logo
Niedziela, 23 września 2018 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wojciech Prus OP
Most miłosierdzia
Miesięcznik W drodze
 


Współczesne społeczeństwo jest bardzo zranione, niezrównoważone, zdezorientowane. Oddala się od Boga, gubi sens życia, zatraca jego smak, bo tylko Jezus może dać pełnię życia. Dlatego potrzeba znaków miłosierdzia. Z Ojcami Enrique Porcu i Antonello Cadeddu rozmawia Wojciech Prus OP.

Dlaczego w posłudze kapłańskiej konieczne jest dziś posługiwanie się charyzmatami?


AC: Prosi o to sam Jezus! Jego słowa przytacza św. Marek: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu […]. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą” (Mk 16,14.17). Gdyby z Ewangelii według św. Marka wyciąć opisy cudów, niewiele by z niej pozostało. Człowiek potrzebuje znaków, i to znaków bardzo konkretnych – stąd cuda, uzdrowienia, charyzmaty.

Głoszenie Ewangelii „na sucho” nie daje takich rezultatów, bo ludzie nie chcą słuchać wciąż tych samych słów, do których do tego stopnia się przyzwyczaili, że już nic im nie dają. Współczesne społeczeństwo jest bardzo zranione, niezrównoważone, zdezorientowane. Oddala się od Boga, gubi sens życia, zatraca jego smak, bo tylko Jezus może dać pełnię życia. Dlatego potrzeba znaków miłosierdzia.

W jaki sposób leczyć ludzkość zranioną przez to, że oddaliła się od Boga?

EP: Europa potrzebuje nowej ewangelizacji. Często, zwłaszcza w Mediolanie, spotykamy się z osobami ze świata mody, sztuki, teatru, które nigdy nie chodziły do kościoła. Spotkania te organizowane są zazwyczaj przez ich przyjaciół, którzy zostali wcześniej uzdrowieni i zarażeni Duchem Świętym.

Kiedy Pan uzdrawia z uzależnienia od alkoholu, z depresji czy z innych utrapień, taka osoba jest do tego stopnia przepełniona radością, że musi się nią podzielić. Oto, jak działają uzdrowieni: opowiadają o swoim doświadczeniu, zapraszają tysiąc, półtora tysiąca osób do wynajętych sal i mówią. Nie organizują tych spotkań w kościołach, by łatwiej było przyjść tym, którzy z Kościołem mają jakieś kłopoty.

Osoby, które nie chodzą do kościoła, nie tyle zniechęciły się do niego, ile oddaliły się od pewnej formy religijności, która już dzisiaj nie przemienia, nie dotyka. Dlatego postrzegamy charyzmaty jako szczególną łaskę, którą Pan kieruje przede wszystkim do niewierzących czy niepraktykujących. Dla wierzących samo uzdrowienie nie jest aż tak istotne. Są często powoływani na drogę ofiary, krzyża. Natomiast dla niewierzących uzdrowienie jest konieczne jako instrument dla początkujących, aby uwierzyć, że jest Ktoś, kto kocha, kto się o nich troszczy.

W Brazylii widzimy to szczególnie wyraźnie wśród bezdomnych. Często żyją oni w tak skrajnie trudnych warunkach, że żadne argumenty nie skutkują. Wtedy jedyną siłą, którą dysponujemy, jest nałożenie rąk. Takie właśnie momenty przekonują nas o istnieniu Kogoś, kto przez nas działa.

Piętnastoletnia dziewczyna, całkowicie zanurzona w świecie narkotyków i prostytucji, zobaczyła Jezusa i usłyszała: „Oddaj narkotyki misjonarzom i zmień swoje życie”. Oddając je, powiedziała: „Policja nigdy nie znalazła u mnie narkotyków. Wam oddaję, bo chcę zmienić swoje życie”. Własnymi siłami nigdy byśmy tego nie dokonali.

