duszy alumna”. W zapiskach Błogosławionego ujawnia się z jednej strony jego niezwykła osobowość, z drugiej zaś gorliwe i hojne zaangażowanie w formację duchową i ludzką. Pamiętnik ukazuje, iż ofiarna posługa kapłańska w obozie koncentracyjnym i męczeńska śmierć ks. Frelichowskiego, nie była dziełem przypadku, ale owocem współpracy z łaską, wielkiego zaangażowania w przygotowanie do kapłaństwa i „decyzji” dążenia do świętości. Jako alumn Frelichowski modli się w czasie rekolekcji: „Boże, dopomóż i daj mi przyjść do nieba, daj mi dobrą śmierć i daj się przy śmierci z Tobą pojednać. Boże mój, tak pragnę Cię kochać, tak pragnę być Twoim, tak pragnę być świętym Twoim, bo chcę blisko Ciebie stać, Ciebie poznać Boże mój” (Pamiętnik, 87). Bóg wysłuchał modlitwy Stefana Wincentego i spełnił pragnienia jego serca. Mimo całej żarliwości duchowej błogosławionemu Stefanowi Wincentemu w okresie seminarium nie były bynajmniej oszczędzone rozterki związane z wyborem drogi życia kapłańskiego i zgodą na celibat. I może właśnie dlatego z „Dziennika” bije niezwykły autentyzm i piękno jego młodzieńczych zmagań o odkrycie drogi własnego powołania oraz wierność Bogu i sobie.

 

Doniosła decyzja


Ostateczną decyzję alumn przygotowuje w ciągu długich lat formacji seminaryjnej i zakonnej. Decyzja poświęcenia całego życia na wyłączą służbę Bogu i ludziom w kapłaństwie czy też życiu zakonnym rośnie w młodym człowieku powoli, stopniowo i nie bez jego osobistego zaangażowania i pracy.

 

Decyzja poświęcenia się na służbę w kapłaństwie czy życiu zakonnym jest niezwykle doniosła; jest to decyzja ważna i wielka. Jest to także decyzja o ogromnych konsekwencjach życiowych. Stąd też wymaga ona od młodego człowieka ogromnej odwagi, rozwagi, najwyższej odpowiedzialności i ducha ofiary. O tej odpowiedzialności za podjęcie dobrej decyzji przed przyjęciem święceń bł. Wincenty Frelichowski pisał: „Powziąć mam decyzję jeszcze raz. Poznać wolę Boga w stosunku do mnie i zdecydować się pójść za nią. Od decyzji tej zależy moje potępienie czy zbawienie. Od decyzji tej zależą może ważne wypadki, które zaważą na dziejach jednego pokolenia. Od łask, które mi Bóg (...) ześle, zależy może moja cała działalność, może zbawienie i szczęście wielu dusz, lub też z niewykorzystania tych łask niemożność ich nawracania. Szczególnie modlitwy mi trzeba. Nieustannej” (Pamiętnik, 187).

 

Ostateczna decyzja bycia księdzem jest nieodwoływalna. W posoborowym zamęcie, wobec wielu rezygnacji ze sprawowania funkcji kapłańskiej i z życia zakonnego, w niektórych lokalnych wspólnotach kościelnych usiłowano stworzyć teorie „powołania czasowego”, które miałoby uzasadniać świadomą i wolną rezygnację z życia zakonnego czy też z posługi kapłańskiej. Kościół zdecydowanie odrzucił taki punkt widzenia uznając go za swoistą racjonalizacja niewierności wobec powołania kapłańskiego czy zakonnego. Kościół trwa niezmiennie w przekonaniu, iż kapłaństwo jest powołaniem i darem na wieki (por. Hbr 5, 6). Aby uzasadnić nieodwołalność decyzji przyjęcia święceń kapłańskich Jan Paweł II porównuje ją często do zawarcia związku małżeńskiego. Odwołanie po święceniach decyzji pełnienia funkcji kapłańskiej czy też porzucenie życia zakonnego jest niewiernością. Paweł VI w encyklice poświęconej celibatowi nazywa ją „bolesną dezercją”. Dezercja z kapłaństwa czy życia zakonnego jest bolesna nie tylko dla samego kapłana, zakonnika, ale także dla wspólnoty Kościoła, w której żyje ksiądz: wiernych, którzy mu zaufali, dla jego rodziny, przyjaciół, całej wspólnoty kościoła diecezjalnego i powszechnego. Ksiądz nie reprezentuje bowiem siebie, ale Kościół. „To nie Wicek, nie Frelichowski będzie rozgrzeszał, konsekrował, kazanie głosił — pisze we wspomnianym Pamiętniku bł. Stefan Wincenty. — Nie, to sam Chrystus przeze mnie zastąpiony. Dlatego ja muszę być podobny do Chrystusa. Być prawdą, drogą i życiem” (Pamiętnik, 239).

