logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
s. Michaela OP (Zofia Pawlik)
Religijny kocioł
Franciszkański Świat
 


Religijny kocioł

Chcę poruszyć sprawę różnicy między chrześcijaństwem a religiami Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem drogi do doskonałości podawanej przez te religie. Moje opinie o różnych religiach świata są bardzo odmienne od obiegowych zdań na ich temat. Utarło się bowiem przekonanie, że jest pięć wielkich religii świata, które mają jednakową wartość: hinduizm, buddyzm, islam, judaizm i chrześcijaństwo. Przed wyjazdem do Indii też tak myślałam.

Młoda buntowniczka

Będąc w Indiach, początkowo nie interesowałam się tamtejszym światopoglądem, ani ich religijnymi praktykami - interesował mnie chory, cierpiący człowiek. Wyjechałam tam jako ochotnik do pracy w służbie zdrowia. Zobaczywszy jednak życie codzienne wynikające z nauki różnych religii, przestałam zgadzać się z opinią, że one mają jednakową wartość. Buntuję się, gdy ktoś je wypowiada. Buntuję się nawet na takie zdanie, że trzeba szanować wszystkie religie tak, jak swoją własną. Przestałam szanować religie, które sankcjonują niesprawiedliwość i uprawniają do krzywdy. Nie szanuję np. religii, która segreguje ludzi na "czystych" i "nieczystych", dyskryminując tych ostatnich; nie szanuję religii, która na cześć bóstwa - uprawnia do łajdactwa świątynnego - bo trudno to inaczej nazwać; nie szanuję religii, która na ofiarę dla "bogów" zabija nie tylko zwierzęta, ale i ludzi... nie, nie szanuję tych religii, które nie szanują najwyższych wartości, przez Boga objawionych.

Nie wszystko jedno

W Indiach dopiero zrozumiałam jak ogromnie ważne jest pierwsze przykazanie! Zrozumiałam dlaczego na kartach Pisma Świętego znajdujemy tak wiele ostrych zdań wyrażających wielkie obrzydzenie Boga do pogańskich religii i tyle przestróg, by Jego wybrani nie naśladowali pogan. Spotykamy dziś opinie, że Bóg jest jeden, ale ma wiele cech, wiele imion i wiele postaci jak: Budda, Kryszna, Jezus, Krishnamurthi, a niektórzy zaliczyli do nich nawet Lenina, Stalina, Moona, Sai Babę, Maitreyę i innych...
Jak bardzo jest to błędny pogląd! Każda z wymienionych postaci głosi inną naukę oraz stawia inne wymagania moralne! Gdyby ten sam Bóg w nich występował, wszyscy oni uczyliby tych samych prawd i zasad. Ponieważ Bóg jest jeden, to jedna też musi być Prawda... Dlatego Apostołowie wyraźnie uczą, że poza imieniem JEZUS, "nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12). Niektórzy dziś mówią, by "wielkie religie świata" szanować, a zapobiegać sektom...

Tymczasem im większa religia, która źle uczy, tym większe zło - tym więcej ludzi żyje w błędzie... Niezależnie czy błąd będzie rozpowszechniany przez sektę czy przez "wielką religię świata" - błąd jest błędem i należy go odrzucić szczególnie wtedy, gdy deprawuje człowieka. Nie można szanować błędów... Dlatego osobiście nie rozróżniam pomiędzy sektami a "wielkimi religiami świata"... Ja rozróżniam PRAWDĘ od fałszu; DOBRO od zła; PIĘKNO od brzydoty... Przecież sekty, które u nas tyle robią zamieszania, i tylu jest ludzi pokrzywdzonych przez ich fałszywą naukę, w zasadzie opierają się na błędach starożytnych "wielkich religii świata".

Źródłem wiara

Nie znając źródeł wiary sekciarzy, niezrozumiałe jest dla nas ich postępowanie. My dziwimy się, jak to się mogło stać, że ponad 900 osób wypiło truciznę na zlecenie swego guru. My się dziwimy..., podobnie jak ktoś, kto nie zna Ewangelii Jezusa Chrystusa, może się dziwić, że człowiek idzie do klasztoru i zamyka się na całe życie za murami, żeby Boga wielbić, żeby czynić pokutę nie tylko za siebie, ale i za innych. Dziwi się, nie rozumiejąc motywacji tego człowieka. Ale zachowanie jego jest konsekwencją wiary, radykalną konsekwencją przyjęcia nauki Jezusa Chrystusa. I właśnie gdybyśmy znali wiarę tamtych, to byśmy zrozumieli, co się stało ze wspomnianą wyżej sektą w Gujanie, że ich zachowanie było konsekwencją wedyjskiej wiary w reinkarnację i boskość guru. Według takiej wiary, co guru zadecyduje, to jego podwładni przyjmują jako wolę "boga", wierząc, że zastosowanie się do tego, co on powie, gwarantuje im wyższe wcielenie lub całkowite uwolnienie się od reinkarnacji.

Źródłem motywacji postępowania każdego człowieka jest jego światopogląd. Postaram się to szerzej wyjaśnić na podstawie porównania niektórych aspektów chrześcijaństwa i hinduizmu. Wiemy, że hinduizm wypływa z tekstów wedyjskich. My, nasze poglądy religijne czerpiemy z Biblii, a szczególnie z Ewangelii Jezusa Chrystusa. Nie da się postawić na równi tych religii, ponieważ inne jest w nich pojęcie Boga, inne jest pojęcie duszy ludzkiej, inne pojęcie szczęścia wiecznego, stąd wskazywane są inne normy postępowania i sposoby osiągania zbawienia.

Brak pewności prawdy

Jeżeli weźmiemy hinduizm, którego wyznawcy opierają się na Wedach, to nie ma czegoś takiego jak nasze "credo". Nie ma czegoś takiego, jak kanon ksiąg natchnionych czy dogmaty, które uznajemy za prawdę nieomylną - czegoś takiego nie ma w hinduizmie. Nie ma tam też instytucji, która by orzekała, co jest religijną prawdą, a co nią nie jest. Każdy guru jest samodzielnym i niezależnym interpretatorem Wed. Jeden guru może całkiem inaczej wykładać niż drugi i nikt się nie sprzecza, który z nich ma rację. Dlaczego tak jest? Istnieje powszechne przekonanie, że kiedy rodzi się dziecko w kaście bramina, uważanej za ostatnie wcielenie "wędrującej" duszy, to w niego wciela się dusza, która już osiągnęła boską doskonałość. Dlatego bramini traktowani są jako ludzie, którzy mają duszę całkowicie czystą i świetlaną, co umożliwia im doskonałe poznanie rzeczywistości zmysłowej (materialnej) i "nadzmysłowej" (duchowej czy kosmicznej). Dlatego ludzie z kasty braminów mają najwyższy autorytet i przeznaczeni są do niesienia wszelkiej oświaty, szczególnie oświaty religijnej.

W Wedach jest szczegółowy program, jaki ma zrealizować bramin, nim opuści materialną (cielesną) postać, by przejść w pozamaterialne, nieśmiertelne życie. Każdy bramin, jako młody człowiek - kawaler (bramaczaria), musi przejść szkolenie w zakresie świętych ksiąg, nauczyć się dyscypliny i przygotować się do objęcia stanowiska, jakie pełni jego ojciec. W okresie bramaczarskim ma realizować pierwszy cel życia: artha - zdobycie dobrobytu, majątku - zdobycie dobrych warunków do założenia rodziny. Gdy założy rodzinę, rozpoczyna następny okres życia - staje się głową rodziny (grihasta). W tym okresie realizuje drugi cel życia: kama. Kama znaczy rozkosz, ma prawo korzystać z wszelkiego rodzaju rozkoszy. Nie ma w Wedach jakiegoś limitu, tak jak jest na przykład w Starym Testamencie, gdzie Mojżesz określa warunki współżycia małżeńskiego, kiedy jest ono dopuszczalne a kiedy nie jest, itp. (Kpł 18,1nn) - nie ma czegoś takiego w Wedach. Są podawane przez różnych "mistrzów" wskazówki, np.: jak osiągać szczyt rozkoszy, albo czego należy unikać, by się nie "stoczyć" w niższe wcielenia, ale są to tylko różnorodne rady, a nie przykazania.

Następnym celem życia człowieka, który już założył rodzinę jest dharma: dziedziczny obowiązek społeczny. Dharmą bramina jest nauczanie, funkcja kapłańska i praca intelektualna. Moment kiedy człowiek ma zejść - że tak powiem - na emeryturę, czyli rozpocząć trzeci okres życia (vanaprasta), jest dokładnie określony. Tak jak u nas jest określony wiek emerytalny, tam jest powiedziane, że gdy zobaczysz pierwszy siwy włos na twojej skroni, pierwszą zmarszczkę na twym czole i syna twojego syna, zostaw synowi pełnienie twojej dharmy, przestań tracić energię na współżycie z żoną, odejdź na miejsce samotne, oddaj się medytacji, wyciągnij wniosek z twojej wiedzy i z własnego doświadczenia; to, co ci się będzie "ja-wić" jako najwyższa mądrość - wstań i nauczaj. Bramina obowiązuje pozostawienie wiedzy potomnym, by osiągnąć ostatni cel życia: moksza, czyli uwolnienie się z materialnej formy i przejście w stan nieśmiertelności. Rozpoczęcie nauczania jest początkiem ostatniego okresu życia (sanyasa). Wędrujący nauczyciel jako sanyasa - guru, ma najwyższy autorytet i respekt. U nas niektórzy po krótkim pobycie w Indiach, opowiadają z podziwem, jacy tam są sanyasi ubodzy, chodzący na bosaka, żyjący bez rodziny, w celibacie itp. Ale mało kto zdaje sobie sprawę, że on ma majątek, zwykle liczne potomstwo i zabezpieczony byt tak, że może już beztrosko sobie wędrować. Poza tym gdziekolwiek pójdzie, jego wyznawcy ubiegają się o "zaszczyt" goszczenia go i usługiwania mu - on o nic nie potrzebuje się troszczyć.

Teraz proszę sobie wyobrazić takich wędrujących dziadków, którzy w samotności podsumowali swoje życie i coś im się jawiło. Jednemu się jawiła jakaś wizja czy myśl bardziej lub mniej mądra, drugiemu się jawiło coś innego, trzeciemu i czwartemu jeszcze coś innego... W zależności od poziomu intelektualnego każdego z nich, w zależności od ich doświadczenia, charakteru i psychicznych uwarunkowań, ci ludzie bardzo różnie nauczają. Stąd jest wielka różnorodność interpretacji wedyjskich poglądów, norm postępowania i życiowych rad. Każdy z nich naucza tego, co mu się jawiło - czy jeszcze jawi - jako najwyższa mądrość.

Wobec tej różnorodności, ja tak się kiedyś pytałam Hindusa: gdzie jest prawda? Jeden mówi, że dusza może zmieniać ciała tak długo, dopóki nie stanie się super czysta i dopóki nie urodzi się braminem, wciąż będzie się rodzić wyżej czy niżej, aż osiągnie stan bramina - wcześniej czy później ten stan osiągnie. Inny mówi, że od chwili przyjęcia ludzkiego ciała masz się starać, by w ciągu dwunastu wcieleń osiągnąć stan bramina; w przeciwnym razie unicestwisz się, będziesz kamieniem. Tamten znów mówi, że możesz się wcielać w różne ciała, nawet w rośliny, inny temu zaprzecza. Ten twierdzi, że dusza osiągnąwszy ludzką formę, już nie wróci do ciał zwierząt, tamten twierdzi, że może wrócić... - wiec co jest prawdą? Hindus mi odpowiedział: wszystko jest prawdą... Jak to? - przecież każdy z nich uczy inaczej... No, ale prawdą jest, że temu się jawiło tak, tamtemu się jawiło inaczej. Każdy z nich ma przekazać potomnym to, co mu się jawiło czy jawi jako najwyższa mądrość, czy najwyższą wartość, więc wszyscy z nich uczą prawdy - o tym, co im się jawiło. Oni nie czekają aż do nich przemówi Bóg - aż im Bóg objawi, co mają mówić do ludzi. Oni muszą wyciągnąć wniosek ze swojej wiedzy oraz ze swojego doświadczenia i przekazać go potomnym.

Wobec tego dalej pytam: skąd w takim razie ja mam wiedzieć, co mnie naprawdę po śmierci czeka? A mój Hindus tak odpowiada: słuchaj wszystkich i to, co się tobie będzie jawić jako prawda, do tego się stosuj, to będzie prawda odpowiednia dla ciebie... Ogromny subiektywizm, ogromna względność prawdy i etyki. I tutaj mamy tę zasadniczą różnicę między objawieniem, a oświeceniem. Objawienie pochodzi od Boga, który przekazuje człowiekowi pewne treści i normy postępowania - opiera się na ponadludzkim autorytecie. Natomiast oświecenie, to efekt ludzkich dociekań i przemyśleń - opiera się na autorytecie człowieka. Aby oświeceniu nadać ponadludzki autorytet, "oświeceni" traktowani są jako "nadludzie" - postacie półboskie lub boskie. Dziś do tej idei nawiązują założyciele sekt. Każdy guru ma swój oryginalny pomysł i "boski" autorytet. Z punktu widzenia wedyjskiego, guru pochodzący z braminów, ma do tego prawo, by uczyć poglądów całkiem odrębnych niż inni. Ale Amerykanie z tym się nie liczą. Nie potrzebują być braminami w okresie sanyasa, by zostać na Zachodzie guru. Wyjadą do Indii na jakiś okres, "załapią" pewne myśli z Wed, przebiorą się w egzotyczny strój i po powrocie każdy z nich ogłasza się jako guru. Oczywiście Hindusi się nie zgadzają z takimi samozwańczymi guru, ale w krajach zachodnich dobry robią na tym interes.

Pewność Prawdy w Ewangelii

Proszę wziąć teraz pod uwagę różnicę, jaka istnieje w oparciu o Ewangelię. Żaden ksiądz, żaden biskup, nawet papież nie uczy tego, co jemu osobiście się jawi, tylko ma obowiązek wiernie przekazywać naukę Jezusa Chrystusa. A jeżeli jest rozbieżność, że jeden biskup uczy inaczej, drugi inaczej, to pytamy jak uczył Jezus. Ważny problem rozważa sobór, zespół ludzi, którzy badają, co Bóg powiedział na ten temat i decydują - albo jeden biskup albo drugi musi ustąpić. W naszej religii jest - nieomylna Prawda - Jezus Chrystus. Spełnia On rolę układu odniesienia - kryterium prawdy. Treści zgodne z Jego nauką przyjmujemy, a niezgodne odrzucamy jako błędne. Nie ma czegoś takiego w tradycji wedyjskiej. Dlatego w XIX i XX wieku próbowano ten brak kryterium prawdy w hinduizmie uzupełnić. Próbowano wskazać autorytet podobny do Jezusa Chrystusa, ale takiego nie znaleziono. Wskazywano wielu: jedni chcieli, by był nim Ramakrishna, inni chcieli Gandhiego, Radhakrishnana, Vivekanandę czy Krishnamurthiego. Nie ma na razie pod tym względem zgodności wśród ich sympatyków. W dodatku dziś jeszcze kandydatów na "Chrystusów" przybywa, jak guru Prabhupada, Moon, Sai Baba, Jagad Guru, Maitreya...

s. Michaela OP (Zofia Pawlik)

 
Zobacz także
dr H. J. BOPP
Homeopatia, jak i inne praktyki paramedyczne, cieszy się coraz większym uznaniem w społeczeństwie, a nawet w świecie lekarskim. Jest to "wiedza", pochodząca z początku XIX wieku. W przeciągu całej swej historii rozwijała się ona poza wpływem medycyny naukowej, która poczyniła w tym czasie olbrzymi krok naprzód. Stało się to możliwe dzięki rozwojowi fizjologii i biochemii...
 
Barbara
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną…”. Mogłoby się wydawać, że to pierwsze przykazanie Boże trudno złamać. Przecież wierzymy w Boga Trójjedynego, staramy się przestrzegać pozostałych przykazań itd. A jednak okazuje się, że właśnie to przykazanie łamiemy nagminnie...
 
Wanda Błeńska, Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB
Trzeba życie brać na co dzień, tak jak idzie. Akceptować zawsze okoliczności, które są, ludzi, których spotykamy, to wszystko nas kształtuje i my kształtujemy innych. No przecież jak rozmawiamy z kimś, możemy komuś pomóc, dać nadzieję. Dużo zależy od nas, co wybieramy z życia, co chcemy zapamiętać...
 
 
___________________
 
 reklama