Katolik.pl - Miara posiadania
logo
Czwartek, 22 października 2020 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Sosnowska
Miara posiadania
Miesięcznik W drodze
 


A kto sam nie ma co do garnka włożyć, nie może nakarmić innego.

To także jedna z idei Klemensa Aleksandryjskiego: jeżeli nie będziesz miał dóbr materialnych, to nie pomożesz innym. Samo ubóstwo nie jest więc czymś pozytywnym. Gdy bowiem dysponujemy jakimiś dobrami, wtedy możemy wesprzeć innych, a przez to zdobyć uznanie w oczach Pana Boga. W tym kontekście Klemens wyjaśniał słowa Jezusa: "Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy [wszystko] się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków" (Łk 16,9). Dzielenie się dobrami materialnymi może być świadectwem miłości, ale też sposobem na pozyskanie przyjaciół, czyli tych, którzy przez swą wdzięczność pomogą nam wejść do królestwa niebieskiego, bo oni będą świadkami naszych dobrych czynów przed Bogiem.

To dlaczego Jezus mówi tu o niegodziwej mamonie?

Chciał nam pokazać, jak wielką wartością jest życie wieczne, i uświadomić, że aby je zyskać, możemy posłużyć się środkami materialnymi, które wprawdzie są marne i przemijają, ale mogą być narzędziem i sposobem okazania miłości bliźniemu i samemu Bogu, a – co za tym idzie – środkiem duchowego rozwoju.

Muszę księdza zapytać o życie pierwszych wspólnot chrześcijańskich. W Dziejach Apostolskich czytamy: "Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne" (Dz 4,32). Podejrzanie sielankowy jest ten opis. Naprawdę tak było?

Pierwotne wspólnoty były małe i wtedy o wiele łatwiej było o wzajemną pomoc. Jest prawdą, że pomagały swoim członkom i dbały o najuboższych – zwłaszcza o wdowy, pozostające bez środków do życia, i o dzieci, które utraciły rodziców. Wtedy niezbędne były "wspólne dobra", by taką pomoc zorganizować. To właśnie uderza w chrześcijaństwie pierwszych wieków: niezwykła gościnność wobec innych chrześcijan, ale także troska o ubogich, cierpiących, prześladowanych czy też uwięzionych. Z tego chrześcijanie słynęli nawet wśród pogan.

Zachowały się świadectwa takich opinii?

Najbardziej znaczące jest pismo O śmierci Peregrinosa. Pogański autor Lukian z Samosaty przedstawia w nim postać szarlatana Peregrinosa, który pozornie stał się chrześcijaninem i z tego powodu trafił do więzienia. Tam wykorzystał chrześcijan, którzy dbali o niego tak bardzo, że w więzieniu żyło mu się dobrze i nawet wzbogacił się dzięki otrzymanym darom. To paszkwil antychrześcijański, który pokazuje jednak, jak chrześcijanie dbali o swych współwyznawców i jak ich postrzegano.

Można by wyciągnąć z tego wniosek, że chrześcijanie byli naiwni?

To prawda, że naciągaczy nigdy nie brakowało. Ale na ogół pierwszym chrześcijanom nie brakowało rozsądku. Dlatego już Didache, czyli Nauka Dwunastu Apostołów, napisana około 100 roku, wprawdzie zachęca do szczerej gościnności wobec przyjezdnych chrześcijan, proroków, nauczycieli czy katechetów, ale także przypomina, że jeśli ktoś pozostaje w gościnie dłużej niż trzy dni, musi podjąć pracę, by zarobić na utrzymanie. Nie można wykorzystywać gościnności innych.

A czy w pierwotnym Kościele zdarzały się afery finansowe?

Chyba najbardziej znana jest historia Ananiasza i Safiry, opisana w Dziejach Apostolskich (5,1-11). Twierdzili oni, że przekazali Kościołowi cały swój majątek, a oddali tylko jego część. Ponieśli za to karę. Nie dlatego, że zostawili coś dla siebie, ale dlatego, że oszukali, że nie byli uczciwi i przejrzyści. Nie można pomagać nieuczciwymi metodami. Dlatego św. Marcin z Tours oddał ubogiemu jedynie połowę płaszcza.
 
Zobacz także
Agata Szweda
Moja praca jako muzyka będzie miała sens tylko wtedy, jeśli piekarz, który znajdzie się na moim koncercie, postanowi lub choćby zamarzy o tym, żeby od jutra w jego piekarni zaczęły powstawać najlepsze bułki na świecie.
 
O pasji do muzyki, zachwycie nad drugim człowiekiem i zdumieniu Bożym planem mówi Jan Budziaszek, perkusista jazzowy związany z zespołem Skaldowie, pomysłodawca i współorganizator rzeszowskiego koncertu „Jednego Serca, jednego Ducha” oraz autor m.in. „Dzienniczka perkusisty”, w rozmowie z Agatą Szwedą.
 
Rafał Sulikowski
Już ponad dwa tysiące lat temu po raz pierwszy w historii ludzkości przyszedł Zbawiciel świata. Dzięki pokornej zgodzie Jego Matki, Maryi świat otrzymuje szansę na poprawę życia i życie wieczne na końcu trudnej drogi, jaką idzie ludzkość. Poza Jezusem nie ma nic - nie znajdziemy zbawienia, a nawet uzdrowienia z doczesnych bolączek poza Chrystusem... 
 
Ks. Mariusz Pohl
Nadzieja to to, na czym polegamy, w czym upatrujemy wsparcia i pomocy, coś, co zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa i sens życia, co jest naszą najwyższą, najbardziej upragnioną wartością i celem życia. Już samo sformułowanie tytułowego pytania uwidacznia podstawowy problem z na­szą wiarą, a raczej tym, co nazywamy potocznie chrześcijaństwem. Sugeruje bo­wiem, że chrześcijanin mógłby pokładać nadzieję w czymkolwiek: w różnych war­tościach, ideach, rzeczach i że może w tym przebierać jak na półkach w hipermarkecie. 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー