logo
Czwartek, 01 października 2020 r.
imieniny:
Teresy, Heloizy, Igora, Remigiusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marie Mazurek
Pasja miłości
Miłujcie się!
 


To nic nowego
"Kochać aż do bólu" – to popularne wyrażenie, jak się okazuje, dotyczy także życia duchowego. W panteonie świętych Kościoła katolickiego znajdujemy wielu takich, którzy idąc za Bożym wezwaniem, dali się całkowicie pochłonąć Bożej miłości. Można by rzec – to nic nowego, miłość do Boga to przecież cecha każdego świętego i powinność wszystkich wierzących. Tymczasem istnieli tacy, których bliska relacja ze Stwórcą wyróżniała się niecodziennymi, nadprzyrodzonymi doświadczeniami i silnym z Nim zespoleniem już za życia ziemskiego.
 
Nie był to wynik wyłącznie ich pracy nad sobą, ale łaska i to tak niezwykła, że niektórzy, w ten sposób odczytując wolę Bożą, pozostawili po sobie zapiski własnych przeżyć, by dać świadectwo szczęścia, jakie czeka duszę miłującą Boga. W „skarbcu” duchowym Kościoła pozostały więc świadectwa życia takich wielkich mistyków, jak św. Teresy z Avila, św. Jana od Krzyża, św. Franciszka czy też o. Pio, św. Faustyny i wielu innych.
 
W dziełach zwłaszcza dwóch pierwszych świętych (XVI w.), którzy byli przyjaciółmi i których połączył Karmel oraz podobne doświadczenia, znalazły się zapiski, które pozwoliły Kościołowi zgłębić to, co tak niezwykłe i trudne do wyrażenia.
 
Boże dotknięcia
 
Św. Jan od Krzyża, założyciel zgromadzenia karmelitów bosych, urodził się w Fontiveros w Hiszpanii; w roku 1567 przyjął święcenia kapłańskie. W 1926 roku ogłoszony został doktorem Kościoła. Pozostawił po sobie pisma o życiu kontemplacyjnym, w szczególności o doświadczeniach mistycznych i m. in. o tym, co nazywa „pasją miłości”.
 
„Pasja miłości” to stan, w którym dusza do tego stopnia daje się ogarnąć płomieniem Bożej miłości, że przenika on ludzką istotę do głębi, na co człowiek daje pełne zezwolenie. Św. Jan pisze przy tym o „Bożym dotknięciu”, które może temu doświadczeniu towarzyszyć. Nie wszystkie „Boże dotknięcia” są takie same – niektóre dokonują się w woli (iluminacja, wola współdziałania z łaską), inne – i te należą do najdoskonalszych – przenikają całą duszę i są czysto duchowe, nie odnosząc się ani do zmysłów ani do woli. Także w tych ostatnich istnieje rozróżnienie – niektóre Boże dotknięcia duszę utulają i napawają ją nadzieją, inne zadają specyficzną ranę miłości.
 
Rany miłości
 
O ile możliwe jest jeszcze do zrozumienia pojęcie „Bożego dotknięcia”, o tyle problematyczne już jest sformułowanie – „rany miłości”. Czy miłość może ranić, a jeśli tak, to czy nie jest to okrutne? Święty pisze, że duszę trawi ogień, gdyż Bóg pragnie, by odczuwała podobne rozpłomienienie miłości. Powodem takiego zranienia i wywołanego przez niego cierpienia jest więc to, że Bóg daje się już duszy poznać i smakować, co przynosi jej wielką słodycz, ale pojawiające się pragnienie zjednoczenia z Nim jest zbyt wielkie i nieusatysfakcjonowana dusza nie znajduje utulenia. Słodycz i cierpienie – to właśnie cecha wszystkich ran – mieszanka ta w różnych występuje proporcjach, a uczucie zranienia nie opuszcza mistyka nawet przy zespoleniu z Bogiem, w którym dominuje już przecież radość. 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Anna Matuszewska
Dobre rady słyszymy często od rodziny i znajomych i mamy ich serdecznie dość! Dzięki temu, że coach powstrzymuje się od brania odpowiedzialności za życie klienta on sam może skonfrontować się z wyzwaniami i zacząć podejmować własne decyzje. Samodzielne określenie celów, wymaga odwagi i wiąże się z podjęciem ryzyka, ale daje też radość i ogromną wolność. 

Z Magdaleną Matwiejczuk, prowadzącą Studium Coachingu w ujęciu chrześcijańskim przy Stowarzyszeniu Psychologów Chrześcijańskich rozmawia Anna Matuszewska, absolwentka I edycji Studium. 
 
Jacek Salij OP
Kościół naucza nie tylko tego, że małżeństwo Maryi z Józefem było do końca dziewicze, ale ponadto, że rodząc Jezusa, nie utraciła Ona zewnętrznych znamion dziewictwa. Ludzie pytają niekiedy zażenowani taką szczegółowością nauki Kościoła, czy naprawdę musimy w to wierzyć. Zresztą jak to możliwe, skoro urodziła Go jak każda kobieta? I dlaczego Kościół przywiązuje wagę do tego szczegółu?  
 
Magdalena Urlich
Z proszeniem jest tak: ile osób, tyle podejść do sprawy. Niektórzy nie lubią innych o nic prosić. Boją się, co ktoś o nich pomyśli. Że oceni: nieporadny, niezdara. Albo przeciwnie: bezczelny, roszczeniowa. Czasem zanim zdecydujemy się prosić, pojawia się lęk przed tym, że za bardzo obciążymy kogoś naszym problemem. Albo niepewność, czy ktoś mówi „tak”, bo naprawdę chce pomóc, czy tylko nie potrafi powiedzieć „nie”.  
 
 
___________________
 
 reklama