logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Krzysztof Wons SDS
Jezus w jaskini zbójców
Pastores
 


Umiejscowienie tych dwóch wydarzeń z punktu widzenia struktury Ewangelii Łukaszowej jest zastanawiające: skarga Jezusa daje się słyszeć jakby w samym centrum Jego działalności, gdy konsekwentnie „utwierdzony” w swojej decyzji, zmierza do Jerozolimy, głosząc w drodze Ewangelię. Natomiast płacz Jezusa słyszymy na progu świętego miasta, na krótko przed męką. Widzimy pewne napięcie i narastającą dramaturgię między tymi rozdziałami.
 
Co oznaczają skarga i płacz Jezusa? Odpowiedź znajdujemy w słowach płaczącego Jezusa: „żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”. Oto powód, który doprowadza Go do płaczu. Bóg płacze przed swoim domem! „Sądzę, że tego dnia kamienie Jerozolimy oblały się zimnym potem. Może odtąd wapno już nie wiązało, łuki odczuwały swą kruchość, fundamenty popękały. Tego dnia, gdy Jezus zapłakał, miasto poczuło bliską śmierć. Tego dnia miasto umarło” (Turoldo).
 
Mury nasiąknięte ludzką perwersją i łzami Jezusa
 
Tę śmierć miasta Jezus weźmie na siebie. On sam będzie umierał za miasto, aby mogło kiedyś powstać z ruin, do których doprowadził je grzech nierozpoznania czasu nawiedzenia Boga. Łukasz używa słowa „zapłakał”. Sugeruje, że jest to płacz głośny, któremu towarzyszą jęki i skargi, jakby publiczny, ostentacyjny, „psujący” atmosferę święta, uroczystego „hosanna”. Nie jest to płacz kogoś, kto, zaskoczony, reaguje szlochem na bolesną sytuację, której się nie spodziewał. Jezus płacze nad Jerozolimą, a nie nad swoim cierpieniem. Jego płacz jest głoszeniem orędzia miłosierdzia aż do łez. Objawia determinację Boga. Jezus nie zmienia swojej decyzji. Wie, że idzie do miasta, w którym zostanie odrzucony. Bezpośrednio przed skargą nad Jerozolimą, kiedy niektórzy faryzeusze przestrzegają Go przed Herodem chcącym Go zabić, On z mocą odpowiada: „Dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz to niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jeruzalem” (13,33). Jezus mówi: cokolwiek się dzieje, „muszę” iść do Jerozolimy. Idzie zbawiać dom, który zamienił się w jaskinię zbójców. Jego podwójne zawołanie podczas skargi na miasto: „Jeruzalem, Jeruzalem” dla semity może oznaczać słowa sądu, ale mówi także o rozdzierającym cierpieniu kogoś, kto kocha, a kto w odpowiedzi na miłość spotyka się z wrogością. Słyszymy więc skargę, która wypowiadana jest w klimacie sądu i cierpiącej miłości. Sądu jednak nie należy rozumieć w wymiarze czysto ludzkim. Bóg sądzi nie po to, aby potępiać, aby mścić się, ale by zbawiać. Skarga i płacz Jezusa nie przenikają stronic Ewangelii klimatem rozczarowania, złości czy sądnego mszczenia się. Pismo Święte naznaczone jest łzami Boga, który nierozpoznany i odrzucany w swej miłości, cierpiąc, nie przestaje zbawiać. Wydaje siebie do końca. Księga Ewangelii kończy się nie na skardze i płaczu Jezusa, ale na Jego męce, śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu.
 
Skarga i płacz potwierdzają, że czas łaski trwa. Jednocześnie ujawniają z ostrością perwersję i nieprzejednanie człowieka wobec miłości Boga, która cierpi, ponieważ nie zostaje rozpoznana i przyjęta. Jezus skarżący i płaczący jakby czyta historię zbawienia z perspektywy miłości miłosiernej Boga, która pozostaje wierna człowiekowi, a nie zostaje przez niego odczytana. Jest wręcz odrzucana. Perwersja ludzi religijnych nie zna granic. W „imię Boga” nie przestają zabijać proroków Jego miłosierdzia. Jezus, Syn Ojca miłosierdzia, podzieli ten los. Ale miłość Boga nie przestaje się objawiać także wobec przewrotności zabijających. Jezus przywołuje poruszający obraz, metaforę ptaka, który gromadzi pisklęta pod swoje skrzydła. W Starym Testamencie obraz ten jest symbolem troskliwej i opiekuńczej miłości Jahwe nad Izraelem. Jezus mówi: „Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście” (13,34). Jezusowe „ile razy”, „ilekroć” podkreśla nieustanne wielokrotne przychodzenie Boga w historii narodu, jak ojciec przychodzący z troskliwą miłością do swego dziecka. Ze stwierdzeniem: „Ile razy chciałem...” kontrastuje pełne bólu: „A nie chcieliście”. Jezus ujawnia swoisty dramat rozgrywający się w sercu Boga. Jest to dramat Boga „kruchego”, który może być odrzucony w swoich najczulszych gestach miłości. Ta kruchość nie wynika z pojętej po ludzku słabości, ale wypływa z Jego niepojętej miłości. Zauważmy napięcie między: „Ile razy chciałem” a: „Nie chcieliście”. Jezus, w swoim Boskim pragnieniu miłości, pozostaje bezbronny wobec ludzkiego: „Nie chcę”. Oto dlaczego płaczący­ Jezus wyznaje z bólem: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami” (19,42).
 
W wyznaniu Jezusa zdaje się ujawniać jeszcze większe napięcie niż podczas skargi, ponieważ dotyka ono najgłębszej rany – odrzucenia. Jezus nie tylko się skarży, ale płacze, ponieważ On, który jest Słowem ostatecznym Ojca, przychodzi ogłosić rok łaski od Pana, przychodzi jako Słowo, które „dzisiaj” się spełnia, a tymczasem zostaje odrzucone. Słowo, które służy pokojowi, zostaje odrzucone przez miasto, które paradoksalnie ze swego imienia miało być miastem pokoju (Shalem = Shalom). Jerozolima odrzuca dar pokoju i przyjaźni z Bogiem. Dlatego Jezus dodaje, że „ten dzień”, w którym spełnia się obietnica przychodzenia Boga miłosierdzia, dla niej zamienia się w czas ślepoty i ciemności. Żyje bowiem w samym sercu dziejów historii zbawienia, słyszy orędzie miłosierdzia, a pozostaje ślepa: „teraz zostało to zakryte przed twoimi oczyma”.
 
 
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Naśladowanie Chrystusa jest krzyżem. W jakim sensie? Czy ta głęboka prawda ma być jedynie teologicznym frazesem usprawiedliwiającym wszelkie zło, które nas spotyka? Czy cierpienie to fundament chrześcijaństwa? Czy krzyż to drugie imię naszej bezradności, prowadzącej do zaprzestania jakiegokolwiek działania w celu polepszenia naszego losu? Wydaje się, że Jezusowi chodzi o coś innego. 
 
Dariusz Piórkowski SJ
Są kryzysy gospodarcze, polityczne, społeczne. Słyszymy o nich w mediach, gdzie sieją grozę biedy i zniewolenia, nienawiści i chaosu. Kładą się złowieszczym cieniem na przyszłości świata. Są kryzysy w relacjach: małżeńskie, wspólnotowe, przyjacielskie, wychowawcze. Wymagają negocjacji, mediacji, umów, kompromisów. Są wreszcie te najgłębsze, wewnętrzne, egzystencjalne. 
 
o. Tadeusz Hajduk SJ
Scena znalezienia 12-letniego Jezusa w świątyni jest nam wszystkim dobrze znana, ale pozwólmy temu Bożemu słowu przemówić do nas jeszcze raz. Rozważając to wydarzenie, starajmy się o odkrycie, czym się Jezus kieruje w swoich decyzjach i jak On się otwiera na życie dla Ojca. Zapragnijmy takiej mądrości życiowej, jaką dostrzegamy u Jezusa, i dążmy do nieustannego wzrastania w niej...
 
 
___________________
 
 reklama