logo
Poniedziałek, 14 czerwca 2021 r.
imieniny:
Bazylego, Elizy, Justyny, Metodego, Michała – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ewelina Steczkowska
Głód Boga jest wszędzie
Idziemy
 


O dorosłych, którzy dzisiaj decydują się na przyjęcie chrztu opowiada misjonarz pracujący w Kazachstanie ks. Zbigniew Bigda w rozmowie z Eweliną Steczkowską
 
Ilu dorosłych doprowadził Ksiądz do tej pory do chrztu?
 
Ochrzciłem ponad 20 osób, ale myślę, że to nie ja doprowadziłem tych ludzi do wiary. Oni przyszli sami, a ja im towarzyszyłem w tej pięknej drodze nawrócenia.
 
Co skłania dorosłych ludzi do decyzji, aby przyjąć chrzest?
 
W Kazachstanie przez 70 lat ubiegłego wieku nie było kościołów, nie było kapłanów, nie było sakramentów. Chrześcijaństwo i inne religie były zakazane. Kazachstan był miejscem zesłania i represji dla różnych warstw społecznych i grup narodowościowych Związku Radzieckiego, w tym dla bardzo licznej grupy Polaków – w latach 30. z terenów, które po traktacie ryskim znalazły się poza granicami RP, a w latach 40. z wywózek prowadzonych na terenach okupowanych przez tenże Związek Radziecki. Wiarę swoim dzieciom przekazywali wtedy rodzice i dziadkowie. Byli też zesłańcy z innych terenów katolickich Związku Radzieckiego, na przykład Niemcy Nadwołżańscy. Nie wszyscy otrzymali, choćby najskromniejszy, przekaz wiary. Były też osoby, które nie miały religijnych rodziców czy dziadków, były wychowywane w ateizmie, komunizmie, nie wiedziały, jak wygląda ksiądz czy siostra zakonna. Jedna z sióstr opowiadała, że trzy lata temu w wiosce Jasna Polana na północy Kazachstanu doszła do grupki bawiących się dzieci i zapytała: „dzieci, a wiecie, kim ja jestem?” Odpowiedziały: „tak, baba jaga”. To pokazuje, jak ludzie niewiele wiedzieli o Kościele.
 
Dopiero w latach 90., po upadku Związku Radzieckiego, pojawił się Kościół w swojej widzialnej, strukturalnej obecności, zauważalnej dla zwykłego człowieka. Zaczęto budować obiekty sakralne, przyjechało więcej księży i sióstr zakonnych, ludzie mogli zobaczyć księdza czy siostrę zakonną w stroju duchownym na ulicy, w sklepie, w urzędzie. Zastanawiali się, kim są ci ludzie i po co przyjechali do Kazachstanu. Teraz wielu mieszkańców, w dzieciństwie wychowanych na ateistów, zaczyna odkrywać w sobie pragnienie Boga. Często przychodzą do wznoszonej lub nowo wybudowanej świątyni – w Kazachstanie kościoły są otwarte przez cały dzień, zawsze ktoś z parafian pełni w nich dyżur – by porozmawiać, otrzymać potrzebne informacje.
 
Kiedy ludzie zaczynają z Księdzem pierwszą rozmowę, to o co najczęściej pytają?
 
Pierwsze pytanie brzmi: „a kto ty jesteś?” A potem: „skąd przyjechałeś?”, „po co i dlaczego chciało ci się przyjeżdżać z Europy do Kazachstanu?”. A ja odpowiadam, że jestem księdzem katolickim z Polski i chcę podzielić się dobrą nowiną, ważną wiadomością. Moja propozycja – mówię – jest ciekawa, bo mam do „zaoferowania” nieśmiertelność, życie wieczne. Jeżeli tylko jest zainteresowanie – mówię – to jestem tu po to, aby tę ofertę bliżej przedstawić.
 
Ludzie podejmują rozmowę wszędzie: na ulicy, w kolejce, w urzędzie. Widać, że są bardzo ciekawi podstawowych spraw, że jest w nich nieokreślone jeszcze i nienazwane pragnienie wspólnoty Kościoła. Od zwykłej, pierwszej rozmowy, zaczyna się formacja człowieka, najpierw małe, a potem coraz większe utożsamianie się ze wspólnotą Kościoła. Aż dochodzi do momentu, kiedy człowiek dorosły prosi o chrzest. Ludzie często mówią, że nikt im wcześniej nie mówił o Bogu, o religii, o Kościele. Nie wiedzieli, że Pan Bóg istnieje, że jest Kościół, że jest wspólnota ludzi wierzących.

Ale mieli głód Pana Boga?
 
Ten głód w mniejszym czy większym stopniu występuje u każdego, bo wiara i spotkanie z Bogiem to naturalne pragnienia człowieka. Ludzie w Kazachstanie mieszkają na stepie, wśród przyrody, na łonie natury. A Pan Bóg objawia się w naturze, w przyrodzie. Miejscowa ludność w sposób pośredni poznaje Boga w dziełach stworzenia, wie, że Ktoś musi być twórcą początku wszystkiego, ale jeszcze nie potrafi nazwać Stwórcy. Ci ludzie intuicyjnie czują, że istnieje Ktoś potężny i dlatego poszukują, a misjonarz w tych poszukiwaniach może pomóc i towarzyszyć w drodze.
 
Jak wyglądają przygotowania do chrztu?
 
Bardzo podobnie jak przygotowania dzieci do I Komunii świętej w Polsce. We wrześniu rozpoczynają się spotkania, które obejmują podstawową katechizację. Są osoby, które chętnie podejmują współpracę z parafią, mocno się angażują, pogłębiają swoją wiedzę religijną. W Kazachstanie duża parafia miejska liczy około 200 osób, jednak w większości parafii ludzi jest o wiele mniej. I właśnie w tych małych parafiach spotkania są indywidualne. Jest też wielu ludzi, którzy mieszkają daleko od kościoła, w tygodniu pracują, więc nie mogą brać udziału w regularnej katechezie – ich spotkania odbywają się rzadziej i na ogół czas przygotowania jest dłuższy.
 
Czego ci ludzie chcą się dowiedzieć o Panu Bogu?
 
Od samego początku pojawia się fascynacja Pismem Świętym, są otwarci na Słowo Boże, zafascynowani faktem, że Słowo Boga jest spisane, że można je przeczytać, rozważać. Choć, oczywiście, na początku wiele spraw jest niezrozumiałych, niejasnych. Dlatego na wspólnych spotkaniach zastanawiamy się, co dana prawda w Piśmie Świętym oznacza, jakie ma dla nas znaczenie.
 
A jakie są oczekiwania nowo ochrzczonych?
 
Na początku nie mają precyzyjnie określonych oczekiwań, udział we wspólnocie Kościoła jest dla nich nową rzeczywistością. Trwa kładzenie fundamentów, katecheza, poznawanie prawd wiary. To dopiero prowadzi do rozumienia i właściwego widzenia Kościoła. Częstym oczekiwaniem, jakie można dostrzec, jest oczekiwanie wspólnoty, serdeczności, która mogłaby pomóc, byłaby wsparciem. Dopiero niedawno skończyła się w Kazachstanie trwająca wiele lat epoka, kiedy ludzie byli zamknięci w sobie, a spowodowały to wszechogarniająca inwigilacja, system policyjny, podsłuchy, donosy. Ludzie nauczyli się wtedy, że nie można być wobec siebie szczerym i otwartym, każdy żył w skrytości, bojąc się jeden drugiego. Teraz powoli to się zmienia, ludzie otwierają się na siebie, bardzo potrzebują poczucia wspólnoty, akceptacji, miłości i serdeczności.
 
Na ile misjonarze wpływają na decyzję o chrzcie?
 
Misjonarze są animatorami życia we wspólnocie Kościoła, nie tylko w sensie religijnym. Parafie stają się centrami patriotyczno-społeczno-religijnymi, czasami na początku ludzie zaczynają przychodzić do parafii, do kościoła, żeby uczyć się języka polskiego, stworzyć wspólnotę polonijną, zaangażować się w działalność społeczną czy charytatywną. Potem odnajdują Pana Boga. To, co robimy w kraju misyjnym, jest uwarunkowane głównie pragnieniami, oczekiwaniami i miejscowymi możliwościami.
 
Nie mam wątpliwości, że ogromną rolę odgrywają znaki zewnętrzne – w postaci obecności budowli sakralnej czy stroju duchownego. Ksiądz w sutannie czy siostra zakonna w habicie na ulicy jest czytelnym znakiem i od tego zaczynają się pierwsze, pozornie nic nie znaczące rozmowy.
 
W mojej poprzedniej parafii Ekibastuz była dziewczyna, która przygotowywała się do matury i prosiła mamę o zgodę, aby w tym czasie mogła przyjąć chrzest. Mówiła, że pragnienie chrztu i udziału w życiu Kościoła zrodziło się w niej, gdy miała pięć lat. Przebywała wtedy w szpitalu, za oknem widziała piękny kościół z wysokimi wieżami. Widziała, że przez cały czas ktoś do niego przychodził, wychodził, toczyło się życie. Wtedy zaczęła marzyć, żeby też zostać kimś takim, kto chodzi do kościoła. Potem dowiedziała się, że to kościół katolicki i że trzeba przyjąć chrzest, aby zostać jego członkiem. Dziadkowie, zdeklarowani komuniści, nie przeszkadzali wnuczce w realizacji tej decyzji. Dziewczyna, choć mieszkała 100 km od parafii, przyjeżdżała na katechezy i przygotowywała się do sakramentu. Chrzest przyjęła w zeszłym roku, z rąk abp. Henryka Hosera, który odwiedza swoich księży pracujących na misjach i w 2012 r. był w Kazachstanie. Mama dziewczyny nie jest jeszcze ochrzczona, ale coraz częściej myśli, żeby chrzest przyjąć. Ta historia pokazuje, jak ważny jest ten znak zewnętrzny, obecność kapłanów i sakralnych budowli w życiu społecznym.
 
Częściej na chrzest decydują się kobiety czy mężczyźni?
 
Nie ma reguły. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, chociażby przygotowując się do sakramentu ślubu. Nie ma też zdecydowanej reguły co do wieku.
 
Czego my możemy nauczyć się od tych nawróconych osób?
 
Możemy nauczyć się radykalizmu wiary. Są to ludzie zdecydowani pójść drogą, którą poznali. Idą nią konsekwentnie i odważnie. U nich nie ma miejsca na kompromis, jest konkretny wybór, decyzja i nowe życie w Chrystusie.
 
Jak możemy pomóc im w zbliżaniu się do Pana Boga?
 
Najważniejsze jest świadectwo życia wiarą we wspólnocie, i to ze strony zarówno misjonarzy, jak i parafian. Na terenach misyjnych wiara jest przyjmowana jako świadectwo. Osoba, która jest dłużej we wspólnocie, staje się przewodnikiem, towarzyszem i przyjacielem dla młodszego brata czy siostry w wierze – pokazuje, jak żyć, wprowadza w życie sakramentalne, wyjaśnia, odpowiada na pojawiające się pytania, idzie razem nową drogą.
 
A jak decyzja o chrzcie osoby dorosłej jest odbierana przez najbliższe otoczenie?
 
Kazachstan to kraj, w którym połowę mieszkańców stanowią muzułmanie, niemal cała druga połowa to prawosławni. Na świecie oficjalnie w 23 krajach muzułmańskich za przyjęcie chrztu i odejście od islamu grozi kara śmierci. Osoby, które wchodzą do kościoła katolickiego w Kazachstanie, są w swoim środowisku niejednokrotnie traktowane jak zdrajcy – zdradzili swoją ojczystą wiarę, religię, w jakimś stopniu narodowość. Nie mam wątpliwości, że decyzja o przyjęciu chrztu wymaga dużej odwagi. Dlatego powinniśmy otoczyć te osoby szczególną troską, modlitwą i uczyć się od nich konsekwencji na drodze wiary.
 
Ewelina Steczkowska
 
Zobacz także
Beata Szymczak-Zienczyk
Człowiek ma brać swój krzyż na ramiona, czyli swoje słabości, a nie cudze. Czasem, kiedy rozmawiam z np. pracodawcami, to mówią, że pewne sytuacje im „wiążą ręce”, bo są chrześcijanami i powinni być miłosierni. Trzeba być „ludzkim” pracodawcą, rozumieć, że nie każdy jest doskonały i nie na wszystkim się zna w danym fachu, ale nie oznacza to, by tolerować na przykład lenistwo, czy „robienie łaski”, że się pracuje.
 
ks. Zbigniew Sobolewski
W sytuacji małżeństwa sakramentalnego, ważnie zawartego, w pewnych sytuacjach pozostaje możliwość tzw. separacji. Polega ona na zawieszeniu praw i obowiązków małżeńskich. Małżonkowie nadal pozostają związani węzłem sakramentalnym, ale nie mieszkają i nie współżyją ze sobą. 
 
Aneta Pisarczyk
Pomaganie daje radość płynącą z kontaktu z drugą osobą oraz z poczucia czynienia dobra. Pozwala wyjść ze sfery własnej wygody i komfortu. W pomaganiu kierujemy wzrok serca na potrzeby i pragnienia bliźniego. Niestety jest wiele pułapek, w które może wpaść osoba pomagająca. Istnieje wtedy niebezpieczeństwo nieświadomego przejścia z poziomu pomagania do poziomu krzywdzenia drugiej osoby. 
 
___________________
 
 reklama