logo
Piątek, 25 września 2020 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Adam Podbiera, ks. Jan Szczepaniak
Przemieńmy postać tego świata
Wydawnictwo WAM
 


ks. Adam Podbiera
ks. Jan Szczepaniak

stron 184, format 146x202 mm
ISBN 83-7097-413-9
cena det. 13 zł.
(C) Wydawnictwo WAM, 1998
31-501 Kraków, ul. Kopernika 26
Wydawnictwo WAM zaprasza do swojego internetowego sklepu


 

PÓJDŹ ZA MNĄ

Jezus Chrystus powiedział w czasie Ostatniej Wieczerzy do Apostołów: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i aby owoc wasz trwał (J 15, 16). W przededniu śmierci Mistrz przypomniał swoim uczniom, w sposób nie budzący wątpliwości, komu zawdzięczają to, że znaleźli się w gronie dwunastu. To on stworzył Piotrowi, Andrzejowi, Jakubowi, Janowi, Filipowi i innym okazję, dzięki której mogli Go poznać. To On ich wybrał spośród wielu spotkanych przez siebie ludzi. To On pozwolił im się poznać.
Jezus przyszedł nad jezioro Galilejskie wczesnym rankiem, tuż po powrocie łodzi z nocnego połowu. Na brzegu było dużo ludzi. Rybacy wnosili z łodzi pełne kosze ryb, płukali sieci lub wiązali rozerwane w trakcie połowu oczka. Przy łodziach kłębią się tłum kupujących. Zewsząd słychać było nawoływania. Wśród obecnych dostrzegł Jezus braci: Szymona i Andrzeja. Podszedł i rzekł do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi (...) A gdy poszedł dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał (Mt 4, 19. 21). Zauważmy: inicjatywa pochodziła wyłącznie ze strony Jezusa. Podszedł do konkretnych ludzi, wybrał tych, a nie innych spośród wielu znajdujących się wówczas nad jeziorem. Wybór wyraźny i oficjalny był równocześnie wezwaniem dla wybranych. Musieli zdecydować: iść, czy nie iść za nauczycielem. Zdecydowali natychmiast: poszli - zostawiając łodzie i rodziny.

W oparciu o informacje św. Łukasza (4, 38-5, 11) oraz św. Jana (1, 35-51) wiemy, że powołani bracia już wcześniej spotkali Jezusa i z Nim się stykali. Szczególnie uważnie trzeba się przypatrzeć relacji św. Jana.
Andrzej i Jan Apostoł byli nad Jordanem w gronie uczniów Jana Chrzciciela. Któregoś dnia przyszedł tam Jezus. Jan Chrzciciel ujrzawszy nadchodzącego Jezusa powiedział: Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie (J 1, 29n). Czyż może uczeń usłyszeć od mistrza bardziej intrygujące wyznanie: Ten, którego widzicie, jest większy ode mnie? Niewiele trzeba było, by następnego dnia ujrzawszy Jezusa, Jan i Andrzej poszli za Nim. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: "Czego szukacie?" Oni powiedzieli do Niego "Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, a zobaczycie" (J 1, 38n). Nie chodziło im o Jego miejsce zamieszkania. Wędrowni nauczyciele zwykle nie mieli domu. Pytali go: Powiedz, kim jesteś? Jeżeli miałbym odpowiedzieć na pytanie: kim jest spotkany przeze mnie człowiek, przede wszystkim chciałbym zobaczyć jego mieszkanie i spotkać się z jego przyjaciółmi. Dom i wybrani za przyjaciół ludzie wiele mówią o każdym człowieku.

I w tym przypadku inicjatywa pochodziła od Jezusa. Swoją powtarzającą się obecnością niejako wymusił na Andrzeju i Janie postawienie pytania: Kim ty jesteś? Kiedy przyszedł odpowiedni czas, bez większego trudu podjęli decyzję: zostawili wszystko i poszli za Nim.
Jakiej decyzji wymagał Jezus od uczniów, uczą rozmowy zanotowane przez św. Łukasza. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: "Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!" Jezus mu odpowiedział: "Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć"(9, 57n). Nie spodziewaj się, że będziesz wiódł dostatnie życie. Możesz nic nie mieć, nawet domu. Do innego rzekł: "Pójdź za Mną!" Ten zaś odpowiedział: "panie pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!" Odparł mu: "Zostaw umarłym grzebanie umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!" (9, 59n) Jeśli chcesz iść za Mną decyduj się natychmiast, bez żadnej zwłoki. Jeszcze inny rzekł: "Panie, chcą pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!" Jezus mu odpowiedział: "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego" (9, 61n). Jeśli decydujesz się iść za Mną, pamiętaj, wybór jest nieodwołalny.
Decyzja pójścia za Jezusem była początkiem najważniejszej przygody jaką mogli przeżyć w swoim życiu - przyjaźni z Synem Bożym, który stał się człowiekiem. Przez trzy lata patrzyli na to, co robił Jezus i słuchali Jego nauki. Przez trzy lata mieli okazję poznawać Mistrza patrząc i słuchając. Warto jeszcze raz podkreślić: patrząc i słuchając. Często czytając Ewangelię nie zwracamy uwagi na to, co Jezus robił. Skupiamy uwagę na tym, co mówił. Jest to spory błąd. Wiele informacji o Jezusie czerpiemy z obserwacji Jego czynów. Wraz z decyzją na przyjaźń lub znajomość z drugim człowiekiem rozpoczyna się proces wzajemnego poznania. Zdobywam wiedzę o kimś nie tylko słuchając jego słów, ale również patrząc na to, co robi, jak reaguje, w jaki sposób podejmuje decyzje. Podobnie wyglądają nasze spotkania z Jezusem, jeżeli mają doprowadzić do Jego poznania.

Czego Jezus uczył słowem i czynem?
Uczył ich:
Kim jest Bóg? Jak człowiek ma się odnosić do Boga? Co Bóg może dać człowiekowi?
Kim jest człowiek? Jakimi zasadami kieruje się w relacjach międzyludzkich?
Jaki ma być stosunek człowieka do dóbr materialnych?

To co ostatecznie wiemy o Bogu, wiemy od Jezusa. W czasie Ostatniej Wieczerzy, w wielkiej mowie pożegnalnej podsumowującej trzyletnią wspólną drogę, Jezus powiedział Apostołom, że zobaczyli Ojca i że Go poznali. Słowa te musieli Apostołowie przyjąć z wielkim zdziwieniem: Kiedy to widzieliśmy Boga? Przecież Jego nikt nigdy nie oglądał!? Filip odważył się w imieniu pozostałych poprosić: "Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy". Odpowiedział mu Jezus: "Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie - wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!" (J 14, 8-11). Słuchając Mnie słuchacie Ojca. Patrząc na Moje dzieła, widzicie Jego dzieła. Mówił, że Ojciec jest blisko każdego człowieka i sam był blisko ludzi (por. J 10, 1-15; Mt 4, 23-25; J 2, 1-11). Mówił, że Ojciec jest miłosierny i był miłosierny względem spotkanych osób (por. Łk 15, 11-32; J 8, 1-11).
Nie mniej szokująca dla uczniów była nauka Jezusa o stosunku do ludzi. Dowiedzieli się, wbrew tradycji swojego narodu, że bliźnim jest każdy człowiek, nawet wróg, a nie tylko syn i córka Abrahama (por. Mt 5, 43-48; Łk 10, 25-37). Każdego trzeba kochać, choć istnieje hierarchia w miłości. Co innego znaczy kochać nieprzyjaciela, co innego napotkanego człowieka, z którym mnie nic do tej pory nie łączyło, a co innego najbliższych, z którymi jestem związany węzłem krwi lub przyjaźni. Tych pierwszych nie mam nienawidzić, lecz modlić się za nich. Względem drugich mam być zawsze gotowy do życzliwości i świadczenia pomocy (por. poprzednie fragmenty). Miłość do bliskich wymaga gestów i słów wyrażających bliskość. Ponadto wymaga nieustannego podtrzymywania. Jezus w wieczerniku umył nogi Apostołom - nie ludziom z ulicy, ale najbliższym. Taką rzecz można zrobić tylko najbliższym (J 13, 4-20).
Radykalne było również nauczanie o odnoszeniu się uczniów do rzeczy materialnych. Powiedział Jezus: Nie troszczcie się zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6, 31-33). Troski o rzeczy materialne nie mogą być ważniejsze od Boga. Jeśli zdecydujesz się iść za mną, nic nie będzie ważniejsze ode Mnie.

Czego wymagał Jezus od tych, którzy przyszli prosić o pomoc, przyszli i chcieli z Nim zostać? Wymagał wiary. Jaką wielką wiarę miała Syrofenicjanka, usilnie prosząca o uzdrowienie córki, mimo pozornej niechęci ze strony Jezusa (Mk 7, 24-30). Jak mocną wiarę musiał mieć Jair, wierzący, że dzięki Jezusowi zobaczy żyjące i zdrowe dziecko (Łk 8, 40-42, 49-56). Ile determinacji było w niewidomym Bartymeuszu, proszącym o litość i uzdrowienie (Mk 10, 46-52). Uczeń Jezusa powinien mieć taką wiarę, by powiedzieć za trędowatym: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić (Mt 8, 2) oraz za ojcem chłopca chorego na epilepsję: Wierzę, zaradź mojemu niedowiarstwu! (Mk 9, 24) To do niego powiedział Jezus: Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy (Mk 9, 23). Taka wiara jest nie tylko zrozumieniem, ale i ufnością. Taka wiara jest kluczem do zrozumienia Boga i do ufnego trwania z Nim, mimo przeciw-ności.

Tak wyglądało spotkanie Jezusa z uczniami dwa tysiące lat temu. Inny czas, inni ludzi. Jak to, co czytamy w Ewangelii, ma się do naszego dzisiejszego doświadczenia? Bóg przychodzi do ludzi wszystkich czasów. Spotkanie z Jezusem wygląda zawsze tak samo. Inicjatywa pochodzi od Niego. On wybiera. Oczekuje natychmiastowej i wielkodusznej decyzji. Stawia takie same wymagania. Przedkłada takie same propozycje.
Jezus może stanąć niespodziewanie przed człowiekiem i powiedzieć: Pójdź za Mną. To przydarzyło się św. Pawłowi w drodze do Damaszku; P. Claudelowi w katedrze Notre Dame w Paryżu w dzień Bożego Narodzenia, podczas słuchania Magnificat; A. Frossardowi w kaplicy wiecznej adoracji po spojrzeniu na Chrystusa Eucharystycznego.
Może to zdarzyło się tobie?

Częściej jednak spotkanie z Nauczycielem z Nazaretu wymagające decyzji, poprzedzają inne, wcześniejsze. W sposób niedostrzegalny, nawet wbrew naszej woli, przygotowują nas na naszą "godzinę zero". Dopiero wypadek, choroba, rozmowa z innym człowiekiem, przeczytane zdanie stawiają nas w oko w oko z Jezusem.
A może to zdarzyło się Tobie?

Jeśli nie masz podobnych doświadczeń bądź pewien/pewna:
Bóg przygotowuje cię na spotkanie z Sobą.
Wcześniej czy później przyjdzie i stanie przed tobą twarzą w twarz,
mówiąc: Pójdź za Mną. Skarżysz się, że masz mało wiary, by uwierzyć?
Masz jej wystarczająco, bo inaczej nie czułbyś/czułabyś niepokoju, nie czytałbyś/czytałabyś tych rozważań, nie szukałbyś odpowiedzi na pytanie: Kim jest Jezus? Pamiętaj jednak, że później musi nastąpić decyzja na drogę z Jezusem.
Decyzja fundamentalna. Kształtująca całe twoje życie; decyzja trwała, nieodwołalna.

Anna Magdalena prowadziła życie pozbawione całkowicie wiary. Od wielu lat dla pieniędzy i dla przyjemności, co jest całkowitą rzadkością, sprzedawała swoje ciało. Uległa wraz z przyjaciółmi wypadkowi. Zginęły cztery osoby. Ona jako jedyna wychodzi z życiem. Dla niej był to dowód, że Pan Bóg zadziałał. Była przekonana, że On zostawił ją przy życiu, by się nawróciła. W szpitalu zdecydowała, że nie może żyć tak dłużej. Ale w swej przebiegłości wymyśliła, że po wyjściu ze szpitala, aby nikt nie myślał, że się nawróciła ze strachu, przez pewien czas będzie żyła jak dotychczas. Po kilku miesiącach wróci. Pewien czas nie trwał kilka miesięcy, a piętnaście lat. W rocznicę wypadku poszła do spowiedzi.

Dlaczego tak długo zwlekała? Przez piętnaście lat mówiła sobie: jutro. Ludzie zwykle całkiem dobrze się mają mówiąc: jutro. Wraca wówczas humor, ma człowiek złudną nadzieję, że wszystko się zmienia. Ja się nawrócę: jutro. Zacznę chodzić do kościoła: jutro. Rozpocznę się modlić: jutro. To jutro może trwać wiele lat.

Julian Tuwim miał kompleks Chrystusa. Napisał taki wiersz:

Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie!
Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie!
I z taką wielką żałobą
Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie!
że duch mój przed Tobą klęknie,
I wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie!

Myślał, a może obiecywał, że jeszcze się kiedyś rozsmuci. Nie zdążył.

Opowiadał Roman Brandstaetter o jednym ze swoich spotkań z Tuwimem. Obydwaj poeci wybrali się na kawę.
- Panie Brandstaetter! - Tuwim zadał pytanie. - Czy Chrystus istniał?
- Musiał istnieć - odpowiedział Roman.
- To dobre! On musiał istnieć. Może byśmy wypili na to konto - odrzekł Tuwim. Rozmowa potoczyła się dalej. Po kilku godzinach poeci się rozstali. Tuwim wsiadł do "taksówki". Brandstaetter poszedł pieszo. Odpowiedź nawróconego żyda - Brandstaettera musiała mocno zapaść żydowi ateiście - Tuwimowi w sercu. Po przejechaniu kilku metrów polecił kierowcy zatrzymać samochód. Uchylił szybę i krzyknął do przyjaciela:
- Panie Romanie, to było bardzo dobre! On musiał istnieć!
Tuwim umarł na serce. Roman Brandstaetter był na jego pogrzebie. W trakcie wynoszenia trumny z willi, w której zmarł Tuwim, podszedł do Brandstaettera właściciel zakładu pogrzebowego.
- Proszę pana, co ja mam zrobić? Mam tylko trumnę z krzyżem na wieku - powiedział. Mam go zostawić, czy zerwać?
Brandsaetetter nic nie odpowiedział. Ktoś za niego zdecydował. Krzyż zerwano. Ale wieko trumny było pokostowane. Został na nim ślad krzyża.

Problem Jezusa nie opuszczał go przez całe życie. Jakoś go Chrystus prześladował. Wiele razy przed nim stawał. Nigdy jednak nie opowiedział się w sposób widoczny dla innych po stronie Chrystusa. Nie przyjął chrztu. Nie zdążył.

Tak dawno cię nie widziałem. Po raz kolejny uległeś pokusie, którą tak dobrze znasz. Nie wolno odkładać powrotu do Chrystusa na następny dzień albo tydzień. Który to raz powiedziałeś sobie: "Poczekam jeszcze"?. "Postaram się, by następne dni były lepsze". "Dzisiaj nie mam z czym przyjść do spowiedzi". Powiem ci przykre zdanie: Zachowujesz się jak sztubak, który chcąc pokazać rodzicom jedynkę, najpierw nastawia ich do siebie pozytywnie, starając się być dla nich miłym na zapas. Wiesz przecież, że Jezus czeka na nas niezależnie od tego, jacy jesteśmy.
W efekcie kolejne dnie spędziłeś daleko od Jezusa. Szkoda marnować tyle czasu i wysiłku na drogę pokonywaną samotnie, bez Pana. Decydując się iść przez życie bez Niego, nawet przez małą chwilę, przeżywasz więcej stresów, mniej w tobie pokoju, zanika wrażliwość ducha. Za tobą pozostała cała "fura" zmarnowanych okazji do dobra. Przynajmniej pomyśl: Ile razy byłeś na Mszy świętej i nie przyjąłeś Jezusa? Ile dni, policz proszę, było bez modlitwy angażującej twoje serce?
Przez te dni nie stałeś się lepszy. Nie zbliżyłeś się do Jezusa. Przeszkadzał ci w tym grzech. Dlaczego opierałeś się i nie zrzuciłeś krępujących więzów.
Przyznam się, że twój błąd nie bardzo by mnie przeraził, gdybyż ulegał takiej pokusie rzadko. Wielu daje się na taki pomysł nabrać. Ale jest w tobie coś, co sprawia, że ciągle odkładasz spotkanie z Jezusem, mimo wiedzy, jaką posiadasz, mimo doświadczenia duchowego, jakie masz. Uciekając od sakramentu pokuty, po pewnym czasie uciekasz od codziennych spotkań z Jezusem. Boję się, że taki mechanizm stanie się twoim nawykiem.
Przypuszczam, że powodem odkładania spowiedzi jest to, że nie umiesz przegrywać. Ty gorszysz się swoimi klęskami. Zamiast wracać po kolejnej przegranej do Boga, zatapiasz się bez reszty w oskarżających wyznaniach. Ty wygrażasz sobie. Myślisz o tym, że byłeś podły, a nie o tym, że jest Ktoś, kto chce ci przebaczyć, obdarzyć wsparciem, pokojem, miłosierdziem; że jest Ktoś, kto cię kocha, niezależnie od tego, co przeskrobałeś. Masz prawo do Niego iść, bo żałujesz! Zamiast tego ty siedzisz jak jedna wielka "góra nieszczęścia", skupiasz uwagę na sobie i cierpisz. Nie zwracasz się do Boga i do tego masz odwagę oskarżać Go o nie dość skuteczną opiekę i pomoc.

I ty, jeśli będziesz zwlekał/zwlekała, możesz nie zdążyć!
Nie jest bowiem nigdzie powiedziane, że Chrystus będzie stawał przed tobą nieskończoną ilość razy, oczekując, aż zdecydujesz się otworzyć dla Niego swoje serce.

Decyzja na pójście za Chrystusem musi być fundamentalna. Muszę mieć świadomość, że ma ona wpływ na całe życie, na całą moją przyszłość. To co będę robił, to co będę mówił, to co będę myślał, będzie o nią oparte, będzie z niej wynikało. Dobrze o tym pisze Jerzy Liebert w wierszu: Jeździec.

Jedno wiem, i innych objawień
Nie potrzeba oczom i uszom -
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.

Decyzja nie rozwiązuje wszystkich problemów. Bynajmniej nie jest tak, że od jej podjęcia nie będę miał problemów ze swoją wiarą, z sobą samym, z innymi ludźmi. Od niej zaczyna się wzrastanie, które trwa i trwa - aż do śmierci. Nikt w jednej minucie nie staje się bezgrzeszny, nikt od razu nie staje się świętym. Im jesteśmy dłużej przy Jezusie, słuchając Jego słów i patrząc na Jego czyny, tym więcej o Nim wiemy i więcej Go rozumiemy. W konsekwencji mamy większą, silniejszą i głębszą motywację, by żyć tak, jak On proponuje.
Poznaję w czasie, po pewnym czasie rozumiem lepiej. Po jakimś czasie staję się mocniejszy, a moje intencje stają się jaśniejsze.
Jeżeli ktoś powiedział: Wybieram Jezusa, idę za Nim, a po pewnym czasie zrezygnował, pokazał, że nie przeżył radości spotkania. Napisał św. Piotr do nowo ochrzczonych: Odrzuciwszy więc wszelkie zło, wszelki podstęp i udawanie, zazdrość i jakiekolwiek złe mowy, jak niedawno narodzone niemowlęta pragnijcie duchowego, niesfałszowanego mleka, abyście dzięki niemu wzrastali ku zbawieniu - jeżeli tylko "zasmakowaliście, że słodki jest Pan" (1 P 2, 1-3). Jeżeli chcecie wzrastać w wierze, musieliście zasmakować, że Pan jest słodki. Jeżeli nawet wybraliście, a nie zasmakowaliście słodyczy Pana, nie wytrwacie. Zasmakować słodkości, to znaczy być wypełniony Bogiem. Skosztować Boga, to spotkać się z Nim i przekonać się, jak z Nim jest dobrze. Skosztować Boga, to zawsze pamiętać o jego obecności, widzieć Go obok siebie. Bóg jest kimś pośród nas. Doświadczenie obecności Boga angażuje całego człowieka: umysł - On jest; wolę - chcą z Nim być; uczucia - jest w moim sercu. Owocami obecności w Bogu są: radość, pokój, poczucie bezpieczeństwa, pełni. W tym miejscu można nagromadzić więcej pojęć o podobnej treści, jednak żadne do końca nie odda doświadczenia, prawie fizycznego, obecności Boga. Ci, którzy zdecydowali się iść za Jezusem, dobrze wiedzą o czym mowa. Bez takiego przeżywania spotkań z Mistrzem człowiekowi braknie sił, by przy Nim trwać.
Bieda w tym, że Bóg sam wybiera czas, kiedy w taki sposób zagości w naszym życiu. Przychodzi do nas, kiedy zechce i jak zechce. Pewne jest tylko jedno: każdemu swojemu uczniowi da takie doświadczenie. Oczekuje cierpliwości. Czekanie na "zakosztowanie Boga" nie ma nic wspólnego z biernością. Czeka się czynnie. Szuka się Go w sercu, zaprasza do siebie, spełnia się warunki, jakie postawił uczniom.

