Chanel Santini Katolik.pl - Boży doping
logo
Poniedziałek, 30 marca 2020 r.
imieniny:
Amelii, Dobromira, Leonarda, Amadeusza, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tomasz Balon-Mroczka
Boży doping
Wydawnictwo Rafael
 


redakcja: Tomasz Balon-Mroczka
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy RAFAEL
Rok wydania: Kraków 2000
ISBN: 83-913189-1-5
Format: 165 x 240
Stron: 240
Rodzaj okładki: miękka

 
Adam Małysz
 
Wiara była we mnie zanim pojawił się sport. Towarzyszy mi w całym życiu, nie tylko na rozbiegu...
 
Urodzony w 1977 roku. Wielokrotny mistrz Polski w skokach narciarskich na Średniej i Wielkiej Skoczni. Olimpijczyk z Nagano. Zwycięzca kilkunastu konkursów Pucharu Świata. Trzykrotny zdobywca Pucharu Świata.

 
Czy to ma być rozmowa o Kościołach, o wyznaniowych różnicach, czy skupimy się na pojęciu wiary, która łączy wszystkich uznających istnienie Boga? Chcemy mówić między innymi o tym, na ile wiara w Boga pozwala lepiej przejść przez sportową karierę...
 
Przez sport i przez życie, tego przecież nie da się rozdzielić. Jestem młodym człowiekiem, ale mam za sobą trochę przeżyć, wydarzeń, w których szerzej pojęta wiara w Boga i ludzi, pozwalała mi dokonywać słusznych wyborów.
 
Które z wydarzeń zdaje się być dla pana przełomowe?
 
Po dwóch latach słabych startów, które poprzedzone były bardzo dobrymi wynikami w Pucharze Świata na początku kariery, przyszło załamanie. Przestałem wierzyć w sens tego, co robię. Można powiedzieć, że wtedy często rozmawiałem sam z sobą, a trudniejsze pytania zadawałem patrząc jeszcze wyżej, niż latam na nartach po wybiciu się z progu. Te moje wątpliwości rozwiewała żona, która wierzyła we mnie bardziej, niż ja sam. Dlatego nie skończyłem sportowej kariery, skaczę dalej i chyba wreszcie dokonałem w sporcie jakiegoś przełomu, bo z minionego sezonu znów mogę być zadowolony. Jeszcze nie tak bardzo jak wtedy, gdy wygrywałem konkursy Pucharu Świata, ale czuję, że jestem blisko tego ostatecznego przełomu.
 
Skoki narciarskie to bardzo niebezpieczna dyscyplina sportu. Każdy z oddanych skoków to loteria, w której nie do końca wszystko zależy od pana. Choćby z silnym podmuchem wiatru często wygrać się nie da...
 
Uprawiam bardzo niebezpieczną dyscyplinę sportu i wiara bardzo pomaga w podjęciu tego ryzyka, ale przecież to nie jest tak, że stałem się wierzący dopiero z chwilą, gdy staję na rozbiegu. Ta wiara we mnie była od dziecka, była zanim w moim życiu pojawił się sport. Ta kolejność jest bardzo istotna, bo wiara towarzyszy mi w całym życiu, nie tylko na rozbiegu. Zdecydowana większość skoczków daje te świadectwa wiary, żegnając się na rozbiegu przed oddaniem skoku. To na pewno nie jest robione na pokaz, sam robię przed skokami znak krzyża. Przecież, gdy się już wybiję na progu, to bliższy jestem, tam wysoko w powietrzu, rozmowy z Bogiem, niż z ludźmi...
 
Czy przeżył pan wiele takich sytuacji, gdy tej szczególnej opieki "z Góry" pan potrzebował?
 
Tak, ale nie na skoczni, tylko w drodze na zawody. Dwukrotnie lecąc samolotami, do Finlandii i Szwecji, podczas lądowania przy silnym wietrze dostaliśmy takie podmuchy, że już wydawało mi się, że samolot spadnie na pas startowy bokiem. Najpierw złamie się skrzydło, później rozleci się samolot i będzie po nas... Skończyło się na strachu, na bardzo krótkich chwilach zastanawiania się nad tym, czy to akurat w tym miejscu i czasie nastąpi kres mojej drogi. Nie wiem, a może wtedy była tylko pustka, a dopiero gdy już bezpiecznie w hotelowym łóżku przeżywałem całe wydarzenie ponownie pojawiły się te refleksje. Więcej czasu na myślenie było, gdy jadąc na lotnisko do Wiednia, skąd wylatywaliśmy do Nagano, nasz samochód wpadł w poślizg i odbijaliśmy się od barierki, a potem chcieliśmy "ściąć" stojący we mgle patrol policyjny. Na szczęście auto się zatrzymało. Nikt nie ucierpiał, a wystarczyły milimetry, żeby skończyło się czyjeś ludzkie życie. Trenera, moje, policjanta... Ktoś nad nami czuwał, żyjemy.
 
wywiad z kwietnia 2000 r.

Zobacz także
Joanna Gorecka-Kalita
Wszystko to, co składa się na nasze rozumienie pobożności ludowej, wydaje się mieć swoje korzenie w średniowieczu: kult relikwii, świętych obrazów, pielgrzymki do sanktuariów, opowieści o cudach i objawieniach, rozmaite nowenny, koronki, procesje… Z tej perspektywy moglibyśmy uznać, że cała średniowieczna pobożność jest pobożnością ludową par excellence. Prawda jest zupełnie inna... 
 
Ks. Stanisław Haręzga
W różny sposób Biblia opowiada prawdę o Bogu, który nigdy nie neguje swej relacji ze stworzeniem, nawet wówczas, gdy człowiek odwraca się od Niego. W takiej sytuacji, tym bardziej lituje się nad nim, szuka go, zaprasza do nawrócenia i pokuty, obiecując przebaczenie winy i możliwość nowego życia. O skorzystaniu z Bożego przebaczenia decyduje jednak ludzkie poczucie winy i żal za grzechy.
 
Andrzej Sobczyk
Jak w praktyce słuchać Boga? Siadamy czasem w ciszy i staramy się Go intensywnie słuchać. I ta intensywność nam właśnie przeszkadza, bo używamy za bardzo naszego mózgu i znowu Boga zagłuszamy. Wszystkie nasze własne kombinacje i starania muszą „umrzeć” zanim będziemy gotowi naprawdę otrzymać coś drogocennego, czego nie zmarnujemy. Nie bójmy się więc po prostu być w ciszy, odpocząć w niej, nie starając się nic osiągnąć i niczego się nie spodziewając.
 
___________________
 
 reklama