AC: Wielu kapłanów wciąż jeszcze ma mentalność średniowieczną. W tamtych czasach wszystko było postrzegane w Bożej optyce: sztuka, kultura, filozofia, historia. Wszystko było Kościołem. Dziś ciągle jeszcze jesteśmy związani z tamtą mentalnością, podczas gdy sytuacja jest diametralnie różna. Człowiek naszych czasów jest zraniony do głębi duszy. Dlatego tak wielką rolę odgrywają psycholodzy, psychiatrzy, nawet wróżki.

My, kapłani, zatrzymujemy się na poziomie moralizowania i sądzenia, zamiast przygarnąć człowieka, okazać współczucie, miłosierdzie. Ciągle jeszcze nie mamy odwagi zobaczenia tej prawdy, bo nie mamy mocy daru uzdrawiania wewnętrznego. Uzdrawianie osoby na poziomie psychiki następuje przez odkrywanie trapiących ją problemów, a na to potrzebne są długie miesiące. W wypadku działania Ducha Świętego wewnętrzne uzdrowienie następuje w jednej chwili.

Człowiek zostaje dotknięty, spotyka się z Jezusem. Takie doświadczenia przemieniają też kapłana. Wyobraź sobie, jak wiele by się zmieniło, gdyby wszyscy duchowni zabrali się za nową ewangelizację. To jest niełatwa droga, którą zgodnie z pragnieniem Jana Pawła II Kościół powinien podjąć.

W jaki sposób rozpoczęła się wasza droga posługiwania charyzmatami?

EP:
Musieliśmy się odważyć na to, by zacząć wszystko od początku. Miałem wtedy 45 lat, Antonello 48. Żyliśmy we wspólnocie ukierunkowanej na pomoc ubogim, podobnej trochę do tej założonej przez Matkę Teresę. To była dobra wspólnota, nie mieliśmy jednak tyle wolności, żeby rzucić się w nurt nowej ewangelizacji.

Większość czasu spędzaliśmy w klasztorze, zajmując się domem, ogrodem, administracją. Nie widzieliśmy nędzy ludzi, choć była ona na wyciągnięcie ręki. Czuliśmy potrzebę bycia bliżej ubogich. Na ulicach ludzie umierali z głodu, a my nie mogliśmy ich przyjąć i posadzić z nami przy wspólnym stole. Nie żyłem w zgodzie z własnym sumieniem. Myślałem: „Moja babcia była osobą świecką, a przyjmowała ubogich w swoim domu. A ja, który poświęciłem całe swoje życie dla drugiego człowieka, nie mogę uczynić tego samego?”. Budziło to we mnie duchowy niepokój.

 
1 2 3 4 5 6  następna
Zobacz także
Enrico Marinelli
5 maja 1985 roku spotkałem po raz pierwszy Papieża, który w widoczny sposób potrafił czytać w duszy ludzi, również mojej i zgodnie ze zwyczajem pozdrowił mnie bardzo serdecznie, pobłogosławił mnie i dodał na koniec: "zobaczy Pan, że wszystko będzie dobrze..."
 
ks. Jacek Poznański SJ
Dobrą praktyką na Wielki Post może stać się ignacjański rachunek z używanych słów. Stań więc najpierw w postawie słuchania. Słuchaj Izraelu – brzmi we wstępie do najważniejszego przykazania, przykazania miłości. Słuchaj Bożego Słowa. Ono jest wypowiadane w ciszy, a więc nie jest agresywne, niszczycielskie, narzucające się, gwałcące. Wsłuchaj się w swoje serce. 
 
Alfred Cholewiński SJ
W wielkiej mowie pożegnalnej Jezus wyjaśnia, iż jedność pomiędzy Nim a Jego uczniami polega na jedności miłości. Z jednej strony uczniowie powinni pozostawać w Jego miłości, z drugiej zaś strony winni kochać się wzajemnie, jak Jezus ich ukochał. Miłość wzajemna uczniów ma swoje źródło we wspólnym ich uczestnictwie w miłości Chrystusa.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama