logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Piotr Koźlak CSsR
Życie kapłańskie to życie przeniknięte wartościami
Kwartalnik Homo Dei
 
fot. Mikali, Priest | Pixabay (cc)


Z ks. prof. Januszem Mastalskim, kapłanem archidiecezji krakowskiej, dziekanem Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz kierownikiem Katedry Pedagogiki Ogólnej na tym wydziale, rozmawia Piotr Koźlak CSsR
 
Księże Profesorze, mam za sobą lekturę trzech książek Księdza Profesora poświęconych życiu kapłańskiemu. Opisuje w nich Ksiądz kapłana dzisiejszych czasów. Zastosujmy do jego opisu tytuły tych książek [1]: czy jest to zatem człowiek bardziej walczący z "pokusami" i "lękami kapłańskimi" czy bardziej troszczący się o "wartości kapłańskie"?
 
Nie ma w zasadzie wątpliwości, że współczesny kapłan jest odbiciem współczesnego społeczeństwa; jest taki, jakie są dzisiejsze rodziny, bo przecież przyszły kapłan wychowuje się w rodzinie. Współczesna zaś rodzina jest narażona na różnego rodzaju pokusy i lęki, dylematy czy frustracje. One wyciskają swe piętno na przyszłym kapłanie. I jeśli chce on sobie radzić z pokusami czy lękami, musi się stać księdzem, który żyje wartościami. Życie kapłańskie ma być obszarem przenikniętym nimi. Także dzisiejszy kapłan (jak zresztą wszyscy kapłani na przestrzeni wieków) znajduje się między dwoma biegunami: pokusą i wiernością. Jest poddawany próbom, i aby mógł im sprostać, musi dbać o rozwijanie pozytywnych wartości. To pozwoli mu stać się "kapłanem wyzwolonym".
 
Czy to przypadek, że najpierw zostały opublikowane książki omawiające tę "ciemniejszą" stronę życia kapłańskiego, a dopiero po nich książka traktująca o pozytywnych wartościach?
 
Nie jest to przypadek, ale celowy zabieg. Wydaje się, że najpierw trzeba dokonać pewnego rodzaju diagnozy, by następnie pokazać drogę wyjścia. Dlatego też nie tylko w moich książkach, lecz również w kazaniach czy homiliach staram się przedstawić na początku tezę, która najpierw ujmuje negatywną czy (jak to Ojciec nazwał) ciemniejszą stronę danego zjawiska, by potem przejść do ukazania sposobu pokonania tej trudności. Stąd najpierw temat pokus, a następnie lęków. Warto przy tym zdać sobie sprawę, że obie te rzeczywistości są mocno obecne w Biblii, która bardzo często opisuje bohaterów poszczególnych ksiąg jako uwikłanych w słabości, nękanych pokusami. Są to osoby powołane przez Boga do wypełnienia wielkich zadań, ale jednocześnie mają swoje słabości i przeżywają lęki. Natomiast dwie następne książki – Wartości kapłańskie i Modlitwa kapłana, które powinna się ukazać w przyszłym roku – pokazują, że wszelkie pokusy czy lęki są do przezwyciężenia pod warunkiem przyjęcia pewnych wartości i dokonywania przy ich pomocy codziennych wyborów. 
 
W swojej książce pisze Ksiądz o pokusach czyhających na kapłana. Niestety, słowo "pokusa" zostało bardzo zbanalizowane, a jego zasięg ograniczony do VI przykazania. Jak przywrócić temu słowu jego powagę i prawdziwe znaczenie, "odbanalizować" je? I czy można wskazać jakiś wspólny mianownik dla różnych pokus kapłańskich?
 
Mam nadzieję, że wspomniana książka będzie właśnie dowodem na to, iż o pokusach można pisać w sposób nie banalny, ale dojrzały, ujmując problem z możliwie wielu punktów widzenia. Niestety, często pokusy są banalizowane, ponieważ nie chcemy się zmierzyć z tym, co w nas trudne i czego nie potrafimy w sobie pokonać. Pokusa wytwarza w nas pewne napięcie, dlatego też próbujemy w sobie wytworzyć mechanizmy obronne, np. wyśmiewanie jej lub udawanie, że nas to nie dotyczy. Natomiast Jezus wyraźnie powiedział: Prawda was wyzwoli. Trzeba więc poznać prawdę o sobie i trzeba mieć odwagę zmierzyć się z tym, co w nas trudne i pogmatwane. Żyjemy w przestrzeni pokus, i niezależnie od tego, kim jesteśmy, kapłanami czy świeckimi, ta przestrzeń nas przenika. Dlatego punktem wyjścia pracy nad sobą jest świadomość, że pokusy istnieją i nas dotykają.  Następnie chodzi o ich rozpoznanie. I dopiero wtedy należy podjąć wysiłek ich przezwyciężenia. Niewątpliwie słowo "pokusa" rodzi pewne skojarzenia pejoratywne, może się kojarzyć z jakąś archaicznością. Ktoś może twierdzić, że to jakieś zabobony, które nie dotyczą współczesnego człowieka. Prawda jest jednak taka, że pokusa jest rzeczywistością wszechobecną, i albo się z nią wygrywa, albo przegrywa. 
 
W tej książce można znaleźć opis sześciu pokus. Czy może Ksiądz podjąć próbę wskazania, która z nich przeważa wśród duchownych albo jest dla nich najważniejszym wyzwaniem?
 
Dla mnie osobiście najważniejszą pokusą, z jaką winni się zmierzyć duchowni, jest pokusa bylejakości. Bylejakość sprawia, że ksiądz zapomina, kim jest. Wówczas sypie się w gruzy cały etos kapłański. Ona wpływa na wszystkie sfery kapłańskiego życia. Co najgorsze, ksiądz opanowany przez bylejakość przestaje się troszczyć o swoje powołanie: na niczym mu nie zależy, do wszystkich spraw i obowiązków podchodzi tak, jakby to było coś drugorzędnego, nieistotnego. Samo słowo "bylejakość" oznacza brak starań o "jakość", brak troski o wzrost duchowy. Tu nie chodzi tylko o zatrzymanie się w rozwoju, ale o cofanie się w szeroko rozumianej gorliwości kapłańskiej.
 
Uderzyło mnie, że w tej książce często mówi Ksiądz Profesor o wartości ciszy i wrażliwości na piękno jako o istotnych czynnikach w walce z pokusami. Czy mógłby Ksiądz uzasadnić krótko tę myśl?
Trzeba doprecyzować stan ciszy. Prawdziwa cisza to spokój wszystkich zmysłów. Nie chodzi więc tylko o ciszę zewnętrzną (brak hałasu). Cisza, która nam jest potrzebna, to pokój serca. Natomiast bardzo dobrze, że Ojciec wspomina o wrażliwości na piękno, ponieważ my kapłani w ostatnich latach chyba zapomnieliśmy o tej niezwykle ważnej wartości kształtującej postawy kapłańskie. A dlaczego jest ona tak ważna? Z tego powodu, że zauważając piękno w innych ludziach, w sobie samych, wokół siebie, wyzwalamy postawę wdzięczności Bogu za to, co stworzył. 
 
Uderzyło mnie też zdanie, że jedną z przyczyn pokus w życiu kapłana jest "brak higieny wyobraźni". Telewizja, a zwłaszcza internet, są przepełnione treściami i obrazami, które poruszają zmysły do tego stopnia, że niektórzy przewodnicy duchowi radzą, a czasami wręcz nakazują zamontowanie sobie programów blokujących informacje związane z erotyką.
 
Proszę zwrócić uwagę, że o czystość dbamy w różnych wymiarach naszego życia. Troszczymy się o ciało, zęby, wzrok, o porządek w mieszkaniu. W tym samym sensie należy zadbać o wyobraźnię i o to, co ją pobudza w naszym umyśle. To, co powstaje w naszej wyobraźni, jest wynikiem m.in. tego, co oglądamy. Często mówi się, że ktoś "strzela oczami". Czyni tak dlatego, bo nie może sobie poradzić np. z pokusą nieprawidłowego patrzenia na kogoś. W tym miejscu należy powiedzieć wprost o ascezie wzroku, gdyż jak pisał św. Jan Apostoł, niektóre grzechy powstają poprzez "pożądliwość wzroku". Niemożliwe jest wzrastanie duchowe, jeśli nie będzie zarówno pewnej kontroli naszych zmysłów, jak i wręcz walki z bodźcami, które nas atakują. Dzisiaj treści erotycznych nie trzeba szukać – one są wszędzie. Trzeba się przed nimi stanowczo i umiejętnie bronić; tym bardziej że w obecnych czasach wmawia się, nie tylko młodym ludziom, by nie stawiać sobie wymagań. W wielu koncepcjach pedagogicznych próbuje się znieść odpowiedzialność sprawcy za popełnione czyny w imię fałszywie pojętej wizji człowieka.
 
Mówi się coraz częściej o tym, że u młodych ludzi internet sieje wręcz spustoszenie w życiu duchowym.
 
Internet jest przede wszystkim ogromnym pochłaniaczem czasu. Dalej, przez internet młody człowiek wzbudza w sobie pragnienia, których potem nie potrafi zaspokoić. I chodzi tu nie tylko o sprawy związane z erotyką. Nie mniejszym problemem jest np. kopiowanie wszystkiego, co – wydaje się – może być przydatne. Innym ogromnym problemem korzystania z internetu jest brak odpowiedzialności za pisane słowo. Internauci uczestniczą w anonimowych dyskusjach, w których padają często ostre czy wulgarne słowa, za które nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności. 
 
Czy nie za mało mówi się o wyglądzie zewnętrznym księdza? Omawiając pokusę bylejakości, zwraca Ksiądz uwagę na jedną z jej przyczyn, mianowicie tzw. wieczne kawalerstwo. 
 
Jest to delikatny, a jednocześnie istotny problem. Wierni reagują pozytywnie na księdza, który wygląda po prostu schludnie. Każdy ksiądz poprzez swój strój, czystość, zapach wyraża szacunek wobec ludzi, z którymi się spotyka. Z drugiej strony, troska o wygląd zewnętrzny (nieprzesadna, rzecz jasna) może być przejawem uporządkowanego życia wewnętrznego. Ktoś mógłby odrzucić ten argument, twierdząc, że nie jest ważne to, co na zewnątrz; istotne jest wnętrze, osobowość itp. W odpowiedzi trzeba by zapytać: a dla kogo ty żyjesz? Dla samego siebie? Przecież z reguły pierwszą sferą naszego spotkania z drugim człowiekiem jest to, co zewnętrzne. Ludzie najczęściej najpierw na siebie patrzą, a dopiero potem do siebie mówią. Na szczęście zauważa się coraz więcej księży, którzy uświadamiają sobie ten problem. 
 
Wracając do tytułów powyższych książek: jaka jest różnica między pokusą a lękiem?
 
Różnica jest zasadnicza. Pokusa jest trudnym do opanowania pragnieniem. Pokusa jest czymś, co zazwyczaj kieruje człowieka w złym kierunku. Natomiast lęk to negatywny stan emocjonalny związany z poczuciem jakiegoś niebezpieczeństwa. 

Wspominam o tym, ponieważ już ojcowie pustyni mówili, że jednym z mechanizmów obronnych wobec pokus jest ucieczka przed nimi. Dzisiaj twierdzi się, że tylko ludzie bojaźliwi uciekają, a pokusom trzeba stawić czoła. I niestety, wielu przegrywa. Może więc ucieczka przed pokusą to wcale nie taka zła reakcja? 
 
Wszystko zależy od tego, jak oceniamy swoje możliwości duchowe i psychiczne. Każdy musi mierzyć siły na zamiary. Każdy musi się pytać, czy ma w sobie wystarczająco tyle sił duchowych i psychicznych, aby np. pokonywać w sobie pokusogenne skojarzenia przy okazji oglądaniu jakiegoś filmu czy zdjęcia. Trzeba też mieć świadomość, że są pewne zjawiska, postawy czy sytuacje, których człowiek musi unikać. To jest ważne słowo: nie tyle uciekać przed czymś, co raczej tego unikać, a więc nie wystawiać się na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Jest to tym samym nawiązanie do znanej zasady unikania okazji do grzechu. 
 
Czy jest coś specyficznego, co różniłoby lęki kapłańskie od lęków przeżywanych przez innych ludzi?

Specyfika lęków kapłańskich polega na tym, że przeżywane są one w powołaniu szczególnego rodzaju. Lęki jako takie: przed odpowiedzialnością, samotnością czy np. przed podejmowaniem decyzji są wspólne wszystkim ludziom. Nabierają one specyfiki w zależności od okoliczności i rodzaju powołania, w którym są przeżywane. Kapłani wyrastają ze społeczeństwa, które jest atakowane różnego rodzaju lękami. Specyfika pokus i lęków kapłańskich wynika z innego niż u świeckich rodzaju życia na co dzień. Ale przy tym warto podkreślić jedną kwestię. Kapłani, którzy zdają sobie sprawę z przeżywanych przez siebie lęków i próbują pokonać w sobie to, co trudne czy nawet niezrozumiałe, będą mogli łatwiej pomóc wiernym doświadczającym podobnych problemów w swoim powołaniu rodzinnym czy małżeńskim. I tak np. lęk przed drugim człowiekiem niezależnie od tego, czy dotyka on  kapłana czy małżonka, często ma podobne źródła. 
 
W książce Księdza Profesora nie znalazłem lęku, który – jak mi się wydaje – występuje jednak w kapłańskim życiu: lęku przed Bogiem. A może leży on u podłoża wszystkich innych?
 
Ten lęk, o którym Ojciec wspomniał, przewija się w prawie każdym rozdziale, np. w opisach momentów, w których kapłan musi ponieść odpowiedzialność za swoje konkretne wybory. Z pewnością lęk przed Bogiem jest obecny w życiu kapłańskim. Podstawowym pytaniem pozostaje kwestia jego siły i powszechności występowania. Sądzę, że u kapłanów częściej można się spotkać z dobrze rozumianą bojaźnią Bożą, czyli świadomością, że kiedyś stanie się przed Bogiem, aby (jak czytamy w Pawłowym liście) zdać relację ze swego życia. 
 
Abp J. Michalik twierdzi, że kapłan to człowiek, który jest przede wszystkim blisko ludzi [1]. A jako jeden z lęków kapłańskich wymienia Ksiądz lęk przed ludźmi. Jak z nim walczyć?
 
Lęk przed ludźmi istnieje nie tylko wśród kapłanów. Śmiem twierdzić, że jest to jeden z bardziej powszechnych problemów ludzi na całym świecie. W dobie nieustannych podsłuchów, nagonek, pomówień ludzie mają wobec siebie coraz mniej zaufania, a coraz więcej podejrzliwości. I to musi mieć również odbicie w życiu kapłanów. Zdaję sobie sprawę, że często kapłani muszą znaleźć w sobie duże pokłady odwagi, aby sprostać wyzwaniu bycia świadkiem pośród ludzi. Zdają sobie jednak sprawę, że taki wysiłek muszą mimo wszelkich trudności podejmować, ponieważ są powołani do tego, by być z drugim człowiekiem poprzez przepowiadanie, katechezę, różnorakie formy współpracy. 
 
To bycie z ludźmi jest sprawą złożoną. Z jednej strony jest to konieczny element życia dobrego kapłana, duszpasterza, a z drugiej wiadomo, że niełatwo o to, jeśli alumn z domu rodzinnego nie wyniesie dobrych relacji ze swoim ojcem. Tegoroczne spotkanie rektorów seminariów duchownych wiele czasu poświęciło tematowi złych relacji alumnów ze swoimi ojcami, które są przenoszone w dorosłe, kapłańskie życie.
 
Niestety, coraz częściej mamy do czynienia w Polsce z pojęciem "toksycznego ojca". W wielu rodzinach przyszłych kapłanów ojcowie są albo fizycznie nieobecni, albo agresywni (np. jako alkoholicy), albo nie uczestniczą w życiu rodziny, w wychowaniu dzieci. Młody człowiek, który wzrasta w tego typu rodzinie, nie ma ani wzoru swego przyszłego ojcostwa (w przypadku kapłana ojcostwa duchowego), ani męskości. W rezultacie muszą się w nim zrodzić problemy modlitewne dotyczące Boga jako Ojca.
 
Pisze Ksiądz o lęku przed samotnością jako o czymś negatywnym. A przecież w seminarium prowadzi się życie wspólnotowe, zachęca się do nawiązywania relacji. Potem już w parafii czy klasztorze życie wspólnotowe traktuje się jako jeden z istotnych elementów działalności apostolskiej. Dlaczego zatem mielibyśmy cenić samotność?
 
Nie ma tutaj sprzeczności, ponieważ należy zrobić rozróżnienie pomiędzy: "być samotnym" a "być samemu". Być samemu to nie wiązać się z nikim emocjonalnie, nie czuć zobowiązań wobec ludzi, z którymi pracuję, przebywam. Natomiast samotność, choć ma wydźwięk negatywny, zawiera w sobie wiele pozytywnych treści. Samotność jest każdemu człowiekowi bardzo potrzebna. Przede wszystkim potrzebujemy samotności przed Bogiem. 
 
Nie ma żadnej wątpliwości, iż jedną z przyczyn kapłańskiego lęku przed samotnością jest kryzys modlitwy. Doświadczenie pokazuje, że modlitwa nie zależy wyłącznie od ilości wolnego czasu, ale od priorytetów, jakie sobie człowiek w życiu wyznacza. Należy także wspomnieć, że czynnikiem zwiększającym lęk przed samotnością są ciągnące się nieraz latami nie zakończone związki emocjonalne, które sięgają nawet jeszcze czasów przedseminaryjnych. Nigdy też dość przypominania, że podstawowe zadanie kapłana to szukanie jedności najpierw z Bogiem, a dopiero potem z ludźmi. Problemów z samotnością nie mają ci, którzy poukładali swoje sprawy z Bogiem. Jeśli przychodzą problemy samotności  psychicznej, społecznej czy moralnej, to kto w pierwszym rzędzie może kapłanowi pomóc? Oczywiście niezmiernie ważni są przyjaciele i bliscy ludzie, ale nic nie zastąpi intymnej więzi kapłana z Bogiem. W takiej sytuacji okazuje się, jak ważne jest, aby kapłan był człowiekiem autentycznej modlitwy.
 
Czy można powiedzieć, że antidotum na pokusy i lęki kapłańskie jest życie wartościami?
 
Tak, z pewnością.
 
Jednak niesie ono ze sobą wiele trudności, wymagań, wyrzeczeń...

Aby wejść na drogę życia wartościami, trzeba dokonać "cięcia". Co to znaczy? Dobrym wyjaśnieniem jest przywołanie wydarzenia z życia Carla Carretto, gdy postanowił, że resztę życia spędzi na Saharze jako mały brat Jezusa. Jego mistrz nowicjatu powiedział do niego, że jeśli rzeczywiście chce rozpocząć nowe życie musi dokonać "cięcia". Carretto wspominał to "cięcie" następująco: Przechowywałem w plecaku gruby zeszyt, w którym miałem zanotowane adresy przyjaciół; było ich tysiące. Musiałem zatem dokonać owego sławetnego cięcia… Wziąłem notes, który był ostatnim ogniwem łączącym mnie z przeszłością i po całodziennym wahaniu poszedłem go spalić. Ale spalenie adresów nie oznacza zerwania przyjaźni. Okazało się później, że nigdy nie miłowałem tak bardzo moich starych przyjaciół i nigdy tak bardzo się za nich nie modliłem jak w samotności na pustyni. Ten przykład pokazuje, o co chodzi w życiu duchowym: o zerwanie z tym, co nas niepotrzebnie wiąże, nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł.  

O jakich wartościach ważnych dla kapłana należy przede wszystkim powiedzieć?
Oczywiście nie sposób wymienić tutaj wszystkich, ale wspomnę przynajmniej o czterech podstawowych: wierność, czystość, odpowiedzialność, a przede wszystkim miłość. Najpierw ta pierwsza. Wierność leży u podstaw życia według wartości, bowiem tylko konsekwencja i jednoznaczne podejście do siebie i innych rodzi trwały, uporządkowany system przekonań. Wierność jest zatem w pewnym sensie przeciwieństwem zwątpienia i zarozumiałości czy nawet wręcz pychy. W największym skrócie można powiedzieć, że wierność kapłańska oznacza "jednoznaczność", zgodność postępowania z etosem chrześcijańskim, dokonywanie (mimo wszystkich trudności) ewangelicznych wyborów, bycie świadkiem w pełnej dojrzałości. O wierność trzeba się nieustannie troszczyć.
 
Ksiądz Tischner napisał, że wierność jest przede wszystkim aktem nadziei, a nie pamięci. Czy Ksiądz Profesor by się z tym zgodził?

Myślę, że najistotniejsze jest bycie świadomym, że wierność jest wyzwaniem. Jest ona rzeczywistością dynamiczną. Nie należy więc tylko pamiętać o tym, że kiedyś ślubowałem Bogu, ale trzeba być pewnym, że z Bogiem – i tylko z Nim – mogę tę wierność nie tylko ustrzec, ale nią pięknie żyć. I nadzieja to jest właśnie ta pewność.
 
Druga wartość: czystość. Mówiąc o niej, wkraczamy na teren nie tylko ważny, ale i bardzo delikatny…
 
Ze wszech miar. Ale delikatność tematu nie powinna nam przesłaniać faktu, że należy o czystości rozmawiać i sensownie mówić. Czystość to nie tylko niepopełnianie grzechów nieczystych, ale to pewien styl życia; to etos, pewien sposób myślenia; to, czym napełniam moje wnętrze. Jest to sens życia dla Boga. Uświadamiał to nam kapłanom Benedykt XVI, stawiając za przykład św. Jana Vanneya: Jego czystość była taką, jakiej wymaga się od księdza dla jego posługi. Powiadano o nim, że w jego spojrzeniu jaśniała czystość. Kapłan pragnący żyć według wartości musi dbać o czystość, i co się z nią wiąże, o sumienie. Powinno ono być stale kontrolowane i uwrażliwiane. Ale czystość to nie tylko wymagania, to nie tylko rezygnacja. Nagrodą za czystość, jak mawiał o. Józef Bocheński OP, jest wielka siła życiowa. Twierdził on, że jeśli nic tak nie wyczerpuje jak rozpusta, to nic nie daje tak wielkiej siły życiowej jak czystość. I trudno nie przyznać temu, nie żyjącemu już, ale bardzo znanemu zakonnikowi racji. 
 
Idźmy dalej śladem wymienionych przez Księdza wartości. Najczęściej odpowiedzialność tłumaczy się jako "odpowiadać na", np. na Boże wezwanie.

Owszem, ale nie tylko. Istotą odpowiedzialności jest to, że człowiek sam przyczynia się do osiągnięcia własnego dobra i dobra innych. W najprostszym ujęciu odpowiedzialność wymaga spełnienia czterech warunków: wiem, co robię; znam cel swego działania; przewiduję jego konsekwencje; oraz przyjmuję je i ponoszę. Wynika z tego jasno, że u podstaw odpowiedzialności znajduje się wolność. Gdy ktoś dokonuje jakiegoś czynu, może i powinien powiedzieć: "To, co zrobiłem, to zrobiłem właśnie ja, nikt inny".
 
Na sądzie ostatecznym wszyscy ludzie, także kapłani będą rozliczani z miłości. Jednak kapłan musi inaczej niż świeccy realizować przykazanie miłości. 
 
Miłość kapłańska, tak jak u każdego człowieka, musi się realizować w wolności. Można podać kilka wymiarów owej miłości, stanowiącej filar życia według wartości. Na pierwszym miejscu jest walka z egoizmem. Autentycznie kocha ten, kto zapomina o sobie, a otwiera się na potrzeby drugiego. W praktykowaniu miłości kapłańskiej zawsze obecna jest pełna akceptacja drugiej osoby oraz pragnienie jej dobra. Aby miłość w życiu kapłana rozwijała się w pełnej wolności, musi być gotowa do poświęceń, a staje się taka, gdy jest pokorna. Dojrzała miłość jest zawsze pokorna. 
 
 
Rozmawiał Piotr Koźlak CSsR
Kwartalnik "Homo Dei" nr 1/2014
 
______________________
Przypisy:

[1] J. Mastalski, Pokusy kapłańskie, Kraków 2011; Lęki kapłańskie, Kraków 2012; Wartości kapłańskie, Kraków 2013 (wszystkie 3 pozycje ukazały się w wydawnictwie Homo Dei).
[2] Por. Raport o stanie wiary w Polsce, Józef Michalik w rozmowie z G. Górnym i T.P. Terlikowskim, Radom 2011, s. 68.
 
Zobacz także
Zbigniew Nosowski

Kapłan przychodzący do psychologa po pomoc dla siebie przeżywa wiele trudności. Oto on, który powinien pomagać innym, sam jest bezradny wobec siebie i swoich problemów. Już sama świadomość księdza, że jako kapłan nie radzi sobie i potrzebuje pomocy, jest dla niego wewnętrznie trudna do przyjęcia...

 

Z Ewą Kusz rozmawia Zbigniew Nosowski

 
Fr. Justin
Byłem na uroczystości 25-lecia ślubów zakonnych mojej przyjaciółki. Nie mogę jednak zrozumieć, jaki sens ma dobrowolne ubóstwo. Wyrzeczenie się pewnych wygód łączy się przecież z cierpieniami i przykrościami.
 
O. Stanisław Łucarz SI
To było dla mnie wielkie odkrycie, że ludzie świeccy, żyjący w małżeństwach czy samotnie, potrafią tak przekonywująco i z takim duchem głosić Ewangelię. Ten odklerykalizowany sposób głoszenia Słowa urzekł mnie najbardziej i przekonał do wejścia na Drogę Neokatechumenalną...
 
 
___________________
 
 reklama