 

Młodzi ludzie wstępując do zakonu czy do seminarium na ogół przeczuwają wielkość, odpowiedzialność i ciężar ostatecznej decyzji. Stąd też wielu z nich angażuje się w sposób odpowiedzialny i ofiarny w rozeznanie powołania kapłańskiego czy zakonnego. Codzienny trud osobistej modlitwy, szczerość w sakramencie pojednania, otwartość w kierownictwie duchowym i relacji do przełożonych, korzystanie z dorocznych rekolekcji, ofiarne angażowanie się w życie wspólnotowe, w studia — to ważniejsze formy zaangażowania alumna w rozeznanie powołania. Zdarza się jednak, iż niektórzy alumni — czując ciężar i odpowiedzialność decyzji — usiłują jakby uciec od niej, nie myśleć. Niektórzy odkładają ją na „jutro”. Wielu alumnów mówi sobie: mam jeszcze czas. Jestem dopiero na drugim, trzecim czy czwartym roku. Odkładanie decyzji na ostatnią chwilę jest zawsze wielkim błędem. Taka postawa może bowiem zakończyć się dramatyczną pomyłką.

 

Czy ja się nie pomylę?


Czy ja, podejmując ostateczną decyzję, nie pomylę się? Czy nadaję się na księdza, zakonnika, z wszystkimi moimi wadami, i brakami? Czy będę zdolny zachować celibat? Takie wątpliwości towarzyszą wielu ludziom młodym w ich drodze do kapłaństwa i życia zakonnego. Wątpliwości te są czymś naturalnym. Byłoby raczej rzeczą dziwną, gdyby młody człowiek mający dokonać tak ważnej ostatecznej decyzji nie miał nigdy żadnych wątpliwości. Rodziłoby się wówczas pytanie: skąd ta wielka pewność siebie?. Czy nie jest to przypadkiem wyraz pewnej naiwności życiowej, która nie chce widzieć trudności, wymagań i trudów życia? Czy nie jest to wyraz iluzji.

 

Bł. Stefan Wincenty doświadczył wielu wątpliwości na drodze swojego powołania kapłańskiego. Jeszcze przed wstąpieniem do seminarium pisze o swoich wątpliwościach: „Chciałbym być księdzem, by móc do Boga zanosić modlitwy, by za te wszystkie ofiary, które są wymagane od księdza mieć tę wielką nagrodę: czynić, spełniać Ofiarę Świętą. Piastować Jezusa w swych rękach. (...) Spełniać tę świętą służbę Bożą, to moje największe życzenie, marzenie od dzieciństwa! I teraz stojąc u progu lat szkolnych, stojąc na bezdrożu życia mam się zastanowić, czy spełnię to powołanie, ten głos Boży wołający w mej duszy, czy też wybrać sobie inny zawód. Zastanowić się mam, czy może w innym zawodzie byłbym pożyteczniejszy, czy mógłbym lepiej wypełnić słowa Chrystusa i będąc mężem rodziny, żyjąc w społeczeństwie, być kapłanem świeckim, wypełnić swe życie według poleceń Akcji Katolickiej i wprowadzić w czyn cel Sodalicji: przez uświęcenie siebie samego uświęcić stany i przez stany społeczeństwo” (Pamiętnik, 23–25). Wątpliwości te nie skończyły się bynajmniej w seminarium. Jako alumn bł. Stefan Wincenty pisał: „Wiem z poprzedniego roku, że to wahanie moje ujemnie wpłynęło na mój rozwój życia duchowego. Teraz trzeba z tym skończyć i może Bóg Wszechmocny w Swej dobroci udzieli mi tej łaski i oświeci mnie co do mego powołania i usunie tę niepewność i rozterkę w życiu moim, która mi od roku przeszło nie daje chwili spokoju. Pobyt w seminarium to ćwiczenie na kapłana, to wydoskonalenie siebie na przewodnika ludu, na zastępcę Chrystusa na ziemi. Ja zaś jeszcze nie wiem, czy chcę być kapłanem. To moje fatum, to jest, co mnie zabija, to niezdecydowanie” (Pamiętnik, 78).

