logo
Niedziela, 14 grudnia 2025 r.
imieniny:
Alfreda, Izydora, Zoriny, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Adam Rybicki
Świątobliwy, ale nieszczęśliwy
Pastores
 


Nie chciał wejść, czyli nie chciał brać w tym wszystkim udziału. Nie chciał brać udziału w prawdziwym życiu, które jest, jakie jest, zawiera wzloty i upadki. Gdyby ojciec go nie przekonał (z przypowieści nie wynika, czy go przekonał, czy nie), ze złości może starszy syn poszedłby znów na pole i ze złością wbijałby motykę w ziemię, a każdy dźwięk dobiegającej do jego uszu muzyki potęgowałby jego gniew. Potem poszedłby do gospody i zamknąłby się ze swoim gniewem we własnym pokoju i we własnym ciasnym sercu. Po­trzebował jednak pomocy, słów ojca, jego zaproszenia, by wszedł i bawił się razem. Jak widać, z tej sytuacji żalu i smutku znów wyprowadza go ojciec. Czy nam to nie przypomina, że gdy jesteśmy zamknięci w jakimś smutku, żalu czy złości, musimy po prostu więcej się modlić, może nawet "na siłę", żeby dać się z tego dołka wyprowadzić łagodnym słowem Ojca?

Jezus – Syn szczęśliwy

Czy bycie synem szczęśliwym, choć ciężko pracującym dla Ojca, to abstrakcja? Czy każdy może tego doświadczyć? Jeśli ktoś widzi u siebie podobne uczucia, jakie szarpnęły starszym synem w dniu powrotu z "wycieczki" jego młodszego brata, to co może zrobić, by nie dać się przez nie poszarpać? Co zrobić, by mówiąc: "tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu", nie mówić tego z wyrzutem i złością, lecz z poczuciem zadowolenia?

Jezus jest wcieleniem tej postawy i tego stanu – jest Synem szczęśliwym. Pokazuje drogę do tego szczęścia, drogę wyrwania się ze wszystkich niszczących odczuć, które ujawnił starszy syn, posłuszny, wierny, ale bardzo nieszczęśliwy.

W kilku miejscach Jezus bardzo wyraźnie mówi, co konkretnie trzeba robić, aby być szczęśliwym: czuwać (zob. Mt 24,46), być bezinteresownym wobec potrzebujących (zob. Łk 14,14), czynić wszystko, by ucztować kiedyś w królestwie niebieskim (zob. Łk 14,15). Jezus nie mógłby uczyć ludzi o szczęściu, gdyby sam go nie zaznawał.

Jako pierwszy stopień na tej drodze do szczęścia Jezus umieścił relację z Ojcem, a szczególnie jej jakość, jej temperaturę. Mając blisko Ojca, będąc z Nim, będąc gorącym (a nie zimnym ani letnim), nikomu niczego się nie zazdrości, nie ma się poczucia straty, gdy Ojciec przygarnia grzesznika. W łączności z Ojcem po prostu wszystko cieszy, na wyższych rejestrach tej jedności cieszy nawet ubóstwo i cierpienie. W łączności z Ojcem przejmuje się Jego wzrok i myśli, Jego oczami widzi się powracających grzeszników i własną nędzę, która może nie ujawniła się tak bardzo na zewnątrz, ale nie oznacza, że jest mniejsza niż u kogokolwiek innego. Jest wreszcie możliwa taka jedność, która każe szukać tylko Jego woli i niczego więcej; szukanie i pełnienie Jego woli staje się czymś tak ważnym jak pokarm (Jezus właśnie tak to przeżywał – zob. J 4,34). Nie trzeba jednak przypominać, że ten rodzaj relacji z Ojcem nie jest jak siła mięśni, którą można wyćwiczyć. To dar Ducha Świętego; można go nazwać darem pobożności lub bojaźni Bożej, bo właśnie one w pewien sposób tworzą nasze synowskie odniesienie do Ojca. Duch Święty w nas może nam udzielić takiej serdecznej relacji, takiego zaufania i takiej radości przebywania z Ojcem. Trzeba o to prosić. Jezus nalegał, abyśmy o to prosili, a na pewno dostaniemy. Warto przypomnieć, że słów: "Tyś jest mój Syn umiłowany" Jezus nie usłyszał ze względu na siebie, tylko ze względu na nas. Jezus zaprasza, byśmy poprzez jedność z Nim nieustannie słyszeli te słowa skierowane właśnie do nas. One leczą ze smutku, ze wszystkiego, co nie pozwala cieszyć się życiem.

Sztywność i zimno w relacji do przebaczającego Boga (a może do przebaczenia w ogóle) Jezus zauważył kiedyś u faryzeuszy: gdy kobieta cudzołożna obmywała mu nogi, a faryzeusze na to szemrali, Jezus wziął jednego z nich na bok i wskazując na kobietę, powiedział, że ona nieustannie okazuje Mu czułość, a do niego: "Nie powitałeś mnie pocałunkiem" (Łk 7,45). Serce faryzeusza doznało wstrząsu, może zawstydzenia, gdy Rabbi dał mu do zrozumienia, że jest na początku drogi, że nie za wiele pojmuje z tego życia i z Boga, którego przed chwilą tak gorliwie wyznawał. Ta scena pokazuje, jak wiara faryzeusza zostaje zakwestionowana, a co więcej, za przykład wiary i miłości temu gorliwemu człowieko­wi Jezus dał kobietę cudzołożną, co musiało dla niego być bardzo nie­przyjemne. Może czasem i do nas Jezus mógłby powiedzieć podobne słowa: nie okazujesz mi serdeczności i czułości, stoisz z boku i oceniasz innych, jak starszy syn "nie chcesz wejść", czyli nie chcesz uczestniczyć w naszej wspólnej radości. Czy na pewno, stojąc z boku i oceniając innych, porównując się z nimi, jesteś szczęśliwy?

Jezus uczy nas także wnikliwego patrzenia, dobrego wzroku: abyśmy widzieli otaczający nas świat, wraz z jego niuansami i odcieniami, takim, jaki on jest. Tej przenikliwości i przebiegłości domagał się na przykład wtedy, gdy mówił, że mamy być "jak węże" (Mt 10,16). Jezus pragnie, abyśmy widzieli grzech takim, jaki on jest, bez lukru, z całą jego zgnilizną i konsekwencjami. Chce, żebyśmy widzieli grzesznika również w całej prawdzie: gdy idzie grzeszyć, byśmy mu nie zazdrościli, gdy wraca, byśmy też mu nie zazdrościli, że dostaje "najlepszą szatę, pierścień i sandały". Jezus uczy nas wreszcie, że gdy i nam powinie się noga, gdy roztrwonimy część majątku i nie będziemy już się tak dobrze czuli ("Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy Twojego nakazu" – pogratulować dobrego samopoczucia!), zawsze możemy wrócić, a nie błąkać się gdzieś po dalekich stronach i jeść strąki, które jedzą świnie. Powrót zawsze jest możliwy – oto kolejny powód do radości, powód, którego jakoś nie zauważył starszy syn. Nie stójmy z boku, wejdźmy do radości Pana. Nie bójmy się wejść tam, gdzie tańczą i jedzą utuczone cielę. Ucieszmy się Bogiem, który jest dla nas aż tak dobry.

ks. Adam Rybicki
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
oprac. Karol Wojteczek
Podstawowym dylematem moralnym, związanym ze służbą wojskową, pozostawała jednak dla chrześcijanina kwestia odbierania życia. Szybko przyjęło się tu uważać za usprawiedliwioną wojnę obronną, która dopuszczała odbieranie życia tym, którzy chcą odebrać je mnie. Podobnie taka „obrona własna” była wcześniej rozumiana w tradycji żydowskiej. 
 
ks. Mateusz Oborzyński

Jaki jest prawdziwy sens władzy? To służenie. Pan Jezus określa siebie jako Pasterza. Pasterz to władca, ale przede wszystkim opiekun owiec. Pasterz kocha swe owce, nie jest ich wyzyskiwaczem ani despotą. Jest gotowy oddać za owce swoje życie. Tym się różni od najemnika. Jest w tym wielka tajemnica miłości. Jeśli bardzo kochasz, to jesteś gotowy oddać za ukochanego swoje życie.

 
Monika Deja

Badania prowadzone na gruncie psychologii i socjologii pokazują, że seniorzy są najbardziej religijną grupą wiekową. Ponadto osoby starsze częściej niż młodsze podkreślają, że wiara i religijność odgrywają w ich życiu ogromną rolę. Nie pozostaje to bez wpływu na funkcjonowanie osób starszych. Wysoki poziom zaangażowania religijnego łączy się z lepszym stanem zdrowia, niższym poziomem przeżywanego stresu oraz wyższą oceną ogólnej jakości życia.

 

___________________