logo
Piątek, 25 września 2020 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Łukasz Pawłowski SDB
Darmowy dar mowy
Don Bosco
 
fot. Christin Hume | Unsplash (cc)


Skąd młodzi ludzie czerpią swoje wzorce?
 
A co, gdybyśmy dostawali ograniczoną ilość słów, po których mowa by zanikała?
 
Otrzymaliśmy od Pana Boga dar mowy całkowicie za darmo, bez żadnej zasługi z naszej strony. Pytamy się regularnie zarówno samych siebie, jak i naszych wychowanków: jak go wykorzystujemy? Przecież wiemy, zgodnie z tym, co mówił św. Jan Paweł II, że z każdym darem łączy się zadanie. Otrzymaliśmy dar, aby nim służyć, aby wykonać pewne zadanie. Ciekawe jest to, że dziś dysponujemy też wieloma środkami komunikacji społecznej i w jednej chwili możemy się porozumieć z kimś, kto jest na innym kontynencie. Jednak okazuje się, że często zamiast budować relacje – do czego jesteśmy zobowiązani przez Boga, to je niszczymy, źle wykorzystując dar mowy i komunikacji. W pewnym skeczu kabaretu Paranienormalni pojawia się postać Jacka Balcerzaka (fenomenalnie zagranego przez Igora Kwiatkowskiego – tak, tego od Mariolki!), który przychodzi do doktora Prozaka i próbuje rozwiązać swój problem. W pewnym momencie proponuje lekarzowi: „A może byśmy tę sprawę załatwili bez używania słów?”. Mamy tu do czynienia z pewnym paradoksem: mowa zamiast być pomocą okazuje się przeszkodą. Tyle kabaret. Jednak także w codzienności takich przykładów niestety nie brakuje. Także w komunikacji ludzi młodych napotykamy trudności. Szczególnie przyjrzyjmy się agresji w ich języku. Dodajmy jednak: skąd młodzi ludzie czerpią swoje wzorce?
 
Bardzo często jest tak, że agresja, także słowna, ma źródło w potrzebie bycia zauważonym przez dane środowisko. Co jako wychowawcy możemy zrobić? Pójść w głąb, spróbować się przedrzeć przez tę zewnętrzną barierę słownej agresji, dowiedzieć się, dlaczego dana osoba się tak wypowiada? Pamiętam takie spotkanie z pewnym nastolatkiem z Albanii, który uczęszczał na zajęcia do naszego oratorium salezjańskiego w Maceracie we Włoszech. Był niezwykle agresywny w czynach i słowach. Okazało się, że tej agresji doświadczał w swoim domu. Wystarczyło poświęcić mu czas, wysłuchać go, dać się wypowiedzieć i pożalić na swoją sytuację. Nawet nie musiałem dużo mówić, on poczuł się dostrzeżony i w konsekwencji zmienił swoje zachowanie.

Świadectwo dorosłych i wychowawców
 
Pierwszym zadaniem dorosłych i wychowawców jest własne świadectwo. Nie tylko należy mówić o dobrym sposobie wypowiadania się, ale także samemu to pokazać: „Słowa uczą, przykłady pociągają”. Przypominam sobie też historię, którą opowiedział mi niedawno uczeń w szkole. Nie traktuje ona co prawda o agresji słownej, ale jest dość istotna w tym kontekście. Michał wspominał pogadankę, którą przeprowadzili z nim rodzice na początku szkoły podstawowej na temat mówienia prawdy. W pewnym momencie ktoś zadzwonił domofonem, odebrała mama, osoba stojąca przy domofonie pytała o ojca, który natychmiast kiwnął do żony i wyszeptał: „Powiedz, że mnie nie ma”. Ciężko o bardziej spektakularnego wychowawczego samobója! Tym akcentem pogadanka na temat prawdomówności dobiegła końca. Minęło 10 lat, a ten uczeń wciąż pamięta tę sytuację i opowiada o niej jako o antyświadectwie. Rodzice chcieli dobrze, ale dzieci i młodzież są bardzo pilnymi obserwatorami, nie dadzą się nabrać na takie sztuczki.
 
Oprócz świadectwa należy młodzieży zwracać uwagę na wdzięczność. Wdzięczność w ogóle, ale także za ten konkretny dar mowy. Warto wychowywać podopiecznych do bycia wdzięcznymi także za to, że otrzymali ten dar, że mogą się wypowiedzieć. Świadomość tego, że można go stracić, może pomóc w dobrym wykorzystaniu go. Można też postawić takie pytanie: a co, gdybyśmy dostawali ograniczoną ilość słów, po których mowa by zanikała? Jak pisze Katarzyna Nosowska w swojej fascynującej książce pt. „A ja żem jej powiedziała”: „I zastanawiam się, czy gdybyśmy mieli ograniczoną ilość słów do wykorzystania, to czy paplalibyśmy bez opamiętania, czy zostawili sobie jakąś pulę, by móc powiedzieć coś ważnego”? Warto to pytanie postawić swoim dzieciom i wychowankom. Ale przede wszystkim sobie.
 
ks. Łukasz Pawłowski SDB
Don BOSCO 1/2019  
 
Zobacz także
Redakcja Drogi
Dawniej komputery były obok nas – choćby na biurku. Teraz często są przy nas – nosimy komputer w torbie lub smartfona w kieszeni. Czasami są na nas – założone jako smartwatch. Lada moment zostaną wbudowane w okulary rozszerzające rzeczywistość. Nawet nie za 20, ale już za 10 lat komputery będą… w nas. W jakiś sposób wszczepione lub połykane w miniaturowej kapsule. Będą w cudowny sposób monitorować nasze czynności życiowe, ostrzegać o zagrożeniach, a jednocześnie będą rozszerzać nasze możliwości i umiejętności.
 
Z Marcinem Koziołem rozmawia redakcja Drogi
 
dr Piotr Kwiatek OFMCap
Często słyszy się stwierdzenie „czas to pieniądz”. Autorami tych komentarzy bywają nie tylko osoby skoncentrowane na biznesie i pomnażaniu własnej fortuny. Mówi tak każdy z nas, zabiegany, żyjący w pośpiechu, w pogoni za dwudziestą piątą godziną doby. Czy jednak ta popularna maksyma jest prawdą?
 
Wanda Półtawska
Sześćdziesiąt lat prowadzę poradnię małżeńską. Spotykam ludzi, którzy zamiast miłością pałają do siebie nienawiścią, krzywdzą się, zdradzają, rozwodzą i porzucają. Nie słuchają Bożych przykazań ani nie liczą się z własną przysięgą. Dlatego tak bardzo potrzeba w naszych czasach takich świętych...
 
 
___________________
 
 reklama