logo
Poniedziałek, 27 września 2021 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marzenna Bławat
Wypraszają świętych szafarzy
Pastores
 


Wypraszają świętych szafarzy

W Gdańsku Wrzeszczu, przy ul. Kubacza 14, a więc z dala od centrum i miejskiego zgiełku, stoi niewielki budynek. Należy on do zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej, które otrzymały go w darze za opiekę nad właścicielką. Siostry doprowadziły do powiększenia i zmodernizowania klockowatej willi. Obecnie mieści się w niej Dom Modlitwy za Kapłanów, z piękną kaplicą, oraz Betańska Misja Wspierania Kapłanów, założona przez s. Gabrielę Basistę. Autorka dzieła zataczającego coraz szersze kręgi - promieniującego na kraj i zagranicę - oprowadza po domu i chętnie opowiada o Misji, która wyrosła z duchowości betańskiego zgromadzenia.

Na wzór rodziny z Betanii

Utworzył je - jak mówi s. Gabriela - niezwykły człowiek, Sługa Boży ks. Józef Czesław Chryzostom Małysiak1. W czasie przeprowadzania misji ludowych i rekolekcji we Francji obserwował pracę duchowieństwa. Utwierdzając się coraz bardziej w przekonaniu, że kapłanom potrzebna jest pomoc, zaczął zastanawiać się nad możliwością zorganizowania stowarzyszenia kobiet, które pomagałyby księżom wypełniać różnorodne obowiązki parafialne. W związku z tym poprosił władze kościelne o zezwolenie na opuszczenie Zgromadzenia Księży Salwatorianów, po to, żeby w Wielki Czwartek 17 kwietnia 1930 roku założyć, przy współudziale s. Ireny Parasiewicz - salwatorianki i katechetki z Zakopanego, Towarzystwo Służby Betańskiej (jego obecna nazwa brzmi: Zgromadzenie Sióstr Rodziny Betańskiej).

Jego celem miała być modlitwa w intencji kapłanów oraz pomoc w parafii i na plebanii. Ks. Małysiak pragnął, aby siostry betanki objęły całość prac parafialnych, jak: katechizacja dzieci, prowadzenie stowarzyszeń religijnych, przedszkoli, kursów kroju i szycia dla dziewcząt i kobiet, odwiedzanie chorych. Chciał, żeby pracowały w charakterze zakrystianek, organistek i kancelistek, by dbały o plebanię i prowadziły stołówkę dla księży. Wzorem dla nich miała być rodzina z Betanii, tak często goszcząca pod swoim dachem Jezusa Chrystusa i tak doskonale rozumiejąca pragnienia Jego Boskiego serca. Tak wytyczony cel stanowił nowość, niekiedy niezrozumiałą. Dlatego pierwszym betankom trudno było w pełni realizować swój charyzmat. Mimo to ks. Małysiak wierzył, że ich praca zacznie przynosić owoce.

Żeby była jak perła

"Ks. Józef Małysiak - przypomina s. Gabriela Basista - mówił betankom, że ich praca powinna być jak perła, która tylko wtedy jest piękna, gdy rodzi się powoli, w bólu i utrudzeniu".
Słowa Ojca Założyciela, tyle razy czytane i rozważane, głęboko zapadły w serce s. Gabrieli. Kiedy w 1997 roku została skierowana do pracy w jednej z lubelskich parafii, bacznie obserwowała życie tamtejszej wspólnoty. Widziała ciężką pracę księży, to, ile wymaga ona wyrzeczeń i jak często spotyka się z niezrozumieniem ze strony świeckich. Postanowiła w czasie adoracji Jezusa eucharystycznego w katedrze jedną godzinę dziennie ofiarować za duchowieństwo. Mimo to czuła niedosyt. Chciała zrobić coś więcej, zaangażować w betański charyzmat ludzi świeckich. Przeprowadziła więc akcję wśród około 100 dziewcząt z duszpas-terstwa powołaniowego, którym opiekowała się w zgromadzeniu, zachę-cając, żeby każda przyjęła na siebie obowiązek codziennej modlitwy aż do końca życia za przydzielonego jej losowo kapłana. Do realizacji tego pomysłu zgłosiło się na początku osiem osób.
I tak 4 lutego 1999 roku, w pierwszy czwartek miesiąca, powstała Betańska Misja Wspierania Kapłanów. Jej centrum zlokalizowano w Gdańsku Wrzeszczu, gdzie przebywa s. Gabriela Basista - jej założycielka i opiekunka.

Z czasem Misja, wyrosła ze skromnych korzeni - z adoracji Najświętszego Sakramentu przez jedną siostrę - zaczęła się rozrastać i owocować. Przeraziło to nieco autorkę pomysłu, zapracowaną wówczas studentkę KUL-u, która - zasypywana listami i telefonami - nie nadążała na nie odpowiadać. Dziwiła się nawet, skąd ludzie wiedzą o Misji, skoro ona nie przyłożyła ręki do jej rozpowszechnienia. Radziła się sióstr, co robić. Może zrezygnować i ustąpić pola komu innemu, kto lepiej ją poprowadzi? One jednak objęły ją modlitwą, wsparły duchowo i zaoferowały wszelką pomoc.

Dzięki temu Misja, po pięciu latach istnienia, liczy już ponad 3300 osób i wciąż się rozwija. Skupia też 3500 objętych modlitwą księży diecezjalnych, zakonnych i tych, którzy porzucili sutannę i żyją poza stanem kapłańskim, nierzadko w cierpieniu i bólu. Siostry rozumieją, że nie można ich tak zostawić. Ks. Józef Małysiak bowiem mówił: "Kapłańska godność trwa na wieki. Każdy kapłan jest wiecznym kapłanem, tak jak i Pan Jezus".

Zgłoszenia do Misji

Najczęściej duszpasterze zgłaszani są do Misji przez swoje rodziny, parafie, seminaria duchowne (tzw. prezent prymicyjny), przyjaciół, ludzi zatroskanych o ich los, a także samych kapłanów, przeżywających różne problemy i wewnętrzne rozterki.
Aby otoczyć księdza codzienną i dobrowolną modlitwą aż do końca życia, wystarczy podać jego imię i nazwisko (wyłącznie do wiadomości Misji) oraz datę jego święceń kapłańskich. Często duchowni nawet nie wiedzą, że ktoś włączył ich w Misję, gdyż nie wymaga to ich zgody. Również osoby sprawujące nad nimi opiekę na ogół ich nie znają. Otrzymują legitymację, potwierdzoną przez siostry, gdzie wpisane jest tylko imię duszpasterza i data jego konsekracji. Są też wydrukowane dwie modlitwy, obowiązujące członków Misji. Jedna do Ducha Świętego, odmawiana za objętego troską duchową kapłana, i druga do Matki Bożej, odmawiana w intencji całego duchowieństwa. W sumie więc "misjonarze betańscy" modlą się za każdego księdza dwa razy. Te codzienne modlitwy mają być dla szafarzy tajemnic Bożych podporą, wypraszaniem dla nich świętości, wyrazem troski o ich powołanie i apostolstwo. Nie bez powodu zatem w Domu Modlitwy za Kapłanów, codziennie od godz. 15.00 do 17.00, siostry betanki adorują Najświętszy Sakrament w intencji duchowieństwa. W kaplicy, utrzymanej w biało-zielonych barwach, sprawowane są też Msze święte za księży. W ubiegłym roku odprawiono ich 150. Na ołtarzu zaś wyłożona jest specjalna księga, do której wpisywane są dodatkowe intencje.

Kto modli się za księży?

S. Gabriela marzy, żeby osoby włączone w Misję były jak płuca kapłana, którymi on oddycha, i żeby były jego cieniem - zawsze z tyłu, skromnie - aby otaczać go jedynie obłokiem modlitwy, zwłaszcza gdy spowiada w konfesjonale.
Z przeprowadzonych analiz wynika, że osoby wypraszające w Misji łaski dla duchowieństwa to głównie: siostry betanki i zakonnice oraz zakonnicy z innych zgromadzeń, księża diecezjalni, klerycy i rzesze świeckich, na przykład studenci, emeryci, osoby niepełnosprawne, rodziny (dzieci są tutaj wykluczone, chyba że rodzice zobowiążą się czuwać nad nimi, by odmawiały modlitwy). Średnia wieku waha się od 30 do 50 lat, sporo osób ma wyższe wykształcenie. Dużo ludzi - jak zwierzają się w listach do Misji - ofiarowuje w intencji duchowieństwa pielgrzymki do sanktuariów, cierpienia własne i bliskich, posty, wybrane dni, zdarzenia itd.
Dowodzi to niezbicie, że nie jest nam obojętne, jakich mamy przewodników duchowych. Ludzie, szczególnie młodzi, stawiają dziś duszpasterzom wysokie wymagania. Poszukują gorliwych i świętych szafarzy tajemnic Bożych oraz dobrych spowiedników. Żeby jednak takimi oni byli, musimy starać się o to wszyscy. S. Gabriela podkreśla, że trzeba ich niejako na nowo "urodzić" naszą opieką duchową, życzliwością, szacunkiem i modlitwą. Księża przecież też przeżywają dramaty, rozterki i boleją nad tym, że grzeszą, upadają i postępują niewłaściwie.

Kim naprawdę jest ksiądz?

"Trzeba głębiej wejść w charyzmat kapłaństwa - proponuje wszystkim, a także w listach do członków Misji, s. Gabriela - żeby dotknąć kilku tajemnic... Gdyby ludzie wiedzieli, kim naprawdę jest ksiądz, to nie wstawaliby z kolan w dziękowaniu Bogu za ten wspaniały dar. Założyciel naszego zgromadzenia określił to tak: «W czasie konsekracji kapłan staje się jakby twórcą swego Stworzyciela. Nawet aniołowie nie mają władzy przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa». Bo przecież właśnie ksiądz ma niesamowitą moc w konsekrowanych dłoniach, które «ściągają» łaskę z nieba. Bez względu na to, czy jest dobry, czy zły - jak to ludzie określają - zawsze na jego słowo i tylko na słowo kapłana, Jezus przychodzi na ziemię. Jeśli księży zabraknie, to zabraknie Chrystusa żywego, eucharystycznego, bo my Go sobie sami na ziemię nie sprowadzimy".

Ksiądz niesie na sobie cały świat. W konfesjonale powierza miłosiernemu Jezusowi ludzi, którzy się u niego spowiadają. Żeby podołał wszystkiemu, trzeba go wspierać, pomagać mu i modlić się za niego. Po to właśnie jest betańska Misja, która rozrasta się i przeszczepia do innych krajów: Austrii, Niemiec, Australii, USA, a także na Białoruś i do krajów skandynawskich.
Do niedawna członkowie Misji obejmowali opieką duchową tylko polskich księży. Teraz już modlą się za kapłanów murzyńskich, japońskich, a w kolejce czeka jeszcze wielu duszpasterzy z innych krajów.
S. Gabriela Basista twierdzi, że dopóki jest choćby jeden ksiądz, który nie został włączony w opiekę Misji, nie wolno spocząć. Trzeba wspierać kapłanów w ich pracy duszpasterskiej i otaczać ich obłokiem modlitwy, bo gdy księży zabraknie, to kto sprowadzi nam Pana Jezusa na ziemię?

Marzenna Bławat
(ur. 1953), publicystka, dziennikarka. Publikuje m.in. w dwutygodniku diecezji pelplińskiej "Pielgrzym".

 
Zobacz także
br. Antoine-Emmanuel
Jezus wzywa nas do modlitwy... bez sieci. Nie możemy już kurczowo trzymać się zabezpieczeń materialnych, gwarantujących skuteczność mo­dlitwy. Jezus pociąga nas do osobistej relacji przyjaźni z Bogiem i musimy się zanurzyć, nie posiadając innych gwarancji, jak tylko Jego Słowo. Zanurzyć się w siebie, gdyż Jezus zapewnia nas, że gdy jesteśmy "w sobie", jesteśmy w Bogu.
 
br. Antoine-Emmanuel
Żyć bez ręki, bez nogi, bez oka… Niemożliwe? A jednak. Choć przyjdzie to z trudem, to jednak jest to do wykonania. A bez duszy, bez serca, bez woli… Czy da się tak żyć? Czy bez relacji z Bogiem jesteśmy w stanie przeżyć? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana. 
 
Danuta Piekarz
Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju nie są bynajmniej dziennikarską relacją: ich autor nie stał z kamerą i z dyktafonem, gdy Bóg stwarzał świat, gdy powoływał do istnienia pierwszych ludzi i gdy oni podejmowali ważne decyzje, także tę jedną... jakże fatalną w skutkach!  
 
___________________
 
 reklama