 

Podobnych wątpliwości doświadcza dziś bardzo wielu alumnów, którzy traktują powołania do kapłaństwa i życia zakonnego z całą odpowiedzialnością. Kandydatowi na kapłana potrzebna jest jednak głęboka wiara, iż angażując się szczerze i z hojnością w rozeznanie powołania jest zdolny podjąć ostateczną decyzję, która „na pewno” nie będzie pomyłką, ale będzie decyzją pewną, trwałą i wierną.

 

Co jednak konkretnie należałoby robić, aby decyzja nie okazała się pomyłką? Trzeba spełnić trzy warunki: po pierwsze: odwołać się do łaski powołania; po drugie współpracować z nią podejmując osobisty trud formacji ludzkiej i duchowej; oraz po trzecie współpracować ze wspólnotą Kościoła. Powołanie do kapłaństwa i życia zakonnego rodzi się we wspólnocie Kościoła i ona też rozeznaje jego autentyczność.

 

Łaska powołania


Powołanie kapłańskie i zakonne jest zawsze łaską. Nikt nie można „wziąć” sobie samemu powołania kapłańskiego czy zakonnego. Zdarza się, iż młodego człowieka fascynuje życie kapłańskie, ale jednocześnie „wewnętrznie wie”, że nie jest to jego droga; jest świadom, że Bóg go nie powołuje. Z drugiej strony zdarza się nierzadko, iż kandydat do seminarium czy też alumn „czuje wewnętrzne przynaglenie” do życia kapłańskiego, choć „po ludzku” rzecz biorąc wolałby zawrzeć związek małżeński i założyć rodzinę. Już będąc w seminarium alumn Stefan Wincenty napisał w swoim Pamiętniku znamienne słowa: „A suknia kapłańska stanowi tak wielką zaporę. Wyrzec się zupełnie swojego ja. Dobrowolnie przyjąć na siebie tak ciężkie więzy. Brr… aż zimno mi się na tę myśl robi. Czasami czuję wstręt do kapłaństwa, że ta praca nie przynosi właściwego owocu” (Pamiętnik, 61). Wierny Bogu i sobie decyduje się jednak na kapłaństwo, ponieważ łaska powołania okazała się w jego życiu silniejsza. Lata formacji kapłańskiej czy zakonnej winny być czasem gorliwej modlitwy o jasne odczytanie powołania, o światło wewnętrzne dla podjęcia ostatecznej decyzji. Winniśmy się modlić zarówno o światło w rozeznaniu powołania, jak też o wytrwanie w nim.

 

Jeżeli Bóg daje nam łaskę powołania, to opowiadając się za nią nie możemy się pomylić. Człowiek nie myli się nigdy, kiedy idzie za tym, co Bóg mu każe. Do takiej modlitwy zachęca siebie i nas Bł. Stefan Wincenty Frelichowski: „Modlitwa o wytrwanie, o dobre wykonywanie swych obowiązków duchowych jest rzeczą bardzo potrzebną. Ilu bez niej ginie. Ile bez niej złego. Zadaniem kleryka w z seminarium, a szczególnie w czasie rekolekcji, to upewnić się o swym powołaniu, upewnić się, że Bóg chce, by on został kapłanem. Usilną modlitwą i zastanowieniem się, co go skłoniło, by pójść do seminarium, zdoła za łaską Bożą poznać, czy ma powołanie. Takie upewnienie jest rzeczą bardzo ważną” (Dziennik, 103).

 

Oby odczytać łaskę powołania trzeba wejść w „logikę” i „porządek łaski”. Jest to logika, porządek Boski, odmienny o logiki i porządku ludzkiego. Stąd też, by podjąć mądrze i odpowiedzialnie ostateczną decyzję o przyjęciu święceń kapłańskich czy też złożenia wieczystych ślubów zakonnych nie wystarczy odwołać się do rozumowania czysto ludzkiego; do rozeznania strat i korzyści. Nie można też odwołać się jedynie do własnych odczuć, pragnień i potrzeb ludzkich. W logikę i porządek łaski wchodzimy najpierw poprzez otwarcie na Boga i jego miłość, a nie poprzez analizę własnych ludzkich odczuć, potrzeb i pragnień. Łaska powołania kapłańskiego i zakonnego ujawnia się także poprzez ludzkie pragnienia, choć nie są one bynajmniej jego pierwszorzędną siłą.

 

Zaangażowanie duchowe


Innym podstawowym warunkiem rozeznania i rozwoju powołania kapłańskiego i zakonnego, jest osobiste, wewnętrzne zaangażowanie. Łaska powołania nie jest bynajmniej podobna do posągu ze spiżu. Jest ona raczej podobna do delikatnego ziarna, które wymaga żyznej i spulchnionej gleby. Jeżeli ziarenko pozbawimy żyznej gleby i wody, obumrze nie wydając owocu. Podobnie bywa z powołaniem kapłańskim i zakonnym.

 

Kiedy po kilku latach pobytu w seminarium alumn doświadcza wątpliwości w powołaniu, wówczas — zanim podejmie jakąkolwiek decyzję, winien zadać sobie kilka podstawowych pytań: Czy jestem zaangażowany w modlitwę? Jak się modlę? Ile czasu poświęcam modlitwie? Czy jestem uczciwy wobec własnego sumienia? Czy angażuję się w przygotowanie do kapłaństwa? Co robię, by rozeznać zdatność do celibatu? Czy jestem szczery w rozmowach kierownictwa duchowego? Jak angażuję się w całą formację seminaryjną? To tylko niektóre — raczej przykładowe — pytania, które winien zadać sobie każdy alumn kilkakrotnie w trakcie przygotowania do kapłaństwa, a nie tylko w chwilach większych wątpliwości. Jakiż sens miałoby dążenie do służenia Bogu, jeżeli nie żyje się Bogiem? Jaki sens miałoby sens dążenie do służenia ludziom, jeżeli kręcilibyśmy się wokół siebie i we wszystkim szukalibyśmy tylko własne korzyści? Osobiste zaangażowanie w rozeznanie i rozwój powołania kapłańskiego i zakonnego wymaga trudu, zmagania, wewnętrznej walki. W kapłaństwie i życiu zakonnym rezygnujemy bowiem z tego, co według ludzkiej natury jest dobre i przynależy do godnego życia ludzkiego: z życia małżeńskiego, rodzinnego, z codziennego pełnienia własnej woli, układania sobie życia według własnych planów. Rezygnacja z tych wartości musi być zakorzeniona w większej i głębszej wartości. Tylko powołanie Boga usprawiedliwia rezygnację z ludzkiej miłości narzeczeńskiej, małżeńskiej i rodzicielskiej. Bł. Stefan Wincenty wspominając swoją pierwszą młodzieńczą miłość pisze: „Dziękuję Ci za nią Boże. Dziś już tylko na dnie serca ona spoczywa. A serce me całe pragnie do Ciebie, pragnie miłować już tylko Ciebie. Dziękuję Ci za to pragnienie dzieci i ogniska domowego z żoną ukochaną. Składam je Tobie w ofierze. A w zamian to postanawiam: Miast dzieci swoich będę dzieci innych wychowywał i do Boga prowadził, urabiał ich dusze. Tworzył z nich prawdziwych ludzi. Pracował, zapobiegał, jak ich ojciec duchowy. Miast ogniska domowego własnego będę apostołem dobrego życia w rodzinie; harmonijnego, po Bożemu pojętego współżycia małżonków i prowadzenia rodziny. Uczyć będę o wzajemnym szacunku i miłości, jakie mają panować w gronie najbliższych, by przez rodzinę doszli do udoskonalenia siebie i do swego celu, do Boga. Miłość wśród ludzi ma być odblaskiem miłości Bożej. Szerzyć będę szczególnie u młodzieży wszelkimi środkami zrozumienie prawdziwej miłości” (Dziennik, 174).

 

Współpraca z wychowawcami


Aby się nie pomylić przy podejmowaniu ostatecznej decyzji, trzeba konieczne współpracować ze wspólnotą Kościoła. Powołania kapłańskie i zakonne rodzą się w łonie wspólnoty Kościoła. Ona je także rozeznaje. Doświadczenie wielu wieków tradycji chrześcijańskiej ukazuje, że żywe wspólnoty Kościoła w sposób spontaniczny i naturalny stają się źródłem licznych powołań kapłańskich i zakonnych. Jeżeli w jakiejś wspólnocie diecezjalnej czy nawet parafialnej brak jest powołań, wówczas wspólnota ta winna rozeznawać, dlaczego jest bezpłodna w powołania. Przyczyną braku powołań może być brak świadectwa wiary wspólnoty, szczególnie duszpasterzy, brak modlitwy o powołania. Jezus mówi jasno: Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo (Mt 9, 38).

 

Alumn nie dąży do kapłaństwa i nie podejmuje ostatecznej decyzji sam. Jest więc rzeczą bardzo ważną, by pamiętał o tej podstawowej prawdzie na co dzień, szczególniej w zaś w trudnych chwilach: w czasie wątpliwości, w zniechęceniu, w chwilach załamań. Wspólnota Kościoła nie tylko pomaga rozeznać powołanie. Ona także czuje się współodpowiedzialna za jej podjęcie. Na jedną ostateczną decyzję o święceniach kapłańskich czy też dopuszczeniu do życia zakonnego składają się dwie odrębne i niezależne od siebie decyzje: decyzja zainteresowanej osoby oraz decyzja przełożonego wspólnoty Kościoła. Nikt alumnowi nie może powiedzieć: musisz przyjąć święcenia. Ale też alumn nie może żądać, by mu udzielono święceń kapłańskich. Ostateczną decyzję podejmuje on we współpracy z przełożonym, który — jako przedstawiciel wspólnoty Kościoła — jest dla niego świadkiem samego Chrystusa.

 

Szczerość, otwartość i lojalność wobec ludzi, których daje alumnowi wspólnota Kościoła za przewodników, jest ważną gwarancją, że alumn nie pomyli się w podejmowaniu ostatecznej decyzji. Otwartość wobec wychowawców, szczególnie zaś wobec ojca duchownego jest znakiem otwartości wobec Boga. Otwartość i hojność serca jest tylko jedna: otwartość i hojność wobec ludzi jest znakiem otwartości i hojności wobec Boga; zaś otwartość i hojność wobec Boga czyni ludzi spontanicznie otwartymi i hojnymi wobec bliźnich. Dobra formacja seminaryjna czy zakonna wymaga, by od samego początku pokonać lęki wobec autorytetu i nawiązać ścisłą współpracę z wychowawcami, szczególnie zaś z ojcem duchownym. Za dialog kierownictwa duchowego, czy też dialog formacyjny z wychowawcami jest odpowiedzialny również alumn. To on sam decyduje o tym, co jest przedmiotem spotkania i dialogu: jakie sprawy, problemy, pragnienia czy potrzeby. Bł. Stefan Wincenty w czasie kolejnych rekolekcji seminaryjnych odkrywa wielką doniosłość kierownictwa duchowego, stąd też podejmuje postanowienie: „Częściej będę do niego [kierownika duchowego]chodził na konferencje. Z całą szczerością przedstawię mu stan duszy, zamierzenia, trudności itd. Mam nadzieję, że przez to wyrobię sobie także większą delikatność sumienia” (Dziennik, 230).

 

Jeżeli alumn byłby zamknięty w sobie, skryty, zalękniony, dialog wychowawczy byłby wówczas praktycznie niemożliwy. W sprawach ludzkich — osobistych, intymnych, a takim jest powołanie kapłańskie, niemożliwy jest bez jego spontanicznej szczerości. Stawianie pytań w spotkaniu kierownictwa duchowego czyni je zazwyczaj przykrym i najczęściej mało owocnym. Otwartość wobec spowiednika, ojca duchownego czy przełożonego sprawia, że wszystkie zamiary i pragnienia alumna stają się przejrzyste. Piękny przykład lojalności wobec przełożonych daje również w swoim Pamiętniku bł. Wincenty Frelichowski: „Boska Opatrzność sprawiła, że takich a takich mam przełożonych, że takie wydano reguły, obowiązki. Boska Opatrzność chce, bym w takich okolicznościach przygotowywał się do kapłaństwa, bym uświęcał siebie. O! Panie uznaję w moich przełożonych, w ich rozporządzeniach wolę Bożą. Dążę do poznania Ciebie przez znalezienie i wypełnienie woli Twojej. Dlatego nie będę krytykował ani przełożonych, ani ich rozporządzeń, bo to Twoja święta wola, a jej sumienne przestrzeganie to przeobfite źródło uświęcenia” (Pamiętnik, 102–104).

 

Wspólnota braci i przyjaciół w Panu


Innym ważnym wymiarem wspólnoty Kościoła, która odgrywa decydującą rolę w rozeznaniu i rozwoju powołania, jest wzajemne braterstwo i przyjaźń między alumnami. Alumni nie powinni się traktować jedynie jako studenci, którzy razem żyją i wspólnie dążą do kapłaństwa, ale przede wszystkim jako wspólnota „braci i przyjaciół w Panu”, którzy poprzez wzajemną miłość dają Jezusowi świadectwo. W seminarium nie tylko „wychowawcy” wychowują, ale także — może nawet skuteczniej — sami alumni wychowują się nawzajem. Wspólnota braterska i przyjacielska alumnów bywa może nie zawsze docenionym elementem formacji do kapłaństwa. Zbyt mało refleksji, uwagi i troski poświęca się życiu wspólnotowemu w seminarium. Toczy się ono nieraz w sposób naturalistyczny, co sprawia, iż dochodzą nieraz do głosu przede wszystkim ludzkie mechanizmy i one decydują o klimacie panującym we wspólnocie seminaryjnej. Aby w seminarium mogła powstać wspólnota braci i przyjaciół w Panu, konieczne byłoby większe zaangażowanie zarówno wychowawców jak i samych alumnów. Potrzebna byłaby także pewna koncepcja życia wspólnotowego. Alumni winni mieć świadomość, że ich wzajemny sposób życia we wspólnocie przygotowuje ich do życia pośród braci kapłanów i wiernych, do których będą wysłani. W jaki sposób alumni traktują się wzajemnie dzisiaj, w taki też sam sposób jutro będą traktować tych, do których Biskup ich pośle. Jeżeli alumn dziś w relacjach z innymi kierują się przede wszystkim własną korzyścią, naturalną sympatią i antypatią, jutro w taki sam sposób będzie traktował innych. Z drugiej jednak strony, jeżeli dziś zdobywa się na otwartość, życzliwość, braterską pomoc i ofiarną miłość, jutro będzie zachowywał się tak samo wobec moich uczniów, penitentów czy parafian. Alumn w trakcie formacji we wspólnocie braci i przyjaciół winien nauczyć się rozwiązywania konfliktów, wzajemnego przebaczenia, sztuki negocjacji w trudnych sprawach, sztuki przyjaźni, współpracy ze świeckimi itp.

 

I w tym wymiarze piękny przykład daje jako alumn Stefan Wincenty Frelichowski. Wspominając pewne wakacje, które organizował pisze: „Sama trasa wycieczki mnie dziś zupełnie nie pociąga. Tylko obowiązek pracy społecznej, potem przeświadczenie o jej ważności dla kolegów, ich własnego wyrobienia i koleżeńskiego oraz ważności dla przyszłej pracy harcerskiej w Seminarium i innego bardziej szczerego, naturalnego, młodzieńczego tu ducha. Dlatego rezygnując z osobistych marzeń wakacyjnych chętnie podejmę się trudu prowadzenia tej wycieczki i nie obawiam się żadnych przykrych konsekwencji ze strony władz seminaryjnych. Działam z czystego przeczucia ważności tej sprawy, z poczucia dobroci i jej, moim zdaniem, legalności. Cieszę się zaś, że koledzy sami poczynają objawiać zapał. Uważam, że mimo trudu i czasu przyniesie ta wakacyjna wyprawa swój plon obfity. Spokojny o mnie i kolegów ruszam i działam. (...) Idę odważnie po harcersku i tu sobie stawiam hasło „mierz siły na zamiary”. Zamiar jest, a siłę muszę znaleźć. I znajdę, bo muszę” (Dziennik, 159).

 

„Dusze przede wszystkim”


Obok bezpośredniej małej wspólnoty braci i przyjaciół w Panu w formacji kapłańskiej konieczne jest także doświadczenie wspólnoty Kościoła powszechnego. Każdy kapłan przynależy do Kościoła powszechnego jako Mistycznego Ciała Chrystusa i winien nosić w sobie troskę o cały Kościół. Troska ta wyraża się w codziennej modlitwie w intencji całego Kościoła i za cały Kościół. To właśnie na bazie troski o cały Kościół Duch Święty wzbudza w kandydatach do kapłaństwa powołania misyjne. Powołanie misyjne nie narodzi się w umyśle ciasnym, zalęknionym sercu, które ucieka od trudu i ofiary a zajmuje się jedynie światem własnych potrzeb. Powołania misyjne rodzą się już w sercach nastolatków. Jest to owoc łaski oraz szerokiego i hojnego serca, które — posłuszne Jezusowi — myśli i czuje jak On: o zbawieniu wszystkich ludzi. Alumni winni żywo interesować się życiem Kościoła powszechnego, misjami, czytać dokumenty Stolicy Apostolskiej odnoszące się do ich posługi. Winni też interesować się życiem diecezji, w której żyją i dla której będą pracować w przyszłości. Takie szerokie zainteresowania ochronią ich przed karmieniem się małymi konfliktami i nieporozumieniami, które istnieją w każdej ludzkiej wspólnocie; tam, gdzie ujawnia się bogactwo i różnorodność ludzi, tam też ujawnia się wielość spojrzeń, ludzkich pragnień i potrzeb, a nierzadko także konfliktów i trudności. Taką apostolską szerokość spojrzenia i gorliwość o zbawienie wszystkich dusz, szczególnie zaś umierających — odkrywamy w Pamiętniku bł. Stefana Wincentego: „Skoro tylko duszom grozi niebezpieczeństwo moc (...) budzi się w kapłanie, choćby była zawieszona przez Kościół. Przy łożu umierającego tracą moc wszystkie wyroki wydane przez niegodnego kapłana; upust Boskiego życia otwiera się znowu. Nie trzeba, by cokolwiek tamowało swobodne krążenie tego życia. Nie trzeba by były tu jakie przerwy i tamy. Dusze przede wszystkim” (Pamiętnik, 181). Tuż przed święceniami kapłańskimi napisze w Pamiętniku: „Mam być kapłanem, nie dla uświęcenia siebie tylko, lecz kapłanem dla ludzi. I wiem, że na każdym stanowisku, jakie w życiu zająć mogę, pracować dla dusz powinienem” (234). Pracował dla dusz trzy lata na wolności i prawie sześć lat w obozach koncentracyjnych. Oddał życie przy posłudze duszom: spowiadając i pocieszając śmiertelnie chorych na tyfus plamisty w obozie koncentracyjnym w Dahau. Ponieważ duszom grodziło niebezpieczeństwo, obudziła się w nim kapłańska moc, która zaprowadziła go do chwały męczeńskiej śmierci

.

***


Nasze rozważania zakończmy piękną modlitwą z Pamiętnika bł. Stefana Wincentego o dobre rozeznanie powołania kapłańskiego: „Daj mi Panie łaskę, bym żywo ocenił Twą wolę, bym poznał jasno czym jest powołany. Daj mi tę łaskę, o którą od lat modlę się. Daj mi uczynić stanowczą decyzję w życiu. Daj mi rozum jasny i życie piękne, i pracowite do ostatnich granic, a Ty bądź motorem mej pracy, jej całym motywem. Przyjdź Królestwo Twoje. Bądź chwała Tobie, niech to będzie żywym moim ideałem, celem pracy. Na każdym stanowisku. A szczególniej się je spełnia na stanowisku kapłana. Daj mi łaskę nim zostać. (...) Zabierz zupełnie mą wolę i pociągnij mnie do siebie. Boże, serce moje zostawiam otwarte na działanie Twej łaski. Zawsze i w każdej chwili. I czekam Panie i zupełnie oddaję się, Panie, woli Twojej. Przyjdź, Panie, wezwij mnie do winnicy Twojej na pracownika” (Pamiętnik, 162–163).

 

Józef Augustyn SJ

mateusz.pl


Konferencja wygłoszona do alumnów w czasie Krajowego Kongresu Powołań „Posłani w III Tysiąclecie”, który odbył się na Jasnej Górze w dniach 19–21 V 2000 roku. Zob. Homo Dei, 3(2000)256, s. 24–33.

__________________

Przypis:

 

[1] Stefan Wincenty Frelichowski, Pamiętnik 1929–1939 (maszynopis), Kuria Diecezjalna w Toruniu. Numery podawane w nawiasach oznaczają strony rękopisu Pamiętnika.

 
Zobacz także
Bożena Paruch

Melancholia, smutek, przeradzający się czasem w depresję, zaczyna być częstszym niż dawniej zjawiskiem wśród dzieci i młodzieży. Niechęć do szkoły, do wychodzenia z domu, do podejmowania aktywności, niepokoi wychowawców młodzieży. Wydaje się, że rośnie pokolenie młodych ludzi z zaniżoną samooceną i skłonnościami depresyjnymi. Kiedy rodzic informuje pedagoga szkolnego o takim problemie, szuka on przyczyny izolowania się ucznia i dąży do udzielenia pomocy.

 
Ks. Andrzej Orczykowski SChr
Począwszy od 1997 r. - 2 lutego - w Święto Ofiarowania Pańskiego obchodzony jest Światowy Dzień Życia Konsekrowanego. Cel tej inicjatywy jest potrójny: uroczyste uwielbienie Boga i dziękczynienie za dar życia konsekrowanego, przyczynienie się do lepszego poznania i szacunku dla życia konsekrowanego oraz uświadomienie sobie niezastąpionej misji osób konsekrowanych w Kościele i w świecie...
 
Ks. Mariusz Pohl
Jak łatwo ulegamy tu przekonaniu, że w życiu wszystko zależy od pieniądza: i sukces w pracy i w życiu towarzyskim, i szczęście, i zdrowie, i kariera, może nawet zbawienie też. Mit, że pieniądz jest najważniejszy, że potrafi zaradzić wszelkim życiowym problemom, rozwiązać wszelkie kłopoty i zapobiec nieszczęściom, jest zgubny w skutkach. Bo odwraca naszą uwagę od rzeczywistych rozwiązań i od obszarów życia, gdzie należy naprawdę skupić wysiłki i gdzie te wysiłki przyniosą realne owoce.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー