logo
Czwartek, 26 maja 2022 r.
imieniny:
Eweliny, Jana, Pawła, Filipa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Tadeusz Kwitowski
Piotr
Mateusz.pl
 
fot. Dave Herring | Unsplash (cc)


Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”. Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: „Dzieci, czy macie co na posiłek?” Odpowiedzieli Mu: „Nie”. On rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!” Szymon usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: „Chodźcie, posilcie się!” Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: „Kto Ty jesteś?”, bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.

(J 21,1-14)


Spotkanie wiary może być bardzo zwyczajne – przynajmniej takie może wydawać się na pierwszy rzut oka. Św. Jan Ewangelista wspomina pewien poranek – już po zmartwychwstaniu Jezusa (zob. J 21,1-14). Uczniowie – choć żaden z nich nie miał odwagi tego otwarcie powiedzieć – nie potrafili znaleźć sobie miejsca. Czuli, że czegoś im brakuje (albo Kogoś?), ale trudno było im określić swój stan ducha. To sytuacja, w której człowiek bierze się za różne rzeczy, choć właściwie nic nie chce robić; próbuje zabić czas, bo w niczym nie może znaleźć upodobania. Ciało coś robi (żeby w ogóle coś robić!), ale serce jest gdzieś daleko…

 

Piotr, który nie potrafił usiedzieć bezczynnie, wysunął propozycję (na zabicie czasu): „Idę łowić ryby” (por. J 21,3). Reszta podchwyciła pomysł wiedząc, że nic sensowniejszego nie wymyślą. W takim stanie praca też nie idzie… – nie tego potrzebuje zbłąkane serce…

 

O świcie na brzegu jeziora pojawił się jakiś człowiek z daleka przyglądający się rybakom. W łodzi panowało ogólne ciężkie milczenie i tylko najmłodszy – Jan – zainteresował się przybyszem. Poranna zorza oświetliła twarz – jakoś dziwnie znajomą. Za oczyma ciała pobiegły oczy serca i niczym okrzyk we śnie wyrwało się paraliżujące wszystkich: „To jest Pan” (por. J 21,7)! Krótkie zawołanie jak rozkaz generała zjednoczyło zabłąkane serca z ich ciałami. Nowy duch napełnił uczniów. Ryby przestały się liczyć – zresztą tej nocy wcale nie były ważne. Jedno, czego zapragnęli, to jak najszybciej znaleźć się na brzegu. Ogromna radość wypełniła oczy oglądających Mistrza. Być z Nim – nawet nic nie mówić – tylko być; jak najdłużej – może już na zawsze! Usiąść z Nim do posiłku, rozpocząć z Nim dzień!

 

Nic tak nie nadaje sensu życiu – tym zwyczajnym codziennym czynnościom wielokrotnie powtarzanym – jak ta jedna chwila wpatrywania się w twarz Nauczyciela.

 

Czasem zdumiewa mnie przemieniająca moc spotkania – upragnionego czy zupełnie niespodziewanego. Jedno spojrzenie, jeden gest, jedno słowo, w którym rozpoznaję Przyjaciela, wystarczy, by wróciły siły, by spośród gęstych chmur zagubienia wyłonił się promień zwiastujący dzień. Tak mało potrzeba, by obojętność tłumu przerodziła się w radość spotkania człowieka, by noc zwątpienia zaświtała porankiem wiary.

 

On jest w zasięgu twych możliwości – mówię On, a ty dopowiedz w twym sercu na kogo dziś najbardziej wyczekujesz – może na Przyjaciela sprzed lat, Brata, Siostrę, swojego Ojca czy Mamę, Żonę, Męża, Syna, Córkę…, a może wśród nich chciałbyś zobaczyć Kogoś więcej. Kogoś, kto jasnym spojrzeniem opromieni życie, gorącym sercem stopi lody obojętności, jednym gestem otworzy więzienie nie przebaczenia, jednym słowem nauczy mądrości życia. On – jest tuż obok – towarzysz wśród przeciwności,; jest z przodu – budowniczy nowych dróg; jest z tyłu – skuteczny obrońca; jest w środku – w sercu – tchnienie życia.

 

Spotkanie może nastąpić dokądkolwiek zwróci się dusza oczekując ciszy, pokoju – strumienia wypływającego z czystego źródła Miłości, gdzie „On” i „ja” przemienia się w „My”.

 

W Nim – Jezusie z Nazaretu – jeśli tylko dobrze się przyjrzeć, jak w zwierciadle można odnaleźć wszystkie dawne (zagubione) miłości – jeśli były prawdziwe, bo On jest Miłością. W Nim wracają nasi bliscy. W Nim żyje to, co wydawało się bezpowrotnie skończone. W Nim, jak na górze Tabor, powraca to, co najlepsze (Mojżesz i Eliasz) – ale też powstaje nowe – zadanie do wykonania, misja.

 

Rozpoczynając ten zbiór myśli pierwszą część zakończyłem słowem „Dobranoc”, teraz chcę powiedzieć „Dzień dobry!” „Dzień”, bo robi się jasno, gdy człowiek otwiera oczy, by szukać Miłości, a „dobry” – bo Miłość wychodzi na brzeg w oczekiwaniu spotkania (por. J 21,4). Nie pozwól, by Miłość była samotna. Nie pozwól, by Twoja samotność była bez Miłości.

 

ks. Tadeusz Kwitowski
mateusz.pl

 
Zobacz także
o. Gabriel od św. Marii Magdaleny

Głównym tematem Adwentu jest oczekiwanie na Pana, rozważane w rozmaitych aspektach. Przede wszystkim oczekiwanie Starego Testamentu, wytrwale zwróconego ku przyjściu Mesjasza. Mówią o tym proroctwa, które liturgia w tym czasie podaje wiernym do rozważania, aby obudzić w sercach głębokie pragnienie i potrzebę Boga, tak bardzo żywe w pismach prorockich, a równocześnie, by wezwać ich do dziękczynienia Najwyższemu za niezmierzony dar zbawienia. Ono w rzeczy samej jawi się już na horyzoncie nie jako wydarzenie przyszłe, obiecane tylko i wyczekiwanej przez wcielenie bowiem Syna Bożego i Jego narodzenie w czasie stało się rzeczywistością. 

 
Halina Płaskonka OSCD
Dusza, która pragnie odpowiedzieć Bogu uwielbieniem winna starać się we wszystkim podobać się Bogu, krzyżując w sobie to wszystko, co nie jest z Ducha lecz z ciała, bo wąska droga wiedzie do Królestwa (Mt 7,13-14). Święty Paweł w liście do Galatów pisze: "A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha do Ducha się też stosujmy" (Ga 5,24-25). 
 
Tomasz Powyszyński

„Introwertyzm” i „ekstrawertyzm” to pojęcia wprowadzone przez C. G. Junga, które w psychologii oznaczają – mówiąc najogólniej – rodzaje temperamentów, czyli sposoby odbierania rzeczywistości i radzenia sobie z nią. Introwertycy swoją uwagę kierują głównie do wewnątrz, skąd czerpią energię (są spokojni, wyciszeni, zdystansowani, lubią być sami, ale nie samotni). Ekstrawertycy – przeciwnie, zwracają się do zewnątrz i energię czerpią z kontaktów z ludźmi i ze światem (są towarzyscy, dużo mówią i lubią, gdy coś się dzieje).

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm