logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Marek Rybiński
Czasami tracę kontakt z rzeczywistością
Misje Salezjańskie
 


 
List ks. Marka Rybińskiego pracującego na misjach w Tunezji.
 
 Gdy tak żyję z dnia na dzień - trochę żartem powiem - boję się jednego, że w swoim rozwoju powrócę przynamniej do 5 klasy szkoły podstawowej. Przyczyna - ciągłe przebywanie z dziećmi i codzienny kurs języka francuskiego z piątoklasistami ramię w ramę w ławce (prezentuję taki poziom francuskiego jak tunezyjskie dziecko z piątej klasy, które już w niektórych przypadkach naprawdę płynnie potrafi się wyrażać). Siedzę więc w ławce i powtarzam klasę piątą… i się uczę. Reakcje też mam jak dziecko (i nawet ostatnio mama mi napisała, że dzieciaki mnie lubią, bo widzą bratnią duszę dziecka). Niedawno, też razem z ekipą ze szkoły i moim etatowym przewodnikiem Neżym, który pokazuje mi piękno Tunezji, byłem w Korbusie. Cudo! Widziałem jakąś posiadłość książęcą, dech w piersiach zabiera. Widziałem kościół katolicki w Beja zamieniony na bibliotekę, cmentarz katolicki zdemolowany i zapuszczony, cmentarz wojskowy armii europejskich - cudnie utrzymany, widziałem góry, a w nich pustelnie wbudowaną w skałę, do której tylko można się dostać za pomocą lin.
 
Dochodzimy do miejsca gdzie objawiła się w sposób wybuchowy moja dziecięca natura i dramatyczne cofanie w rozwoju do stadium dziecka. Nagle w czasie drogi zobaczyłem osła, który gdy zatrzymałem samochód na polnej drodze, położył się dwa metry przed samochodem, zaczął się tarzać jak dziecko w piasku i śmiać się! (tak mi się wydawało!). To było coś niesamowitego, takiego czegoś nie da się zapomnieć do końca życia - wyskoczyłem z aparatem z samochodu, ten osioł (za przeproszeniem) przestał się tarzać - zacząłem z nim rozmawiać żeby tarzał się dłużej a on miał w nosie moje prośby, gdy byłem gotowy do robienia zdjęć wstał i sobie poszedł tupałem nogami jak dziewczynka z 1 klasy, która robi czterdzieste podejście bym wziął ją na ręce i zrobił huśtawkę i niestety dostaje kosza, bo już nie mam na to siły. Tupałem jak ona i wtedy zobaczyłem śmiejących się w samochodzie nauczycieli. Musiałem im wyjaśnić, że buty mi się zabrudziły. Nie dali się przekonać i dalsze dziesięć minut przemilczałem uważając, żeby mi z samochodu nie powypadali ze śmiechu. I takie niebezpieczeństwa, prócz malarii (oczywiście w głębi Afryki), czekają na misjonarzy. Mam na myśli cofanie się w rozwoju.
 
Nie ma drugiego takiego okna na świecie 
 
Wrażenie, że dziedzictwo kulturalne muzułmanów-Tunezyjczyków to w wielu wypadkach piękne obiekty związane z chrześcijaństwem, dotarło do mnie też po drugiej wizycie w Kartaginie. Oto dostaliśmy zaproszenia na koncert Chopina i kilku innych kompozytorów. Odbywał się we wnętrzu wspaniałej, po chrześcijańskiej bazyliki, w miejscu, które dotykał swoją obecnością choćby św. Augustyn czy św. Cyryl. Michał Pietrzak, bo tak się nazywał pianista grał świetnie, choć ja słuchania muzyki klasycznej ciągle się uczę. Nawet wspaniałą polszczyzną powiedział mi staropolskie dobry wieczór, gdy przedstawiłem się mu w przerwie koncertu. I to wszystko w jednym z najpiękniejszych obiektów Tunezji, w byłej katedrze chrześcijańskiej.
 
Pozwólcie teraz, że przeniosę was na momencik do swojego pokoju, który zresztą bardzo lubię. Niech nikt nie myśli, że długo w nim przebywam. Piszę o nim, bo ma po prostu swój klimat i okno, które chwyta tyle różnych dźwięków i potrafi przekazywać tyle różnych doznań. Nie ma chyba takiego drugiego okna na świecie... Czasami będąc tutaj tracę kontakt z rzeczywistością, to znaczy poczucie gdzie właściwie jestem. Niektóre dźwięki, miejsca, osoby tak do złudzenia przypominają mi miejsca, które znam z Polski, że się w swoich myślach zapominam. Zresztą takie zapominanie zdarza mi się przy innych też okazjach. W przypływie wzniosłych uczuć czy przebywania w czyimś towarzystwie, które sprawia mi wiele radości, zaczynam mówić po polsku, wyrażając spontaniczne swoje uczucia, dziwiąc się, że mnie nikt nie rozumie. Chociażby to miejsce w przydrożnym barze, który ostatnio odwiedziliśmy, żegnając cudny Korbus… Gdy pan obsługujący nasze miejsce podszedł i zapytał się co chcemy, pospiesznie po polsku wyjaśniłem mu, co chcę. Popatrzył się dziwnie, nie wiedziałem dlaczego.
 
 
1 2  następna
Zobacz także
Agnieszka Słowik
Co takiego skłania tych młodych ludzi, by opuszczali swoje kraje, rezygnowali z wakacji i urlopów, pracy, by choć trochę wspomóc pracę misjonarzy na całym świecie? Co sprawia, że pragną zawieźć kawałek swojego serca innym? Moglibyśmy pomyśleć, że są odważni, porywają się na coś wielkiego. Oni sami jednak tak tego nie postrzegają...
 
Agnieszka Słowik

Od pierwszych chwil trzeba było zmierzyć się z inną rzeczywistością, jakby z innej planety… Bieda i prostota życia ludzi uderzająca, której nie oddadzą żadne zdjęcia ani filmy… Pierwsi misjonarze dotarli do wybrzeży tego kraju pod koniec XIX stulecia. Na tereny pokryte dziewiczym lasem tropikalnym pół wieku później.

 
Piotr Kraśko
W ciągu 63 dni mojego pobytu w Watykanie wydarzyło się tyle ważnych rzeczy, spotkałem tylu wspaniałych, fascynujących ludzi, że nie miałem wątpliwości, że z tego układa się niezwykła opowieść. Ale można ją było spisać dopiero po powrocie do Polski. Tam w Rzymie wydarzenia następowały tak szybko po sobie, że nie mieliśmy czasu, by opowiedzieć więcej o tym co stało się 2 godziny temu, bo w czasie ostatnich 15 minut tyle już się zmieniło...
 
 
___________________
 
 reklama