Nawet, jeśli nie "skosztowałeś/skosztowałaś" Boga, wiedz:
Pan jest bliżej ciebie samego, niż ty sam jesteś (św. Augustyn).
Bądź cierpliwy/cierpliwa, On pozwoli ci kosztować ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win (Iz 25, 6).

Na koniec warto powiedzieć jeszcze o jednej sprawie ściśle wiążącej się z decyzją pójścia za Jezusem, z wyborem: być Jego uczniem, czy nim nie być?
Jezusa powiedział: Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 29n). Jarzmo, to zniewolenie, a brzemię to ciężar. Jak to możliwe, że to co jest ciężkie, równocześnie jest lekkie? Jak to możliwe, że to co ogranicza, niesie równocześnie wolność? Ta sprzeczność jest pozorna! Jan Paweł II powiedział, że Ewangelia to trudna droga, ale - dodał - możliwa. To decyzja pójścia za Zbawicielem sprawia, że Jego słowa stają się możliwe do zrealizowania. Wybór dodaje naszemu chrześci-jańskiemu życiu skrzydeł.

Przyjmij Jego wezwanie. Idź za nim.
W przeciwnym razie, jak bogaty młodzieniec (Mt 19, 16-22), zachowasz wiele majętności, ale odejdziesz smutny/smutna.

Roman Brandstaetter włożył w usta bogatego młodzieńca następujące słowa:

Panie,
Przed wielu, wielu laty
Spotkałem Cię na drodze do Jeruzalem.
Była wczesna wiosna.
Kwitły drzewa migdałowe.
Pamiętam tę chwilę, gdy podszedłszy do Ciebie,
Spytałem, co mam uczynić,
Aby być doskonałym.
Odparłeś, że powinienem sprzedać
Całą moją majętność,
Pieniądze rozdać ubogim
I iść za Tobą.
Ogarnął mnie smutek.
Stchórzyłem.
Powróciłem do domu.
A teraz jestem już starcem,
Mam liczną rodzinę,
Mój majątek pomnożył się w dwójnasób,
Ludzie uważają mnie za szczęśliwego,
Ja jednak czuję w sobie dotkliwą pustkę,
Niedosyt
I beznadziejność,
Które nawet moim najbliższym
Ujawnić się boję,
Na pewno by mnie wyśmiali.
Minęły lata,
A ja wciąż zapomnieć nie mogę
Tamtej wiosny,
Mojego pytania
I kwitnących drzew migdałowych.


Zobacz także
Jacek Międlar CM
Problem traktowania spowiedzi jako zamiennika psychoterapii rzeczywiście istnieje. Nie wynika często z samej nieznajomości kwestii, ale ze zwyczajnej niewiedzy. Tłem dla zrozumienia tego nieporozumienia zdają się być badania socjologiczne, które wykazały, że tam gdzie zanika praktykowanie spowiedzi, zwykle wzrasta zapotrzebowanie na psychoterapię. 
 
Francisco Fernandez Carvajal

Tylko Jezus ma lekarstwo uzdrawiające rozstrojone skrzypce naszego życia. Tylko On może naprawić nasze życie, nadać mu piękno i harmonię. Jest Mistrzem, w prawdzie i z mocą poucza nas o drodze prowadzącej do radości, skuteczności i zbawienia. „Naucza z mocą, a nie jak uczeni w Piśmie” — mówił o Nim lud.

 
Jacek Swięcki
Droga śladami Jezusa nie ogranicza się do samej tylko Jerozolimy. Większość pielgrzymek rzadko poświęca na pobyt w Świętym Mieście więcej niż dwa dni, a resztę przewidzianego czasu przeznacza z reguły na inne opisane w Ewangeliach miejsca związanie z ziemską historią Chrystusa. Każde z nich przyciąga uwagę pielgrzymów w inny sposób. 
 
 
___________________
 
 reklama